niedziela, 3 maja 2009

Lekcja.

Telefon zadzwonił wczoraj tuż przed południem, spojrzałam na wyświetlacz, siostra.
- Heelooł. - Leniwie rzuciłam do słuchawki.
- Usmażyłaś dziecku frytki? - Zapytała z uśmiechem.
- No pewnie! Dzisiaj też. - Ożywiłam się. Zachichotałyśmy chórem.
- Przyjdź do nas, właśnie rozpalamy grilla, co będziesz sama w domu siedziała. - Zachęciła Karina.
- Piekę kurczaka, niedługo obiad. Po południu przyjdę, a Super Niania też będzie? - To Ilona, bo mimo, że mamy starsze dzieci, ona wie wszystko najlepiej. Jest pediatrą, alergologiem, laryngologiem, ortodontą, psychologiem i chuj wie, kim jeszcze. Super Nianią nazwał ją jej mąż.
- Będzie.
- To ja dziś za siebie nie ręczę. - Powiedziałam stanowczo.
- Ja w sumie też nie, hihihi!
Już byłam podminowana, tak mnie te frytki wczoraj wkurwiły. Ale, ale, Eureka! Usmażyłam po obiedzie dwie patelnie pasiaków, wystudziłam i zapakowałam do woreczka, złośliwie uśmiechając się pod nosem, "Ja ci dam lekcję, poczekaj!"
Żeby Super Niania miała o czym gadać od progu, zdjęłam z szafy zakurzoną spacerówkę dla mojej, prawie sześcioletniej, piszczącej z zachwytu kobyłki. A co, moje dziecko i mój wózek. Miśka odkurzyła swoje cacko na medal, położyła kocyk, rozsiadła się wygodnie i wio.
Siostra na nasz widok krzyknęła "O!" i jęła pokładać się ze śmiechu, co Miśkę przyprawiło o jeszcze lepszy nastrój. Super Niania wysadzała właśnie Natalkę w toalecie. Wyszła, spojrzała
i zapytała poważnie:
- Tobie nie jest wstyd takie duże dziecko wozić?
- A tobie nie jest wstyd pieprzyć od rzeczy? - Zapytałam i towarzystwo na chwilę zacichło. - Jak ułożysz coś bardziej konstruktywnego, będziesz mogła do mnie mówić. - Odwróciłam się do niej placemi i pomogłam dziecku wyjść z wózka. Zastrzygłam przy tym czujnie uszami, czy czasem już nie ułożyła, ale zanim to zrobiła, odezwał się jej mąż:
- Ty, to zawsze przywalisz, że żal słuchać.
Lekko speszyła ją ta sytuacja. Usiadła odwracając ode mnie głowę, a ja, ważąc to lekce, wyjęłam z rąk siostry Nikolę, by ją trochę pomęczyć.
Dzieci, ignorując spięcie między ich matkami, poszły przed dom, rysować kredą po asfalcie.
Przez następną godzinę Supertorpeda Niania nie odezwała się do mnie ani słowem. Mężczyźni przynieśli piwo, druga tura kiełbasy z grilla była gotowa. Przywołałam swoją, posadziłam na krześle i przypomniałam sobie o pasiakach.
- Chcesz frytunie do kiełbasy? - Zapytałam Miśkę.
- No pewnie! - Uniosła ręce na znak hurra.
Siegnęłam po woreczek, położyłam go na stole, a Natalce opadła szczęka.
- Mama fitki! - Krzyknęła pokazując palcem.
- Dla ciebie też mamy! - Miśka wsypała sobie dwie garści, chwyciała worek i pobiegła poczęstować koleżankę. Karina mnie uprzedziła, klasnęła w ręce i w euforii zawołała:
- Brawo! Misiunia cioci kochana, trzeba się dzielić! - Bezczelnie spojrzałam na Ilonę. Zrozumiała. Twarz jej się wykrzywiła, jakby ktoś dał jej w pysk. Rzuciłyśmy sobie z siostrą ukradkowe, pełne tryumfu spojrzenia. Udało się bez awantury...
Po posiłku Niania poszła do sklepu i przyniosła zozole. Dla wszystkich. I zaczęła ze mną rozmawiać. Nawet pozazdrościła mi wózka, bo Natalka zrobiła się śpiąca, a szkoda było opuszczać towarzystwo, toteż takie cudeńko by się przydało, oj, przydało. Jednak Miśka kategorycznie odmówiła pożyczenia, wskoczyła do środka i ona też chce spać. Nie ingerowałam... Ha! Ha! Ha!...Ha!...HaHa!

Zdjęcie zrobiłam dziś rano, na obraz kobyłki w wózku. Jeszcze w "śpiochach" i nocych "lokach".

19 komentarzy:

  1. Cuuudnie :-)))))

    Ale jej poszło w pięty! Athina, kocham Twoje pomysły :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Daisy, wściku bym dostała, gdybym się nie odgryzła;)Dzięki za uznanie:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze też, że mimo wszystko egzemplarz ten pojął, o co kaman.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wychowałaś ją- i to to chodziło:) gratulacje

    OdpowiedzUsuń
  5. odentko, mogłabym dostać kluczyk do Twojego blogaska? athi.vip@gmail.com Plissss.

    OdpowiedzUsuń
  6. Athi, jesteś mistrz świata i okolic. Za lekcję frytkową należy Ci się medal z ziemniaka :-D

    OdpowiedzUsuń
  7. Pieknie!!! Mnie tez by pewnie watroba zgnila jakbym sie nie odegrala po czyms takim:)) A o watrobe trzeba dbac;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Kredi, z ziemniaka już dostałam za medytację. Jak się tak nie bawię, teraz chcę inny:))))

    Odentko, dziękuję bardzo:)))

    Stardust, tak jest, bo ona jest tylko jedna:))

    OdpowiedzUsuń
  9. No zajebosko, ale czemu jakos pozawlacie na "gnicie watroby" ?
    Zaraz cos wykombinowac i z odmachem oddac ;>
    Ale nie bede sie upieral bo tez z buta zaraz dostane ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Diesel-> Moja watroba naprawde rzadko ma okazje "gnic":) Bo ja naleze do tych, ktorzy "po fakcie" mowia - moze sie trzeba bylo jednak ugryzc w jezyk. Jakos rzadko mi sie zdarzaja sytuacje, zebym siedziala i rozmyslala - dlaczego nie odpalilam? Najczesciej mam szybsza reakcje jezyka niz rozumu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bea, co znowu? Pisz do mnie całymi myślami, bo te skróty są nie na mój próg intelektualny.

    OdpowiedzUsuń
  12. Docia godne podziwu :)
    Ja zapewne bym tyle nie czekala i pewnie bym inaczej to zalatwila, ale jestesmy insze :)
    Buziole dla Was i oby taq dalej :):*

    OdpowiedzUsuń
  13. Sze, buahahhaha! ja wiem, ja wiem, hihihi:)))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Taka niedozemszczona się czuję :-)))))))

    OdpowiedzUsuń
  15. ta mamunie to trzeba cofnac do grupy starszakow tutejszego przedszkola... Caly piaty rok zycia przebiega pod haslem "dzielimy sie" i klepie sie do glowek pieciolatkow to co tej pani umknelo :D:D:D

    OdpowiedzUsuń