sobota, 1 sierpnia 2009

Polska mietła

Udałam sie na interwju, które przeprowadziły ze mną Lora i Szila. Przejrzały wypełnioną przeze mnie aplikację, trochę
pokręciły głowami, że jeszcze nie mam NIN (wczoraj dostałam, ha!). Całkowicie załamały ręce, że nie posiadam potwierdzenia adresu.
Pisałam o tym wcześniej. Tłumaczyłam im, że bank mi nie założy konta, jeśli nie mam pracy. Posiadanie konta może być potwierdzeniem adresu zamieszkania.
Jednak bardzo przypadłam kobietom do gustu, odłożyły te dwie, nurtujące je sprawy na później i wyjęły zestaw pytań testowych i np:
- Jakie czynności wykonuje sprzątaczka, co rozumiem przez tę pracę? - "Konstruowanie rakiet kosmicznych!"
- Czy umiem dochować tajemnicy? - "A wy umiecie?"
- Co bym zrobiła, gdybym zobaczyła, że ktoś z personelu źle traktuje podopiecznych?

Z tym pytaniem miałam problem. Oczywiście w ich mniemaniu. Chciałam rozmawiać z winnym, tłumaczyć mu, że tak nie można. Błąd, mam donieść przełożonemu. W sumie, to zrozumiałe, ale nie chciałam wyjść na donosiciela, kim zresztą nie jestem. Anglicy nie są donosicielami, zapamietajcie to sobie. Oni działają w interesie społecznym.

Podczas tej uroczej dyskusji dobijał się do mnie Kris. Nie czaił, że raczej jestem wery bizi, skoro odrzucam rozmowy. Napierdalał uparcie, jak z kałacha.

Ale dzięki temu interwju zaraz dobiegło końca. Dostałam jeszcze dokument do wypełnienia z zapytaniem o niekaralność. Niby dopiero po otrzymaniu odpowiedzi z Polski będę mogła podjąć pracę, ale Dorota zapewniła, że to pic na wodę i na pewno wezmą mnie wcześniej, gdyż właśnie trwa okres urlopowy.

Kris dobijał się z do mnie z pracą.
- Jutro o szórstej trzydzieści bądź pod Lidlem. Pojedziecie do Nottingham. To tymczasowe zlecenie - wyćwierkał.
Pognałam sprawdzić o której mam autobus. Pierwszy o 6.58 - fak!

Wierzcie mi, że zwlekanie się z łóżka o 4.30 jest odkupieniem wszystkich grzechów świata. Patrzenie na smacznie spiące dziecko, jest ciosem w serce, a już mus wyjścia zanim ono się obudzi... Co ja będę tłumaczyła. Zostawiłam jej na stole śniadanie i sok pomarańczowy na wypadek, gdyby
obudziła się przed resztą domowników. Została na tę okoliczność stosownie przeszkolona.

Poszłam z buta ten szmat drogi do Lidla. Widziałam pana rozwożącego mleko w szklanych butelkach i ze złotymi kapslami. Dokładnie takich, jak kiedyś u nas. Jechał wolnobieżnym autkiem z paką i co chwila wyskakiwał, by postawić komuś pod drzwiami pełne, a zabrać puste naczynia.

Fabryka okazała się małą produkcją gotowego już ciasta na wypiekanie np chrupiących gwiazdek. Pakowaliśmy po 320 gramów owego w kolorowe pojemniki, na wierzch nasadzaliśmy plastykową miseczkę z gwiazdką - formą i paczuszką cukierków - ozdób, stawialismy na taśmę i ktoś wkładał je pędem, by nadążyć, do maszyny zgrzewającej folię zebezpieczającą na wieczku. Tym kimś byłam ja przez większą część zmiany. "Fasta, fasta!" pokrzykiwał do mnie, kurwa, szef. "Idź, bo jak cię pierdolnę tym ciastem" myślałam niejednokrotnie.

Byliśmy tam najętym bydłem do roboty. Agencyjnymi stworkami, na pewno nie ludźmi. Tyraliśmy 10 godzin, po 5,5 wysłano nas na 25 minutową przerwę. Zero zachowania przepisów. Wiadomo, im mniejsza produkcja, tym mniejszy strach i większa samowolka. Na wspomnianej przerwie hrabiostwo rozsiadło się w kuchni, a ja i moi współtowarzysze niedoli konsumowaliśmy nasze śniadania siedząc na brudnych schodach. Nie wspomnę nawet o poczęstowaniu nas zasileczem w postaci kawy.Tutaj Anglicy mocno różnią się od Niemców. Niemiec nigdy nie pozwoliłby na coś takiego! Wolałby ustąpić własnego miejsca, bo bałby się okrzyku Hail Hitler. Grek posadziłby sobie nas bodaj na swoich kolanach. Wspólny posiłek jest u nich ważny i celebrowany, czym chata bogata. Wyzysk? Tak, ale przez głupotę i lenistwo, nie zamierzony i NIE perfidny.

Nie wiedzieć czemu Kris chciał znać właśnie moje zdanie. Poznał. Zdziwił się i szkoda, że tylko dlatego, iż przerwa była jedna.
- Relacje ludzie - zwierzęta, kumasz? - Zapytałam i chuj mnie to obchodzi, że się tu głośno mówi o takich zwyczajach, jako naturalnych. Dla mnie są one uwłaczające godności. Nie sądzę, by pierwszy raz usłyszał tego typu oskarżenia, ale pewna nie jestem. Zacichł na chwilę, by zaraz rzec:
- Wiesz, to jest tymczasowy i szczany kontrakt, gówno z tego mamy. Jeśli mówisz, że warunki są tak paskudne, to ja się temu lepiej przyjrzę. Załatwię ci inną robotę, ale mam prośbę, czy mogłabyś jeszcze w poniedziałek tam pojechać? Przez weekend trudno mi będzie znaleźć kogoś...
- Pojadę, "mam tam kilka spraw do załatwienia". Spoko, jeszcze raz pojadę - zmrużyłam oczy. Poza tym ręka w końcu rękę myje. Nie zostawiajmy się w potrzebach.

Dzisiaj po części sprawdziły sie słowa Doroty. Zmartwiona Lora, że wczoraj nie deptałam ścieżek, zapytała kiedy przyniosę wypełnione formularze.
Gówno były dziś potrzebne, ale zawiozłam wraz z numerem NIN. Ucieszyła się. Jestem pewna, że już jedną nogą tam pracuję.

Za kilka dni będę polską mietłą. Konstruującą statki kosmiczne.

Ds, na wszystko w życiu trzeba zapracować. Przebić się przez kokon. Na obczyźnie jest on zawsze grubszy, ale nie stalowy.
Każdy od czegoś tam w życiu zaczyna. U mnie poukładało się tak, że muszę zaczynać kolejny raz od początku. Od zera, od sprzątania.
Ktoś mógłby pomysleć, że ta wędrówka sprawia mi przyjemność, że ja lubię mieć ileś tam "żyć". Nie, bardzo kochałam życie w Polsce i uwielbiałam mój dom. Miałam nadzieję, że wszystko się już skończyło.

Zaletą mojego charakteru jest to, że nie umiem trwać w maraźmie. Odważnie wyruszam na poszukiwanie lepszego. Wadą to, że naprawdę nie wiem, czy kiedyś znajdę swoje miejsce na ziemi. Może zawsze będę wiatrem... Nie wiem.
Zabawne jest zaś to, że jedynym miejscem, gdzie można mnie na pewno znaleźć, jest mój blog...

17 komentarzy:

  1. Uwielbiam Cie!!!!!!!!!!!!!!! Wlasnie za to co napisalas niejako w odpowiedzi dla DS. Sama sie przymierzalam zeby odpowiedziec na tamten komentarz, ale dalam sobie spokoj i dobrze, bo Tobie poszlo to duzo lepiej.
    Czlowiek w zyciu musi byc na tyle elastyczny zeby mogl robic co trzeba a nie zalamac rece i narzekac. Zycie nie zawsze i nie wszystkich piesci, czesto trzeba zacisnac zeby i pchac do przodu. Sama tez zaczynalam jako sprzataczka, tyle ze prywatnych domow i za kazdym razem jak szlam sprzatac to mowilam "poczekaj kurwa mac jeszcze troche" wiedzialam od poczatku ze to nie jest to co bede robic do konca zycia, ale taka byla potrzeba chwili.
    Mozesz byc z siebie dumna, a jak tam pojedziesz jeszcze raz do tego ciasta, to wiem ze na przerwie bedziesz siedziala przy stole a nie na schodach.
    Na tyle Cie juz znam:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. siostra osobistego będąc po prawie też zaczynała od mietły.
    Sądzę że DS nie chciala cię urazić,tylko wyraziła żal że musisz,czy też że szykuje ci się taka droga "od początku";)a jesteś o wiele więcej warta.
    Warunki opisane w tej dorywczej pracy są... no szkoda gadać.Normalnie rasiści.
    Znaczy się w poniedziałek przy stole?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Stardust, to ostatnie mogę Ci obiecać;)))))
    My jesteśmy do siebie bardzo podobne i jedna drugą doskonale rozumie.
    Co zaś sie tyczy pracy i dążenia do celu wiem, że niczego nie dostanę w życiu za darmo. Taką dolę zgotował mi los. Dlatego dałam sobie spokój z graniem w Totka;)))

    Tuv, ależ ja słowa ds odebrałam jako miłe, nie jako urazę, bynajmniej.:)))))
    Dajcie mi rok, bym zaczęła "szczekać" po angielsku. Wtedy na pewno nie będę mietłą:))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja miałam podobne myśli do Ds. Ale wiem też, że lajf is brutal i że często trzeba zaczynać od zera.

    OdpowiedzUsuń
  5. Athina--> Wlasnie ten pierwszy rok, ja przyjechalam bez slowa angielskiego i po roku jezdzenia na mietle znalazlam moja pierwsza prace jako manikiurzystka, a kilka lat pozniej juz bylam kosmetyczka. Nie jest to zadna kariera ale daje mi niezaleznosc, a to jest dla mnie najwazniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  6. A i jeszcze, ja wiem ze DS nie miala nic zlego na mysli, tylko ja osobiscie nie potrzebuje takiego doceniania jak wiem ze musze to co musze. Mowienie mi wtedy ze szkoda, bo sie marnuje i stac mnie na wiecej jest mi do niczego nie potrzebne i tylko daje dola. Ale to ja tak reaguje, wszyscy inni pewnie reaguja inaczej;))

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja to akurat znam, bo gdzie bym nie pracowala, słyszałam, że się manrnuję. W "F" się marnowalam też podobno. Po latach dopiero okazuje się, że to jednak nie bylo marnowanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bo nic w życiu nie dzieje się po nic. Z wszystkiego czerpie sie jakies tam doswiadczenie:)))))

    Ide z dzieckiem na plac zabaw i umowiona kawe do Doroty.

    Jutro wieczorem przeprowadzka:))))

    Trzymajcie sie kochane. Uwielbiam Was wszystkie:) I Wszystkich:)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana moja !!! Daj pyska :****
    Jestem z Cie dumna i byc nie przestane :)
    Zyciorys masz roznobarwny przynajmniej ;) Spisuj wszystko starannie,bo ja Ci mowie :
    nie wazne jak zaczynasz-wazne jak konczysz ;) A Ty mi Kochana moja zalatujesz na autorke fenomenalnej autobiografii ;)))

    buziam pforzheimowo :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, a co to z tym bankiem? Mi Barclays otworzył konto bez problemu, cho jeszcze nie miałam pracy. Idź do Barclaysa, oni są bardzo proemigranccy. Konto chujowe, ale i tak lepsze warunki niż w PL, a później i tak zmienisz sobie na Lloydsa. Trzymam kciuki. Ja właśnie zaczęłam pisa książkę o emigrantach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję pierwszej pracy, nawet tak paskudnej, ale od czegoś trzeba zacząć. Co do sprzątania to wcale nie jest zły początek, bo masz okazję poznać prawdziwą naturę ludzi od podszefki, nic się przed Tobą nie ukryje, bo nikt nie będzie Cię zauważał. Ile ja się nauczyłam sprzątając :)
    Trzymam kciuki by wszystko się udało:)

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja mam pytanie odnośnie konta w banku.
    To nie jest tak że przywozisz jakieś pieniadze,idziesz do banku i zakładasz konto?
    Albo konto za granicą zakładasz jeszcze z Polski?

    OdpowiedzUsuń
  13. athina, wiedziałam że zrozumiesz :) wszystko będzie dobrze, wierzę w to mocno :)

    tuv, nie wiem jak tam, ale w francji musisz mieć potwierdzenie że mieszkasz. tak o nie otworzą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Spoko wodza, znajdziem Cię :-)
    Za pracę i wszystko nieodmiennie trzymam kciuki. Powoli, z głową, skutecznie :-)

    ==>tuv: w DE chcieli potwierdzenie zameldowania plus gwarancję wpływów. Jak uznali, że wpływy są za małe, to zabrali mi kartę. Zwykła, nie kredytową ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. ds - a ja myślalam że jesteśmy w Unii?
    Szeh - ?!dziwny jest ten świat:)

    OdpowiedzUsuń