niedziela, 14 czerwca 2009

Kosmetyka naturalna.


Wiecie co to jest? Mydło na wagę. Produkowane wyłącznie na naturalnych składnikach.
Te czarne kropki, to pieprz, białe smugi – masło shea, reszta to gliceryna z woskiem pszczelim i czymś jeszcze.
Intensywny i piękny zapach mydła zwalił mnie z nóg, a skóra pachnie nim nadal od wczoraj.
5 maja moja kierownica otworzyła sklep z kosmetyką naturalną. Już same jej opowieści o tych cudeńkach sprawiają, że gdybym miała forsę, na pewno zostałabym jej klientką.
Głównymi ich komponentami są składniki naturalnego pochodzenia – sól morska, glinki, wyciągi roślinne, skrobie różnego pochodzenia, ziarna, zioła, mleko, wosk pszczeli i naturalna gliceryna.
Posiada mydła do peelingu i masażu, balsamy i mleczka do ciała z masłem shea, glonami, wyciągiem z herbaty i hebanu, maseczki do twarzy z glinką… Nie będę dalej wymieniać, bo jest tego cała masa. Bawią mnie szampony w bloku na wagę. Kostką jeździ się po głowie, natychmiast otrzymując obfitą pianę.
Przywiozła mi też trochę balsamu do ciała, który zaraz zareagował na moje czasem wychodzące na twarzy plamy z łuszczącą się skórą. Ból i swędzenie znikły bardzo szybko, teraz znika przebarwienie.
Ceny są wysokie, ale zbawienna jest właśnie możliwość kupienia wszystkiego na wagę. Śmiałam się jak dzika, gdy kierownica opowiadała mi, jak zamówiła pierwszy towar.
- Otworzyłam pudło niby z mydłami i zamarłam. Wbiłam w nie wzrok i mówię do syna, Marcin, oni nam przysłali jakieś ciasta. Bo to wszystko wyglądało jak rolady z galaretki. Dopiero po chwili załapałam o co kaman. – Pokręciła głową.
Zainteresowanie sklepem ciągle rośnie. Podczas pierwszego miesiąca zarobiła na ZUS, czynsz i drobne na życie. Ważne, że nie musiała ruszać dalszych oszczędności, by dokładać do biznesu. Życzę jej wielu sukcesów, a one z pewnością będą, bo w drugiej części sklepu zamierza otworzyć studio tatuażu, bez konkurencji.
Lubię i szanuję ją za odwagę i działanie. To mądra i przebojowa baba.
O, to, to! Z diabłem Miśce do twarzy…

11 komentarzy:

  1. a mnie to sie wszystko a zarciem kojarzy i mi smaka na galaretke agrestowa narobilas :D:D

    OdpowiedzUsuń
  2. no mo diabla na "buzi ;)
    A to z tym mydlem , to co ? Teraz tylko mycie raz na tydzien albo jak zrozumiec aby zapach sie nie zmyl ????
    A no jak galaretka z Kiwi z takimi smietakowymi pasemkami :roll:

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie? Ja pierwej mówiłam, że to mydło z kiwi...

    OdpowiedzUsuń
  4. ale ja nic o mydle nie mowilem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nic nie pisałam o myciu się raz na tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem o czym mówisz :-))) W Maidstone był taki sklep. Wyglądał jak cukiernia a była to mydlarnia :-)))
    Pachniało na całą ulicę.

    Bardzo drogie są takie cudeńka, tu też :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Mydlo faktycznie wyglada jak galaretka :D
    Patrzac na Miske juz widze przed soba 2 czorcice z dluzszymi rogami. Oj co to bedzie :D:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Co ma być to będzie. Jak za dużo diabła, to na trzy zdrowaśki do mikrofalówki jak niegdyś uczyły dohtory.

    OdpowiedzUsuń
  9. U nasz są takie sklepy, pachnie ale juz umiem nie kupowac oczami... :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. znam,znam te cudeńka.Można nwet sobie samej zrobić jak sięę kupi półprodukty. zaaaaaaaaaaapach jest boski i one jakieś takie no fajne są:).
    Nieźle że nei ma konkurencji z salonem tatuażu,u nas jest ich kilka,do tego kręcą dredy.

    A Miska - :))))))

    OdpowiedzUsuń