środa, 10 czerwca 2009

Cięgiem od serca. Szczerze.

Miśka pochwaliła się dzieciakom na podwórku, że wyjeżdża do Anglii.
Stroniąca od plotkarskiego towarzystwa podwórkowego, stałam się nagle osobą mocniej obserwowaną. Machają do mnie i krzyczą „dzień dobry”. Inni szepczą między sobą i odwracają głowy na widok mojego podjeżdżającego samochodu. Myślałam, że w obecnych czasach migracja jest rzeczą naturalną. Tu się nie ma czemu dziwić, nie ma czego zazdrościć.
Wczoraj wieczorem te milsze sąsiadki zastukały w moje okno kuchenne.
- Gadaj, co, jak, kiedy, dokąd, dlaczego?
Dowiedziałam się, że jestem odważna, bo sama z dzieckiem i jadę, się nie boję. A czego tu się bać, skoro obskoczyłam już kilka krajów Europy i dałam sobie radę? Nie jadę przecież w ciemno, nie czeka mnie spanie pod płotem oraz żebraczka. Jeżeli Przedziwna i Szeherezada we mnie wierzą, to ja mam nie wierzyć w siebie? Śmieszne.
Rodzina jest o mnie spokojna, tylko z ojcem nie rozmawiam do dziś po pamiętnej awanturze. Wiem, że się o mnie nie martwi, ale mój wyjazd bez uścisku będzie go bolał. Życie jest niby za krótkie, by się na siebie dąsać, jednak moje poczucie własnej wartości pcha mnie w przepaść zamknięcia się w sobie. Chcę i muszę go ukarać.
Kiedy nie czuję się winna, nie umiem wyciągnąć ręki, ale umiem przepraszać za swoje błędy. Mój ojciec nie umie niczego z tych rzeczy.
Jego dzielnicowe fraszki bawią, do czasu. Zderzenie z ohydnym charakterkiem ojca tylko boli.
Minął miesiąc, nawet nie zapytał, jak się czuje Miśka.
Mam zabiegać o to, by się dowiedział?
Nie. Pierdolę to.
Każdy ma to, na co zasłużył. Jakoś brak mi chęci, by walczyć z wiatrakami. Po co?
Ta moja miłość do ojca jest toksyczna, zjada mnie od środka. Wiem, że nie potrafię go zmienić, ale i nie potrafię przestać go kochać.
On jest moim krzyżem.
Nawet jak umrze, będę czuła się temu winna. Moja matka zostawiła mnie jak miałam 5 miesięcy, wychowywało mnie po kolei stado jego kobiet. Ale zawsze przecież nazywa się to tak, że ojciec mnie nie opuścił. Nie opuścił. I dziś, jako jedyne z jego dzieci mam obowiązek kochać go bez względu na wszystko.
Kocham i nienawidzę.


Za to Serafina zdecydowala sie kochac Miske. Kota-mota piastuje dziecko. Mile acz nienormalne. Urojona ciaza?
Serafina jeszcze nie ma rodziny zastepczej. Dowioze, ktos chcialby madra, czysta kotke? Piastunke domowego ogniska?

12 komentarzy:

  1. Najwazniejsze zeby Tobie z Miska bylo dobrze, reszta niech przeminie skoro tak juz musi byc.
    Cholera faktycznie nasze notki sa podobne:):*

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja najkochańsza esesmanica , Miłosława Eulalia, od samego początku niańczy Ewkę. To nie urojona ciąża tylko instynkt i przemądrość.
    Z tatą się pożegnaj, wyściskaj, wycmokaj a na koniec jebnij mu torebką w głowę. Żeby wiedział.
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, tak. Nie wyjeżdżaj bez pożegnania z nim. Powiedz mu, że go kochasz i powiedz co Cię w nim wkurza do szpiku. Tata jest tylko jeden.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przypuszczam, że masz jakąś cechę, którą †woj ojciec uważa za wlasną, dziki której postrzega Cię nie jak całkiem odrębną istotę, tylko swoje przedłużenie. Masz osiągać to, co jemu się nie udało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko Przedziwna i Szeherezada w Ciebie wierza? A ja to co? patyk od kaszanki? chcesz z liscia? No prosze mi sie zachowywac, byle jak ale jednak zachowywac;)
    Z Ojcem sie pozegnaj, Sze ma racje.
    Posadz, wywal wszystko co Ci lezy i na koniec powiedz ze go kochasz i zawsze bedziesz kochac. Pamietaj, zycie plata figle i mozesz nie miec drugiej okazji, a to bardzo wazne nie tylko dla niego, ale glownie dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyny mądrze piszą o pożegnaniu z Ojcem. Zrób to. Bo nie daj buk ... i będziesz się dręczyć jakby co się stało.

    No i ja też w Ciebie wierzę przecież!

    OdpowiedzUsuń
  7. tak,pożegnaj się z Ojcem.
    Koniecznie.

    No i ja też w ciebie wierzę:)
    A kotka czuje pewnie że coś nastąpi.
    Koty to mądre stworzenia są.

    OdpowiedzUsuń
  8. kurde, zeby bylo blizej i zebym nie miala Starej Rudej oraz Miniaturowego Owczarka Kszubskiego...
    Cudna ta Serafina:)

    p.s. nie muszę dodawac nic bo Starust i Szeherezada napisały wszystko. W łeb chcesz?;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sze, torebka jest najlepsza:)))
    Z Serafiną pewnie masz rację, ja oczom nie wierzyłam, że taki obrót i to w stosunku do Miśki. Serce mi krwawi, bo to taki wymarzony kot jest. Rozważam możliwość jej przekoczowania gdzieś do jesieni i bym ja ściągnęła. Bez względu na kwarantanny. Tylko nie mam mety dla niej. Oraz nie znam kosztów takiej imprezy. Bardzo ciężko mi sie bedzie z nia rozstać. Ciężej niż z Mijem, choć tego łobuza powsinoge też bardzo kocham. Kurwa, jakie to smutne odebrać tym stworzeniom dom:((((

    Kaktus, postaram się, ale nie będzie to łatwe.

    Lorenzo, wiem o tym. Tylko on nie umie mi tego normalnie wytłumaczyć. Tak prosto, od serca.

    Stardust, mi chodziło o tych, którzy znają mnie dobrze i długo:))))) Sorki, nie chciałam nikogo urazić. Wiem, że jesteś jedną z pierwszych, które szczerze trzymają za mnie kciuki:)))))

    Daisy, zrobię wszystko, co w mojej mocy:)))) dziekuję za wiarę:)))

    tuv, juz od jakiegoś czasu wiem, że kota czuje...:((((

    ade, tylko torebką:)))))

    OdpowiedzUsuń
  10. W kosciele ksiadz okadza oltarz a z lawki gej sie odzywa: te lala, torebka ci sie pali!

    OdpowiedzUsuń
  11. Athi, kwarantanna to naprawdę chujnia z grzybnią jest w dodatku kosztowna. Lepiej Serafinie paszport wyrobić wtedy wjedzie bez problemu. Ale musiałabyś komuś to zostawić na głowie, bo ta procedura trwa około pół roku. I trzeba krew wysyłać do Puław i takie tam kwiatki.

    Ale kwarantannie stanowcze NIE. Widziałam w jakich warunkach te zwierzaki tam siedzą :-(
    To juz lepiej szukać jej nowego domu.

    OdpowiedzUsuń