sobota, 30 maja 2009

Mayday, mayday!

Długo dojrzewałam do decyzji wyjazdu z kraju. Była ona trudna do podjęcia, bo już się tutaj urządziłam i jestem u siebie. Nie mam tylko własnego mieszkania, tylko?
Z jednej strony wynajmowanie jest na świecie bardzo powszechne, z drugiej zaś zarobki w Polsce nie pozwoliły mi dotąd na wynajęcie lokum z łazienką. Dobrze, że kibel jest w domu, a nie wspólny na półpiętrze, dla trzech albo czterech rodzin. Mimo to polubiłam to mieszkanie, ma super aurę, a jego właścicielka, to świetna kobieta, nie zatruwająca mi życia.

Z pracą jest wielka kicha i bieda dała mi się już mocno we znaki mimo, że wiele nauczyła. Cholernie trudno jest samotnej matce utrzymać dom, opłacić przedszkole i jeszcze wytłumaczyć płaczącemu dziecku, że nie ma pieniędzy na kupno kolorowanki, konika, chuika i pierdzika. Miśka rośnie, a wraz z nią rosną jej potrzeby.

Ubieram ją w znajomym lumpeksie, ma całą gamę nie zniszczonych, wyjątkowych rzeczy po wnuczkach właścicielki. Tam mnie na nie stać. Ciocia Przedziwna też dba o garderobę Miśki oraz zabawki. Nie tylko ona, otrzymałam wiele pomocy od przyjaciół, ale życie nie na tym polega, by czekać na pomoc.

Chciałam otworzyć firmę i z naprawdę dobrym pomysłem oraz, co jest bardzo ważne, brakiem konkurencji zgłosiłam się do programu unijnego o dotację. Nie dostałam się. Krążąca opinia, jakoby firmy owe karty rozdawały między swoimi, otworzyła mi oczy.
Poza tym szanse na zdobycie dobrze płatnej pracy są nikłe. Zwłaszcza w stutysięcznym mieście. Mam duży potencjał, umiem ładnie zapierdalać głową oraz ręcami, ale jakoś nikt nie chce się o tym przekonać.

Mój zakres obowiązków w ostatniej firmie taszczył dwa etaty, patrząc realnie, powinnam najmniej dostać za nie dwa i pół na rękę, tyrałam za półtora. Nawet na waciki nie było mnie, kurwa, stać!

Powyciągałam moich uczniów na prostą, zbliża się koniec roku i odchodzą ode mnie. Ostatnią, Olę przygotowałam do zaliczenia niemieckiego na szóstkę. Ona była moją najlepszą uczennicą i niezwykłą dziewczyną. Uczęszcza do ukraińskiego gimnazjum. Za czasów mojej edukacji ukraińskie liceum było przyłączone do mojego ogólniaka. Teraz je przenieśli. Ola chce iść na medycynę do Lwowa. Możecie wierzyć lub nie, ale ta dziewczyna ma wypisane na twarzy, że będzie tym lekarzem. Oczarowała mnie całym swoim jestestwem.
- Miałaś zostać lekarzem. – Przypomniał mi się wyrzut ojca sprzed lat. Obietnicę złożyłam, gdy miałam trzynaście lat, ja pierdolę.
- Zostałam dziennikarzem jeszcze w liceum, bo nie miałeś dla mnie kasy. – Spojrzałam na niego z nie mniejszym wyrzutem.

W ogóle problem mojego ojca w stosunkach ze mną polega na tym, że on za wiele ode mnie oczekuje. Ja mam ciągle utrzymywać się na powierzchni, mieć dobrą pracę, rewelacyjnie sobie ze wszystkim radzić. Bo ja jedyna, ze wszystkich jego dzieci jestem jego ambicjami. Gdy mi się nie wiedzie, to jebie mnie, jak burą sukę. Pomaga, jasne, ale jebie, bo mi ma się wszystko udawać!
Nikt inny jebać mnie nie może, bo by zaciukał, ale on ma do tego prawo. Mocno się ostatnio pokłóciliśmy, na noże praktycznie.

Wpadłam w dziką rozpacz. Usiadłam i jeszcze raz przemyślałam perspektywy mojego życia w Polsce. Jest ich brak, a mój okręt tonie. Biegam jak kapitan i łatam dziury, tymczasem ster odmawia posłuszeństwa. Nie mam wyjścia, muszę przesiąść się na inną barkę, bo obecna wegetacja zje mnie psychicznie.

Czas mi służy, Miśka jest przed zerówką. Zna już dużo liter oraz cyfr. Zastanawia mnie jej chęć do liczenia.
- Mamusiu, jak to będzie trzy i dwa?
- Ile to będzie. Weź trzy paluszki w jednej ręce i dwa w drugiej. Teraz policz wszystkie.- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć.
- To ile to jest trzy DODAĆ dwa?
- Pięć!
Inaczej sobie to wszystko wyobrażałam. Polska miała być moją ostatnią przystanią, aż zdechnę. Wychowam i wykształcę dziecko. Dorobię na boku na tym i owym, się będzie kręciło. Się ale nie kręci. Nie przewidziałam braku podstawy, a dorabianie idzie na chleb przecież.

Zaczynam na spokojnie planować pakowanie przybytku i ulokowanie go w bezpiecznym miejscu. Widzę, że jest tego dużo. Poopisuję pudła i sukcesywnie będą do mnie dojeżdżać.
Mebli rzecz jasna nie zabiorę, sprzedam je hurtem właścicielce mojego mieszkania. Doświadczenie życiowe mi podpowiada, że o drobiazgi mam zadbać, nie o kanapy. Na drobiazgi zawsze wydawałam najwięcej kasy.

Chyba wbiję się w karty historii rodu, jako ciotka wędrowniczka. Kocham Polskę, bardzo kocham, ale uważam, że dom jest tam, gdzie jest mi i mojemu dziecku dobrze.
Czy Derby w UK okaże się takim miejscem? Nie wiem. Wiem, że niebawem tam wyruszam, zaczynam nowy rozdział mojego życia. Tym razem inaczej będę stąd wyjeżdżała, bo ze złamanym sercem.

Ania mi tłumaczyła, że też miała takie rozterki, jednak plusy życia tam je wyparły. Dzieciarnia jest szczęśliwa.

Załatwiłam już dla Mija rodzinę zastępczą w Jaroszówce, będzie pasł konie i jestem pewna, że będzie mu tam dobrze. Serafina siedzi mi na klacie, ciągle daje z czachy w nos. Najchętniej spakowałabym ją w torbę i wzięła ze sobą. To wyjątkowy kot, a Mijo wyjątkowy pies. Pożegnanie wywoła we mnie szloch. Kota wygląda na bardziej świadomą rychłego rozstania, a może mi się tylko tak wydaje?

Popłaczę sobie dzisiaj, dobrze? Bo jakkolwiek cieszę się na perspektywę polepszenia losu samotnej matki, przed którą roztaczają się nowe, lepsze horyzonty, tak żal mi zrywać te wszystkie więzi tutaj, rodzinne i przyjacielskie.

Tylko tyle, bo o to, że nie dam sobie rady, wcale się nie martwię)))))))))

26 komentarzy:

  1. no zatchło mnie z lekka ale pewnie masz rację.
    Kurcze że ci sie nie udalo z dotacją.Realna zanajoma mojej koleżanki dupowata do kwadratu dostała... No i moja koleżanka ale z urzędu pracy też.
    Dziecko przeżywać będzie ale im wcześniej wyjedziesz tym lepiej dla niej,jakby musiała żegnać szkolne koleżanki byłoby znacznie,znacznie ciężej.
    Jasne że sobie poradzisz,mam nadzieję że będziesz z nami trzymać kontakt:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a może spróbuj jeszcze raz? z dotacją rzecz jasna;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mnie zatkało. Ale rozumiem. Masz potencjał, szkoda go marnować, popadając w odrętwienie i czekając na cud.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojczyzna jest jak matka, niestety niektore matki potrafia tylko urodzic. Miska jest mala, wiec im wczesniej tym lepiej, a Ty jestes madra i twarda kobieta, poradzicie sobie.

    OdpowiedzUsuń
  5. tuv, o dotacji z urzędu pracy nawet nie myślę. Daja siedemnaście koła, ale pod warunkiem, że będe miała dwoje poręczycieli spełniających odpowiednie warunki rzecz jasna. Bliscy raz, że takich nie spełniają, dwa, że nikogo bym o poręczenie nie poprosiła. Poza tym U.P. daje za mało. Ja zaś boję się dokredytowania na własna łapę na poczatek, co jest raczej zrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lorenza, wierz mi, że kombinowałam i próbowałam na wiele sposobów. Nie da się i mam dość.

    Stardust, smutne to, ale prawdziwe.

    Moja lekarz zrobiła oczy, że podjęłam taką decyzję.
    - To sa nowe warunki, ja naprawdę nie wiem... - Spojrzała na mnie.
    - pani doktor, mieszkałam w niemczech, wloszech, grecji...
    Machnęła ręką.
    - Nie mam więcej pytań.
    Dam se radę, tylko rozpierdala mnie perspektywa zaczynania wszystkiego od nowa. Że tez nie mozna spakowac calego domu w kieszen...

    OdpowiedzUsuń
  7. O tym samym pomyślałam - jeszcze raz od nowa.
    Ja już wszytsko powiedizałam, więc tutaj tylko powtórzę, że zawsze w Ciebie wierzyłam, wierzę i wierzyć będę. Jestem o Ciebie spokojna.
    :-)

    Tylko zwierzaków starsznie żal... A mijo do dziadunia nie może?
    (dzizas, gdyby Pan W. zobaczyl "dziadunia" to by mnie rozerwał chyba:-))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Sze, dziadunio wie, że jest dziadunio. Matka nie chce, bo Mijo ma kudła długiego i białego. Mijo dziadunia w kazdym zakątku dzielni wyjandzie i dziadunio go kocha, ale ta baba jest wredna....

    OdpowiedzUsuń
  9. Dasz sobie radę Athi. Ale internet mieć będziesz, że zapytam z niepokojem...?:) A co zrobisz z Serafiną...?:(

    OdpowiedzUsuń
  10. Sze, Twoje słowa mię rozryczały, te przed dziaduniem, toteż się nie odniosłam. Ale co fakt, to fakt;))))

    Kasik, jak to co? Z kota jest pyszny krupnik. Jutro niedziela.... Hu, hu, hu....:))))) Żartowałam kochana, znajdę i dla niej rodzinę, obiecuję:))))))) Ona moja pupilka jest:)))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda, że my nie możemy jej od Ciebie wziąć... ale dziecko, trzy koty i my na 38m2 to już byłaby przesada. Lekka, ale jednak...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ożesz... No to mnie zatkało na amen.
    Ale rozumiem bardzo dobrze. Mam nadzieję, że masz się gdzie zatrzymać na początek ? I że nie będziesz tam sama ale z jakąś bratnią duszyczką ?

    Trzymam kciuki. Zwierzaków żal, ale dobre domy się znajdą. Jakbyś potrzebowała pomocy to krzycz, co ?

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekamy babo i juz sie doczekac nie mozemy :)
    MOcy przybywaj :)
    Pokoj juz prawie uszykowany, ale jak tak dalej bedziesz miauczec bedzie ooooooooooo........ Ty wiesz co :D:*:*:*
    Glowa do gory damy rade :):*****
    od dyziaka tez :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Serce płacze, ale jak mus to mus :(
    Z doświadczenia wiem, że najbardziej będziesz tęsknić za zwierzakami. Kiedy ja ruszyłam na emigrację to przez rok śniła mi się moja sunia, choć w dobre ręce poszła:(
    Życzę Ci, byś znalazła nowy dom i nową pracę jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Żal mi Ciebie. I bardzo cię podziwiam, nieustraszona.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak dobrze wiedziec, ze TAM juz na Was czekaja, to takie wazne swiadomosc, ze nie bedziesz sama.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jakos mnie za serce ścisnęło - taka jest zdeterminowana - musi być dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  18. tak.To dobrze że TAM ktoś jest ,kto otoczy Was opieką na sam poczatek.
    Trzymam kciuki.
    I zazdroszczę że na dobry pomysł wpadłaś ( chociaż nie moglaś go zrealizować) bo to świadczy że MASZ ŁEB i dasz sobie radę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziękuję Wam kochane za ciepłe słowa:)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Trzasnąłem żuchwą o laptoka.
    Nie dziwię Ci się. Jesteś pracowita, inteligentna, dlaczego tu masz się marnować?
    Tam sobie dasz radę, tego jestem pewien.
    Do zobaczenia zatem w UK!
    Powodzenia! :*

    OdpowiedzUsuń
  21. ehhh powidz jaka to roznica miedzy wlasnym mieszkaniem i wynajetym ??
    Mialem wlasne i ciol co z tego zostalo??
    To tylko wszystko "NIBY" wlasne a w rzeczywistosci scheiß egall.
    sorry

    OdpowiedzUsuń
  22. Aż sprawdziłam, gdzie to Derby :-(
    Trzy godziny ciągiem osobowym z Grejt Jarmuż. Trochę daleko :-(

    OdpowiedzUsuń
  23. Daisy ale nie az tak daleko jak do Polszy :D a pociagi tutaj o niebo lepsiejsze i calkiem przyjemnie sie jezdzi:) Lecem sobie pomoczyc **** w basenie, bo cholera zdecydowanie za goraco dzis -ufffffffffffff umieram

    OdpowiedzUsuń
  24. oj....zatchło mnie!
    Athina, ale będziesz miała tam internet?
    Dopiero Cię "odzyskałam" i mam się pożegnac?
    Ja się nie bawię:(

    A tak poważnie - tam Twój dom, gdzie uszanują Twoją pracę i Ciebie.
    Wiesz co....niekiedy żałuję, że w 87 nie wyjechałam.
    Tyle tylko, że miało mnie wywiac do Australii.
    A UK to tylko przez kałużę:)
    Serdeczne moje: POWODZENIA!

    OdpowiedzUsuń