piątek, 1 maja 2009

To mnie mierzi.

W ogrodzie siostry poznałam pewną Ilonę, matkę trzyletniej Natalii. Mieszkają tam od niedawna i szwagier skumplował się z jej mężem. Siłą rzeczy też i żony się skumplowały.
Od piewszego naszego spotkania uderzyły mnie dziwne nawyki Ilony. Mianowicie wyciąganie
z torebki po jednej sztuce żelków, czy kostek czekolady i wciskanie w rękę Natalce podczas, gdy reszta dzieci patrzy.
Ja takiego czegoś, kurwa mać, nie znam! Jeżeli Miśka brzdęka i prosi o coś słodkiego
w obecności dziecka siostry, kuzynki czy koleżanki, to dzielę. Zdarzało się, że batonik Grzesiek, który Miśka wygrzebała z torebki, kroiłam na trzy części. To jest u nas normalne
i naturalne.
Jeżeli zaś Miśka zaprosi do domu koleżankę, a ja mam coś tylko dla niej, bo jest tego mało,
to nie wyciągam i basta.
Ostatnio moje dziecko, bawiąc się z Natalką prosiło mnie o pieniądze na czipsy. Wygrzebałam z torebki po grosikach i dałam na dwie paczki, no bo jak inaczej? Tym bardziej, że są to maleńkie paczki, nie ma czym dzielić.
Dzisiaj Ilona przyjechała z imprezy plenerowej, w woreczku miała resztę niedojedzonych przez córkę frytek. Położyła je na stole, a naszej bachorni oczy się do nich zaświeciły.
- Misia, zaraz idziemy i usmażę ci w domu frytki. - Zamknęłam dziecku buzię.
Na stole stało ciasto - murzynek, które Gosia wczoraj upiekła do dzisiejszej kawy i dla pociech. Natalka zjadła jeden kawałek, wzięła drugi, ale już po to, by go gryźć i wypluwać sobie pod nogi. Jak to dziecko, ale po takiej akcji moja Miśka by już ciasta nie dostała. Przynajmniem nie przez najbliższą powiedzmy godzinę, bo wiadomym by dla mnie było, że głodna oraz konająca z powodu nagłego, dziecięcego opadu cukru nie jest. Natalka chciała i dostała. Tymczasem moja, widząc, że na razie nie zapowiada się na to, bym w te pędy leciała smażyć obiecane frytki zapytała:
- Mogę jedną frytkę?
- Nie, bo Natalka później w domu będzie jadła. - Odpowiedziała Ilona. A tam zostało nie więcej, jak osiem kawałków kartofla. Kolacja dla, kurwa, ośmiu osób.
Gosia i Karina zrobiły oczy, spojrzałyśmy na siebie. Krew się we mnie zagotowała, ale to nie mój gość i nie mój ogród. Wstałam, by się pożegnać, bo trudno mi już przychodziło powstrzymywanie złości.
- To może nasmażymy? - Zapytała siostra.
- Nie. Zresztą czas już na nas. - Odpowiedziałam i pożegnałam towarzystwo. Gosia wyszła razem ze mną.
Bardzo mnie takie coś razi. Nie pamiętam, by moi rodzice specjalnie uczyli nas dzielenia się. To było naturalne, że trzeba coś przepołowić. Bardziej babcia wpajała nam sprawiedliwość zwłaszcza, gdy odzywała się w nas pazerność na kanfiety.
W latach kryzysu miałyśmy z siostrą słodycze z Rajchu, ale nigdy nie wolno było nam brać ich do szkoły, by zaszpanować. Mało tego, nie mogłyśmy wyjść z kanapką na podwórko, bo jadłyśmy ją z szynką, a inne dzeciaki z masłem i cukrem.
Enyłej, Miśka miała królewską kolację, całą patelnię frytek tylko dla siebie i z keczupem, ha!

14 komentarzy:

  1. Osh qrwa szczena mi opadla. Taka matke bym za cyce powiesila. Ja pewnie bym z miejsca opierdolila kobite za takowe zachowanie, bo do diaska dzieciak za jakis czas bedzie zachowywal sie jak matka. Ech lapska mi opadly. Qrwa mac

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chce mi się nawet na buty tej Ilonie napluć. Głupia baba. Nie widzi, że robi dziecku krzywdę ?

    Sknerowata sucz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zatkało mnie. Skąd się tacy ludzie biorą? Querva, chyba jak kot na trociny naszcza.

    OdpowiedzUsuń
  4. A są, są tacy. Sama spotkałam. RAZ.
    Dobrze, że poszłaś. Cud, że nic nie pwoiedziałaś :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziewczyny, mnie to rozjebało, ja to pierwszy raz w zyciu widzialam.

    Sze, ja sie jeszcze na nią upiję, słowo. I wióry będą lecieć. Siostre juz uprzedziłam;>

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurna, nagadałabym coś, nie wytrzymałabym, pouczyła:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam, ze nic nie powiedzialas, bo we mnie by sie gowno zagotowalo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bea, jak juz wspomniałam, nie moj ogród, nie moja ziemia. Przedmiesiączkowa moja sytuacja jest napięta. Mogłabym zrobić naprawdę dziką awanturę o frytkę.

    Stardust, co się odwlecze, to nie uciecze. Ja pamietliwa i wredna jestem...;)))

    OdpowiedzUsuń
  9. eee, co bym powiedziała to moje, a tak musisz czekać :) na okazję

    OdpowiedzUsuń
  10. ja bym pewnie nie zwróciła uwagi kobiecie , ale nie darowałam bym sobie wychowania Miśki w jej obecności. Na zasadzie "Kochanie zobacz jak pani jest źle wychowana i niekulturalna zachowując się w ten sposób i pamiętaj, żeby nie brać z niej przykładu".

    OdpowiedzUsuń
  11. odwodnik - tego nie lubię ,bo to tchórzostwo i do tego takie jakieś wredne.No niestety,albo trzymam gębę na kłodkę,albo zwracam uwagę.
    Kilka razy zdarzyło mi się że w kompletnie innej sytuacji tak ktoś do mnie pił.Wióry poleciały;>

    OdpowiedzUsuń
  12. Athina - no niestety.tacy ludzie są i majsię dobrze.A do tego maja nawet wiecej niz inni;>>>
    Nie wiem co bym zrobiła.Ale chyba bym poczekała na konkretną okazję dotyczącą mnie/mojej córki lub tym podobne:) czyli w sumie jk ty

    OdpowiedzUsuń
  13. a ze pamietliwa to wiemy a no ze i Wredna ,??? chorellla no tesz potrafisz :D:D

    OdpowiedzUsuń
  14. tuv: moim zdaniem każdy ma prawo być źle wychowany i zwracanie uwagi dorosłej osobie jest niewłaściwe. A swoje dziecko mogę wychowywać ile mi się zechce.

    OdpowiedzUsuń