czwartek, 2 lipca 2009

Notka dedykowana.

Siedziałam wczoraj z rozgrzebanymi po uszy papierzyskami. Stosy się ich piętrzyły na mojej skromnej podłodze.
Wiem, pamiętam, chwaliłam się onegdaj żem poukładała. Ale chwaliłam to, co chciałam zrobić, nie to, co wołało o pomstę… od czasów… Jeszcze Miski nie było na świecie.

Zgarniałam zawsze tę kupkę, kupę, wreszcie kupsko papierzysków do pudeł i wiozłam ze sobą w świat. Pismo z AOK z roku 1999 na przykład. Wyciągi z konta Commerzbank, pisma dotyczące rozwodu. Karty świąteczne od doktora Schultz’a, rachunek za wodę sodową i pranie bielizny babci Lothara wystawiony przez dom starców.

Zbierałam to ładnie w pudełeczkach, bo to kiedyś może być ważne, ale nigdy nie miałam czasu, by nad tym usiąść i logicznie posegregować. Przez dziesięć lat nie znalazłam na to czasu. Podświadomie wiedziałam, że zbieram makulaturę, ale… Może się przyda. Nie przydały się bodaj rachunki za pranie babcinych gaci.

Rozdarta na podłodze, między kopalnią makulatury słuchałam, co mówi do mnie telewizor. Opowiedział o matce, Polce, która ma syna z Niemcem. Pozostają w nieformalnym związku. Szkop ów wcale tego dziecka nie chciał, namawiał ją, by oddała do adopcji(?). Nie zgodziła się. Po jakimś czasie, po porodzie przystała na uznanie dziecka przez ojca. (Fakt, że uznał po czasie skłania mnie do uwierzenia, iż chciał to dziecko oddać). Uznał. Czyli nabył dokładnie takie same prawa w kwestii sprawowania opieki, jak ona. Ale między nimi przestało układać się już zupełnie.

Spakowała walizki, zabrała syna i pojechała do Polski, swojej ojczyzny. Do domu.

Podsumowując ten akapit powiem, czego ja bym nie zrobiła. Nie zgodziłabym się na podział praw rodzicielskich z chujem, który lawirował dość ostro zanim uznał dziecko. Po latach jestem mądra, wiem. Matka Polka zamieszkiwała Rajch przez trzy lata i pewnie inaczej sobie to wyobrażała. Że oto wróci do Polski, poda go o krotne alimenty i będzie jak w bajce.

Powiem też na okoliczność mojej wiedzy, co bym zrobiła. Wyprowadzając się od partnera, założyła sprawę o ustanowienie miejsca pobytu dziecka przy matce oraz ustanowienie kontaktów ojca z dzieckiem. Oczywiście w sądzie w Niemczech.

Wracając do tematu, nie stalo sie jak bajce.
Ojciec oskarżył ją o porwanie dziecka. I to jest teraz międzynarodowy problem, bo Niemcy mogą zażądać powrotu dziecka do ojca od matki porywaczki. Konwencja Haska o tym mówi. Chyba, że się okaże, iż powrót dziecka spowodowałby dla niego szkody psychiczne oraz fizyczne. Wówczas Polska może nie wyrazić zgody na oddanie dziecka. Matka w jednym zdaniu, które nie zostało pociągnięte w dalszej części reportażu, wyznała, iż ojciec małoletniego współżył również z mężczyznami. Nie uwierzyłam jej w to. Sprytna namiastka potencjalnego problemu wyreżyserowana przez prawników. Nie tędy droga, ona prowadzi do nikąd i matka, nie daj buk, ugotuje się we własnym sosie.

Martwi mnie, że w takich przypadkach nie ma, bo nie ma! Instytucji kuratorów, wysyłanych na miejsca zdarzenia. Do sąsiadów, rodziny oskarżyciela, przedszkolanek, nauczycielek, lekarzy (na wniosek zgoda na wgląd w dokumentację by była). Matka będzie musiała na własną rękę to wszystko zgromadzić. A już najbardziej martwi mnie polityka w tym wszystkim. Przepis jest, złamała, ma oddać. I CHUJ! I ja, kurwa ,spać nie mogę. Przez nich.
A to tu.
http://interwencja.interia.pl/news?inf=1332140

Apel kobiety, matki, która nie znała litery prawa jest wstrząsający.
„Nie pozwólcie mi odebrać syna.”
„Jak to tak? Zabiorą, odizolują, zakażą kontaktów i ja mam zapomnieć?”
Żadnych warunków? Konwencja nie karze rodzica – porywacza. Trza zebrać tyłek i w odpowiednim sądzie wykazać już potem, co się chciało i po co. Dowody zbiera się na własna rękę. Matka Lukasa ma za sobą telewizję.
Wspólnie dadzą radę.
W nadziei pozostaję...

14 komentarzy:

  1. Mnie sie w zoladku przewraca....z dwoch powodow...
    Po pierwsze obudzil mnie kac i czuje lekka banie jeszcze z wczoraj...ups
    Ale jak przeczytalam te notke ... Szlag trafia..Ale zazdroszcze jej odwagi/glupoty ,ze podjela sie takiego czynu...Ja trwalam w zawieszeniu,w prozni,w samotnosci i strachu...a moze tak wlasnie mialo byc...moze trzeba mi bylo przeczekac te burze...?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieznajomość prawa nie jest niestety brana pod uwagę. Swoją drogą Ci ojcowie co nagle czują taką potrzebę przebywania z dzieckiem są dla mnie zawsze podejrzani. Dziecko się kocha zawsze a nie tylko jak się o nim sobie przypomni. Jak powiedziała moja sędzina na sprawie rozwodowej: Kto z dzieckiem chodzi do lekarza, kto ubiera i karmi na codzień, kto uczy ten jest odpowiedzialnym rodzicem a nie ten komu nagle chce się do tej roli dorosnąć. Ale ja poprostu miałam szczęście. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. matka chciala dobrze,wyszło jak zwykle.
    Żołądek się wiąże w supeł i rośnie adrenalina.
    Że na takie sprawy nie ma zdecydowanej rady.

    OdpowiedzUsuń
  4. To teraz kolej na mnei uporzadkowac wszystkie papiterzyska, ktore notabene sa w Waszym pokoju a mojej jesio palarnii. Kurde no jak ja przezyje bez mozliwosci zajarania przy kompie nie wiem. Coz w przyspieszonym tempie umowie sobie apojtmentos do doktoros w celu wyludzenios tabletkos przeciw palenios.
    Pakuj dupsko i przyjezdzaj juz - tez 11 dni to istna mordega jak nic.

    OdpowiedzUsuń
  5. W programie "Sprawa dla reportera" padły bardzo ciekawe słowa, mówiące o tym, że Polska ciągle podporządkowuje się Zachodowi. Że jakby nie ma odwagi przeciwstawić się tej niby wyższości. Ciągnie sie to za nami i ciągnie. Rzygam tym!
    Nie obejrzałam programu w całości, zdążyłam na tę właśnie końcówkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja swoje powiedziałam jakis czas temu. Jak tylko wróciłam z Grecji.
    ;-)
    Prawo chroni przestępcę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety nieznajomość prawa szkodzi.
    A z drugiej strony to chyba normalne, że jeżeli kogoś kochamy to wierzymy i ufamy mu bezgranicznia, a potem za to płacimy, płacimy, płacimy ...

    OdpowiedzUsuń
  8. a jeśli jest ustalone miejsce pobytu dziecka przy matce, to matka może z tym dzieckiem wyjechać za granicę?

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytalam wczoraj wieczorem ale nie bylam w stanie juz nic pisac. Nie wiem ale w kwestii mojego malego dziecka chyba bylabym w stanie popelnic nie jedno glupstwo, lacznie z morderstwem. Nie moge sie wiec dziwic tej kobiecie, mam nadzieje ze jakos ta sytuacja zakonczy sie pomyslnie dla niej i dziecka. Nie wyobrazam sobie rozstania nawet na jeden dzien. No ja taka bylam ze pierwszy raz rozstalam sie z moim Potomkiem na dluzej niz 5 godzin jak mial 5 lat.
    A co do papierzyskow to jestem Twoja siostra:))) Ja rowniez przeprowadzilam sie 4 razy z tym samym kartonem papierow. Kurwa do tej pory nie moge sie nauczyc systematycznosci, no poczte kolekcjonuje w koszyku, potem z koszyka przechodzi do kartonu i tak moze lezec w tym kartonie latami.
    Wspanialy mowi ze gdyby nie to kolekcjonowanie poczty (nie otwieram nawet) to bylabym idealna;)))))

    OdpowiedzUsuń
  10. ds, nie do konca. Istotne jest, aby sąd orzekł, że matka ma pełnię władzy rodzicielskiej, a ojciec ograniczoną. Oraz, że miejscem zamieszkania dziecka jest każdorazowo miejsce zamieszkania jego matki. Sąd zaznaczy w czym ojciec będzie współdecydował, zazwyczaj jest to wykształcenie oraz ciężka choroba. Chyba, że rodzice dojdą do porozumienia sami i ojciec wyda pisemną zgodę na wyjazd dziecka z matką.

    OdpowiedzUsuń
  11. Stardust, takie są te przepisy, niestety. Mi one kiedyś pomogły, sama wiesz.
    Cieszę się, że mam siostrę, hihihi:))) No ja nie mam cierpliwości do systematyczności:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Athi ...ale Ty się zbierasz do tych Angoli, jak sójka to mało powiedziane, he he ;-). Ja myślałam (tak wiem, indyk też myślał), że Ty już prawie zaaklimatyzowałas się co nie co, a Ty jeszcze w Polszcze? heh ...
    ściskam ciepło Obie Panny ;-) (mniejszą i większą) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Athi,..... qurcze wiesz co mnie drazni?
    Przeciez czy to ojciec czy matka ,- egal maja mozliwosc widowania sie z dzieckiem. Przeciez to obojetne czy 1000km na wschod-zachod czy na polnoc polodnie.-Obojetnie czy Zgorzelec czy Görlitz...
    Juz same Okreslenie "PORWANIE dziecka przez rodzic" wzbudza zyganie na Media.
    Karzde rozestanie, -rozwod sa nieprzyjemne i przyprowadzaja, targaja za soba rozne konsekwencje...
    Wiesz mysle ze to nie sa sprawy miedzynarodowe, czy polityczne.....
    Tutaj brak rozsadku ludzkiego z strony Ojca i Matki. Ludziska maja pomalu nierowno pod czaszka poukladane ze zaczynaja o cos takiego klutni , -nie potrafia sie jak dorosli normalnie dogadac i na tym wszystkim cierpia dzieciaki..
    Znam kilka rozwodek i no poprostu dziala nawet na odlegols 2500km. Sa ustawione regularia widowania i tego sie trzyma..
    Wiesz na wlasnej skurze czolem to jak jest ze sie z dziecmi kontaktu nie ma bo sa tego niejakies dziwne przyczyny , lub ktos tego niechce.
    Wiesz i dobrze zrobilem ze sie nie bujalem przed sadami czy jugendamtami bo wszystko w swoim czasie przyjdzie jak mialo przyjsc....

    OdpowiedzUsuń
  14. Qurcze gdzie sa te artykuly w prasie gdzie jest "niby" o.k.....
    O tym sie nie pisze bo ?????
    w jakim stosunku do siebie stoja takie "Niby " udane rozstania do nieudanych/klutliwych???
    10-90 ,50-50, 80 - 20 ????

    OdpowiedzUsuń