czwartek, 30 kwietnia 2009

Ma (!!!), że boli...

To jest moje czwarte podejście do napisania posta, mało tego, to jest też czwarty temat. Telepie mną dyskomfort emocjonalny. Zaczynam o istotnych rzeczach, kończę akapit, podkreślam i wciskam delete.
Dzień był, zdawałoby się miły, bezstresowy, bo wszystko olałam. Uciekłam od problemów. Kategorycznie odmówiłam odwiedzenia dziadka, choć o mnie pytał.
- Nie pójdę i już. - Zaczepnie spojrzałam na siostrę, stojąc w ogrodzie. - Nie mam dziś do niego nerwów. - Nawet nie usiadłam.
Kucnęłam nad oczkiem, przyglądając się szwagrowi, montującemu pompę do mini wodospadu oraz trzem pomarańczowym rybom i czekałam, aż siostra będzie gotowa do wyjazdu na szczepienie Nikoli.
Do tego chwilę wcześniej wkurwił mnie "szczyt"(?)- miejski o 10 rano(!), bo jak ten chuj tkwiłam w tym jebanym aucie!
U rodziców było wesoło. Przyszła Jaga z Jurkiem, trochę potrajkotała o obecnym popycie na sałatę, a że szczypior ma dorodny za niską cenę, a że pomidory, że palce lizać... Położyła mamine zamówienie w reklamówce na meblach, skasowała należność i zachlewając się kawą, jęła opowiadać nam kawały.
Jadąc po Miśkę, byłam megachujem w aucie, tkwiącym w korkach z turbo dopalaczem.
Ony dopalacz, objawiający się drgawkami z lekka trącanymi humanfurias, ciskał na me usta bluzgi w tonie czystego sopranu, acz "refreny" - no patrz, co chuj wyprawia - kłoniły się ku altowi. Bas osiągnęłam, kiedy jeden Wan bezczelnie odebrał honor mojej Fieścinie. Wcisnął się rzeczony, phi, Wan przed jej nosek, omal go nie miażdżąc.
Użyłam nawet barytonu, w postaci klaksonu! Ale co tam, pojechał, nie racząc przeprosić. Syndrom większego. Oby rano miał za luźny pasek klinowy i zesrał się kwasem akumulatorowym!
Wjechawszy na moją dzielnię, szybko wbiłam się w boczne uliczki i stres spowodowany korkami zaraz minął.
Przyjechałam z Miśką prosto do domu.
Niebo zawisło nad nami kawałkiem ciężkiego metalu. Wiatr dmuchał w firanki, jak w żagle.
Kota porujna ma bojowe, wkurwiające nastroje, których ofiarami są: Wczoraj Mijo warczący na nią wsciekle, dzisiaj Miśka wylewająca łzy pretensji i głaszcząca sobie głębokie rany na nogach. Kota dostała ode mnie w końcu ścierką przez kark. Trzy razy zaatakowała Miśkę bez powodu, z czego dwa razy widziałam to na własne oczy.
- Mnie nie drapie i nie gryzie. - Skwitowałam, może zbyt ostro, pretensje dziecka.
Jest po północy, a ja ciągle mam bojowy nastrój...
Ojacię, przecież ja jestem przed... Zmylił mnie brak zapotrzebowania na czekoladę... Za to w mordę bym dała, a jakże!
Japę bym otworzyła szeroko, jak smok wawelski i podpiekła, co bardziej "kulawe" egzamplarze stojące mi na drodze.

8 komentarzy:

  1. he he he , to hyba w powietrzu wczoraj wisialo z tym nastrojem.
    Ja wczoraj dysponenta zj.... przez satelit. Chyba szef sie jeszcze odezwie z tego powodu. Ale co Qurzwa co to za logistyka jak jedna spedycja wysyla na poniedzialek rano 5 samochodow na dokladnie 8 rano do Aldi(Palarnia) z kawa. A wiedza dokladnie ze jest tylko miejsce na 1 auto do wydmuchanio....

    OdpowiedzUsuń
  2. a dmuchanie jednego cos 2 godziny trwo... jak kolesiowi sie nie spieszy to i 3,5 godziny podmucho....:-/

    OdpowiedzUsuń
  3. Slowem wczoraj byl Dzien Wkurwa!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Stardust >>> wczoraj bol dzien i noc czarownic.
    Walburgisnacht w de. :):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojejusiu, to dlatego moja mietła dzisiaj rano stala w innym miejscu niż zwykle!

    OdpowiedzUsuń
  6. Diesel, Ty też masz nieciekawie z tym Autohofem teraz...Nie masz wkurwa?

    Stardust, aż sama na siebie mam wkurwa;>

    Lorenza, my się gdzieś w nocy nie mijałyśmy? Hihihi!

    OdpowiedzUsuń
  7. Eee no co Ty? Plaża, luz, słońce, palmy.
    :-)

    OdpowiedzUsuń