środa, 6 maja 2009

Kabla nie ma, muchów też.

Muchy zaczęły fruwać, a wraz z nimi Serafina. A takie miałam ładne, nowe firanki! I kwiaty sobie bezboleśnie stały w doniczkach na parapecie. Teraz trzeba je zbierać z podłogi oraz zgarniać ziemię. Kota pilnuje ogniska domowego. Do tego jest kotem pasterskim, nie inaczej.
Rano, gdy wychodzimy z domu, morda jej się śmieje, że chołota opuszcza ściany i wreszcie odetchnie od warowania nad naszym spokojnym snem. Gdy zaś wracamy, odkleić się od nas nie może. Rycy pod drzwiami, że Miśka na dwór wybiegła i liczba jej się nie zgadza, a jak do tego ja wylezę na balkon, zawodzi niczym kotna lwica.
Za nasze złe zachowanie obrywa tylko Mijo. Rzuca mu się na szyję, obgryza mordę, łapą trzaska z liścia i jeży przy tym kark. Mijo, jak ten chłopek roztropek znosi kobiece fanaberie, póki mu pazura nie wsadzi tam, gdzie nie trzeba.
Mnie Serafina ugryzła tylko raz, w policzek i to złośliwie. Ugryzłam ją też, w policzek i warknęłam. Trudno mi opisać minę kota, ale ładnie spierdoliła z fotela. Szanujemy się. A ja ją kocham strasznie.
Uwielbiam wracać do domu i być głaskana po twarzy oraz dostawać z czaszki w nos.
Kota trochę mi już uległa i poddaje się moim napadom miłości, kiedy biorę ją na ręce i całuję pysk. Mruży oczy i nawet nie wzdycha zniecierpliwiona.
Dotarłyśmy się.

Nie wzięłam kabla od siostry, zapomniałam. Dostałam za to niezłą reprymendę...Od samej siebie.

12 komentarzy:

  1. To ja muszę mieć dziwnego kota. Bo Moryc łapie muchy ale tylko w ogrodzie. Nie wskakuje na okna, blaty kuchenne i inne meble. Jedynie na łóżko, fengszuja i krzesło w komputerowni. Kot - pierdoła :-)))

    I też się nie burzy jak go międlę, no chyba, że mu naprawdę przeszkadzam, to wtedy ogon zadziera i się oddala szybkim marszem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale gryźć umie. W zabawie. Złośliwie mnie jeszcze nie dziabnął.

    OdpowiedzUsuń
  3. Baby są wredne. Zanim poznała nasze zwyczaje, dostaliśmy lekcję. Przyznam, ze ja najmniej.

    OdpowiedzUsuń
  4. zebys widziala jak prychamy na siebie z moim kotem jak mu pazury obcinam, fukam glosniej od niego :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje też wiedzą, że muszę, więc wytrzymują. Gryzienie w nos, w policzek - to z miłości jest. Przynajmniej u moich wszytskich sztuk.
    Gdyby było "za karę" to bys dobrze wiedziała.
    Ja się z kotłami podzieliłam parapetami. Mmay po równo. Czasem tylko ogrodniczka mi coś przesadzi i podleje, ale ogólnie nie przeszkadzają sobie. Znaczy kwiaty i kotły.
    A teraz idę, bo oboje śpiewają na balkonie. A ja ksie rozkręcą to kota można dostac :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje tez nie skaczą. Ja mysle, ze nie ma motywacji wystarczajacej.
    Ej ej hola hola a z tym kablem to juz tak na zawsze?!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dlatego my nie mamy ani firanek ani doniczek:) Dostosowaliśmy ognisko domowe do kotów:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Athina nie mydli oczu kablami tylko dawa zdjatko swoje (tez) bo ja jeszcze Athiny nie widziala i zazdrosna jezdem i malo cierpliwa, to Athina to wezmie pod uwage. To zdjontko to jak nie tu na blogasie, to sie uprasza na adres, ktoren wisi na Bez odwrotu po prawej pod tytulem bloga. Skonczyla:)i czeka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Potem zaciągnę zwłoki po ten kabel. Na razie szyję kieckę dziecku na imprezę komunijną kuzynki Julii:))) To już w niedzielę, matko kochana, a ja nie mam się w co ubrać!

    OdpowiedzUsuń
  10. my tez nie mamy firanek, meble są wiklinowe, jedna kanapa od innych kociarzy podarowana (poszarpana jak nieboskie stworzenie) słuzy psom na zmarnowanie:) na podłodze terakota, tylko niestety ślady łapek na ścinie pod oknem jednym, drugim... i ślina psia wyżej...

    OdpowiedzUsuń
  11. mój pierwszy kot ,jeszcze będąc małym zjechal n zapurach z karnisza po firance na sam dól.
    Taaaa,matka szlenie się ucieszyła że nagle ma DWIE ;>>>.
    Ale i tak go lubiła:)

    OdpowiedzUsuń