czwartek, 9 lipca 2009

Ugoda na rzecz naszej wygranej.

To „dzisiaj” zaczęło się od zaliczenia kibelka raz, drugi, trzeci, czwarty. O dziwo podczas tej nerwówki nie czułam głodu, zwykle bywa odwrotnie. Mogłabym jeść bez końca. Kierownica przyjechała z nie mniejszym stresem wymalowanym na twarzy. Łyknęła dwie tabletki uspokajające. Trzecią dostała ode mnie w postaci słów pocieszenia, że wszystko będzie dobrze.

Pojechałyśmy na plac boju. Miło, że nasi świadkowie już czekali. Grzesiu był wyluzowany, jak zresztą zawsze. Gorzej było z Malwiną, trochę się trzęsła. W sumie, to się jej nie dziwię, u kresu wytrzymałości rzuciła wypowiedzeniem i ponowne spotkanie z tymi mordami zapewne wiele ją kosztowało.

Przyszli oni: prezes zarządu, mobber 1 – derehtor, mobber 2 – dyrektor jednostki biznesowej, świadek (nie wiem czego) – dyrektorka personalna z Wrocławia. Czwarty świadek, o którym pisałam, że nie wiem co miałby poświadczyć, nie stawił się wcale. Jego nieobecność wywołała widoczne rozczarowanie na reprezentantach strony pozwanej. Ich pełnomocnikiem była radca prawny firmy.

Od początku stania pod salą rozpraw i czekania na wezwanie sprawiali wrażenie pewnych siebie. Zmieniło się to wraz z nadejściem naszego adwokata. Młodego, postawnego, cholernie pewnego siebie, błyskotliwego faceta.

Radca podeszła do niego i zagadnęła o ugodę – dwa tygodnie odprawy. Uśmiechnął się do niej i stwierdził, że taką propozycję otrzymałyśmy wcześniej i skoro się tutaj znaleźliśmy, to jasne jest, że jest ona nie do przyjęcia.
- A czytał pan akta chorobowe (będę posługiwała się pseudonimami) kierownicy? – Zagadnęła radca.
- Ale o co chodzi? – Nasz zrobił zdziwioną minę. – Że nieczytelne?
- No właśnie – uśmiechnęła się ironicznie.
- Po to wnioskowaliśmy o powołanie biegłych sądowych. Ktoś chyba będzie umiał odczytać pismo lekarskie. – Nie dał się zbić z tropu. Ukłonił się i podszedł do nas. Był dla nas, tam pod tymi drzwiami i w trakcie rozprawy, chyba nie przesadzę mówiąc – jak tato. Bardzo ważny, mądry i silny.

Weszliśmy na salę. Po odczytaniu listy obecności świadkowie zostali wyproszeni przez sędziego na korytarz. Zostaliśmy my, radca i prezes.

Młody, sympatyczny sędzia w asyście dwóch ławniczek poinformował nas o perspektywach tego procesu. O tym, że zapowiada się on na długi i żmudny. Zapytał, czy w takich okolicznościach strony nie chciałyby skorzystać z możliwości ugody. Nasz prawnik pierwszy się podniósł i wyraził chęć, strona pozwana zaraz potem. Zarządzono dziesięciominutową przerwę.

To, co się działo na korytarzu, mogę swobodnie nazwać targowiskiem. Radca, z postury drobna kobieta, pod miażdżącymi argumentami i niezłomnością naszego adwokata zrobiła się jeszcze mniejsza. Nie było żadnych wątpliwości, że ta sprawa należy w tym dniu do naszego prawnika. Jego pewność siebie dosłownie mnie oszołomiła i jestem pewna, że nie była ona bez znaczenia dla strony pozwanej. Pokażę jeden z przykładów, kiedy negocjacje chyliły się ku końcowi pod względem sumy.
- xxxxx, na więcej naprawdę się nie zgadzamy – prezes był już bardzo spocony.
- xxxxx – powiedział do nas adwokat.
- xxxxx było powiedziane – zaprotestował prezes.
- Ale ja mówię tyle i zaraz będziemy dalej o tym rozmawiać – uśmiechnął się nasz pełnomocnik.

Wróciliśmy na salę i owa różnica dalej była kwestią sporną. Załatwił ich szybko podając sumę kapitału zakładowego spółki, brawurowo ich po prostu zagadał. Nawet ja nie zauważyłam, w którym momencie zgodzili się z jego, czyli naszymi żądaniami. Tak sprytnie to zrobił - w białych rękawiczkach oraz z nie gasnącym uśmiechem na twarzy. Sąd to teatr i on był dzisiaj Januszem Gajosem.

Przed wydrukowaniem do podpisów ugody wstał prezes i poprosił sąd o rozłożenie zapłaty na dwie raty, gdyż firma boryka się z problemami finansowymi.
- Nie, no bez przesady – rąbnął pod nosem adwokat.
- Tę prośbę proszę skierować do powództwa – odparł sędzia.

Wstała kierownica, skromna, zestresowana, ale pewnie rzekła, że nie zgadza się na raty. Prezes spojrzał na mnie, takimi oczami spaniela, w które nawet nie chciałam patrzeć, bo pomyślałam sobie – ty chuju, co miesiąc przynosisz plik faktur za obiady przy jednoosobowym stole w drogich hotelach, a teraz myślisz o dobru firmy? O tym, że 85 osobowemu personelowi należy wypłacić pensje? Teraz?
- Podtrzymuję słowa kierownicy – zwrócilam się do sędziego.

- To co, jedziemy do domu – powiedział adwokat po sprawie.

Ano jedziemy. Jesteśmy zadowolone, po pięć cyfr na każdą, to dostateczna zapłata. Bez srania się, stresu, bez mojego latania z Anglii i patrzenia na te obłudne mordy. Poza tym najgorszą karą dla pracodawcy jest fakt, że musi zapłacić. Ha!

Bardzo Wam dziękuję za trzymanie kciuków :-)

27 komentarzy:

  1. cieszę się :)
    naprawdę się cieszę:)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyny, w firmie jest taka burza, ze jeszcze godzine temu odbierałam telefony. Skubańcy podpisali ugodę, a nawet pracownicy produkcji odczuli ich porażkę. Żenua. Żeby ich obesrało, tak!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hak im w smak. Ja tam będę dzielić się informacją, że firma X miała procesy o mobbing ;-) Schorowane ścierwa.

    No.

    :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. a granata miala na wypadek gdyby sprawiedliwosc nie byla po waszej stronie?

    OdpowiedzUsuń
  5. marek, Ty miałeś...

    Sze, a mi nikt nie zabronił tego nie potwiedzac:)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. w kazdym razie potwierdzac moge fakt zaistnienia mobbingu, no. Lalalalalalalalalalal. Chuj im w chuj i grabie w kark.
    Marek, kochanie, dalimy rade.....

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurwa....ze sie wyraze na wdechu czytalam, az mnie zebra gniota...mordo Ty moja, pozwol, ze Cie usciskam... Jedno odfajkowane;)))***

    OdpowiedzUsuń
  8. Pieknie!!!!!!!! Bardzo sie ciesze:))) Nareszcie masz to z glowy.

    OdpowiedzUsuń
  9. jak dobrze,że masz to za sobą, gratuluję wygranej:))
    a chuj im w co bądż ale do połowy;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Strasznie się cieszę :) A ich rzeczywiście żeby obesrało !!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja pierdole, poryczałam się przy tych komentach. Dzieki serdeczne jeszcze raz. Naprawdę bardzo się cieszę, że tak ładnie to wyszło. Można, naprawdę można, tylko trzeba zgromadzić dobry materiał dowodowy, świadków i nie dać się zastraszyć pismami i stanowczą postawą pracodawcy.:))))
    Przecież nie może tak być, że mogą z nami wyczyniać co im się podoba!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wreszcie przespałam normalnie noc.
    Mam satysfakcje z wygranej i z tego że żeśmy im ryja utarły...
    Dziękuję wszystkim.
    Kierownica.

    OdpowiedzUsuń
  13. O, kierownica, cień któryś tam, hehehe:)))
    Pani Ewo, normalnie piątka i jedziemy z życiem...:))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla pani Kierownicy szacuneczek a Ty "placz Malenka, placz, rycz Malenka rycz..."nananana...to genetyczne, falszuje, dorob sobie reszte...tak ze szczescia wyc to przyjemnosc ;)**

    OdpowiedzUsuń
  15. Bo sprwiedliwosci musi byc po NASZEJ stronie ;))))
    GRATULUJE Kochanie !!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. A z de byly jakies reakcje po tym Pismie jeszcze ?

    OdpowiedzUsuń
  17. gratuluje...dobrej papugi!
    Dobra papuga to 100% wygranej:))))))

    Dzielneście obie z kierownicą, że nie wymiekłyście pod wzrokiem chujków;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniala wiadomosc!
    Zawsze trzeba walczyc nawet jesli wydaje sie nie mozliwe. No niestety teraz musza uwazac bo inni tez beda patrzec im na rece. Jak to mowia im wyzej siedzisz tym bardziej boli jak spadasz :o). Gratulacjie!

    OdpowiedzUsuń
  19. To ja jeszcze dorzucę nieśmiertelne : "A ŻEBY SIĘ W TRUMNIE ZESRALI !!!"
    To tak akropo totalnego obesrania :-)))

    OdpowiedzUsuń
  20. I żeby codziennie per rectum badani byli!
    :-]

    OdpowiedzUsuń