środa, 22 kwietnia 2009

Ze strachu mogłabym nastukać dziecku.

Niedawno widziałam film pt. "Pogotowie Rachel". Dziewczynka jeżdżąca na rowerze nagle zostaje z niego zdjęta silnymi łapskami, wrzucona do samochodu i uprowadzona. Następnie zgwałcona i zamordowana. Zrozpaczona matka uruchamia właśnie takie pogotowie, które polega na szybkim przekazywaniu wiadomości drogą satelitarną. Poprzez swoją rozpacz, matka chce pomóc innym rodzicom, by w ich przypadkach nie było za późno.
O tym filmie przypomniałam sobie podczas dziesiejszej akcji pod kryptonimem "dziecko poszło z panem do sklepu".
Wróciwszy do domu postawiłam fasolę do gotowania na po bretońsku, Miśka zjadła zupę i poszła bawić się z dziećmi. Raz po raz wychodziłam na balkon kontrolować radosne brykanie. Robię to średnio co 10 - 15 minut.
Nagle wychodzę, bo jakoś zacichło, patrzę, bachornia zniknęła w komplecie, sztuk cztery. Pomyślałam, że znów urzędują na klatce schodowej, co doprowadza mnie do szewskiej pasji. Po pierwsze primo, nie jest to miejsce zabaw. Po drugie primo, nie mam oka na swojego szkodnika, gdyż z klatki jest też wyjście na ruchliwą ulicę. Po trzecie primo, robią tam syf większy, niż jest na codzień.
- Miśka!!! - Wydarłam japę.
- Ona poszła z jakimś panem do sklepu.- Córka sąsiadki wychyliła łebek za barierkę balkonu piętro wyżej.
- Jak to poszła z jakimś panem?!!! - Zapiszczałam, zostawiłam otwartą chałupę ze strużującym w niej Mijem i nie czekając na odpowiedź, galopem puściłam się przez balkon.
- Ja wysłałam z nimi Samantę, żeby ich nie ukradł! - Sąsiadka wychyliła się obok wiszącego łebka dziecka.
Absurd sytuacji rozwścieczył mnie jeszcze bardziej. Biegnąc nadal, ryknęłam:
- Wy tutaj wszyscy jesteście popierdoleni. Puściła dzieci z jakimś, kurwa, panem do sklepu! Do którego?!!!! - Przystanęłam.
- Na drugą stronę chyba! - Kobieta miała przestrach w głosie. Idiotyczne pytanie zadałam, skąd ona mogła wiedzieć, do którego, skoro nawet nie znała pana?!
Puściłam się przez ulicę w domowym, starym dresie, klapkach ponadgryzanych przez psa i jednym okiem umalowanym, bo drugie zmyłam. Wtedy właśnie pomyślałam o "Pogotowiu Rachel". Szybko układałam ewentualną akcję poszukiwań. Zadzwonię najpierw na policję, potem do ojca, niech przyjeżdża i dwoma samochodami będziemy czesać okolicę. Motyle strachu łomotały po całych moich wnętrznościach. Panika cisnęła się na usta, chciałam krzyczeć. Ale w ciszy i absolutnym skupieniu ze wzrokiem wbitym w sklep, biegłam jak robot. Jak maszynka do zabijania.
Stanęłam w progu. Oto i one, sztuk cztery, uśmiechnięte, tulące do piersi kolorowanki.
Przy ladzie stał nasz nadworny pijusek, Władziu z kolegą. Z Władziem mam relacje średnie, bo "on nie lubi władczych bab", ale kłania mi się ze względu na tatusia.
Podeszłam do nich i zapytałam Władzia:
- Pan zabrał moje dziecko z podwórka bez mojej wiedzy?! - Wbiłam w niego mordercze spojrzenie. Wiem, że gdyby to on zabrał dzieci, sąsiadka nie mówiłaby o jakimś panu. Ale jego znałam i to on stał w towarzystwie nieznajomego.
- Nie. - Odpowiedział automatycznie. Przeniosłam zatem pytający wzrok na kolegę.
- Ja im chciałem kupić po lodzie, ale wybrali bajki. Nic wielkiego się nie stało. - Usmiechnął się do mnie przejawiając poczucie winy.
- Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, co pan właśnie zrobił? Kto to widział zabierać matkom dzieci z podwórka bez ich wiedzy?!
- Ale...
- Nie interesuje mnie żadne "ale", tak nie postępuje dorosły i rozsądny człowiek! - Mimo, iż kamień spadł mi z serca, koniecznie chciałam im jeszcze udzielić lekcji logicznego myślenia.
Winny ujął moją dłoń i przykleił do niej swoje usta.
- Bardzo panią przepraszam, ja nie chciałem źle, niech mi pani wierzy. - Ustąpiłam. Dalszy wykład uznałam za bezsensowny. Odwróciłam się do Miśki, u której radość zniknęła z twarzy.
- Odłóż to i idziemy do domu porozmawiać. - Powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Dziecko jeszcze mocniej przytuliło kolorowankę i się rozpłakało.
- Ja już zapłaciłem, niech jej pani tego nie zabiera. - Pan wstawił się za Miśką. Rozejrzałam się po twarzach reszty bachorni, szczerze współczuli mojej córce, że będzie musiała oddać prezent. No i w takiej sytuacji, kiedy Miśka zewsząd, kurwa mać była wspierana, ja wyszłabym na niegrzeczną, wredną babę.
- Podziękowałaś panu? - Zapytałam.
- Dziekuję - Odpowiedziała zwracając się bardziej do mnie, niż do "Mikołaja".
Pożegnałam obu panów, chwyciłam ją za rękę i pociągnęłam za sobą do domu.
- Co ci tłumaczyłam? Że nie wolno nigdy rozmawiać z obcymi panami i paniami. Nie wolno brać cukierków od obcych panów i pań. Trzeba wołać mamusię. Nie wolno iść z obcym panem i panią do sklepu bez mamy zgody, tak?
- Tak.
- Bo może przyjść taki pan albo pani, która zabierze cię do sklepu i już nigdy nie przyprowadzi do mamusi. I wtedy mamusia będzie bardzo płakała za tobą i tęskniła, a ty będziesz tęskniła do mamy. A kiedy pan albo pani powie, że mamusia wie, to i tak musisz przyjść i mnie zapytać, bo pan albo pani mogą kłamać.
Kiwała ze zrozumieniem główką. Czy dotarło? Czy w końcu, kryste, dotarło? Nie wiem, ale uknułam plan. Poproszę ojca o rozmowę z nią w cztery oczy, bo dziadek ma u niej respekt i posłuch absolutny.
Szczerze? Wyjebała mnie ta dzisiejsza akcja w kosmos. Wystarczy chwila i dziecka nie ma. Jedna chwileńka, kiedy zmywam oko, mieszam w garze... Brrrrrrr!!!

22 komentarze:

  1. Po wywrzeszczeniu nerwów tam na miejscu w sklepie - straciłabym przytomność. Dzizas. Takie rzeczy chyba trzeba powtarzac raz w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sorki, ale nie zostawia sie dziecka na podwórku...(ile ma lat?)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie puszczałam na podworko (z okien nie widać, co się dzieje, zanim bym dleciała na dół mogłoby być za późno). Niech będzie, że bylam nadopiekuńcza. trudno. Kryste, Athina, pewnie nogi by sie mnie trzęśli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny, podwórko mam na wyciągnięcie ręki, blok dwupiętrowy. Z okna kuchni widzę, ale jak podejdą bliżej budynku, to balkon juz zasłania. Nie puszczanie dziecka na podwórko uznaję za rzecz sporną. Bez obecności matki uczy się samodzielności. Poza tym podglądam ją nieustannie. A insza inszość to ta, że jak ja mam, wysiadając z samochodu zaparkowanego na podworku, wziac ją za reke i wytłumaczyć, że nie będzie się tutaj bawiła z innymi dziećmi?
    Skupie się na edukacji mojego dziecka, o której wspomniałam. Bo ja mam na wszystko oko, ale jak juz wspomniałyśmy, wystarczy chwila i właśnie wtedy wiele zalezy od wiedzy i mądrości dziecka.

    Bea, szósty rok.

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo dobrze Cię rozumiem.Łączę się w przeżywaniu.
    Młoda mialam 1,5 roku.Dom w ogrodku mamy.4 robotników,DUŻY pies,matka,X-men,Junior ,ja.Młoda w kuchni na podlodze siedząc piła mleko.Odwracam się- dziecka nie ma.Zaczynam szukać,po domu,po ogrodzie.NIC !
    matka z psem (pies wąchal ślad Młodej) ruszyła w osiedle.Ja z X-menem w samochodzi w osiedle,sąsiad w osiedle,drugi sąsiad w osiedle,sąsiadka toż samo.NIC.
    X-men pojechal na policję ja łaziłam jeszcze po osiedlu i kurwa widzę: Młoda za rączkę prowadzona przez obcą babę idą do przystanku.Bo ja pani jechałam na policję bo NIE PILNOWANE dziecko samo szło w kierunku ruchliwej ulicy rzekła z wyrzutem !!!

    Kurwa odejchałam.
    Do furtki natychmaist przyspawano HAK na wysokośći niedostępnej dla kurdupla.
    A furtkę żeśmy normalnie za kłódkę zamykali...

    OdpowiedzUsuń
  6. tuv,dowód na to, że nie możemy być wszechobecne. No nie da się, a starsze dzieci trzeba przeszkolić, przekazać im, co w krzakach może piszczeć. Tuv, na Twoim miejscu też bym se tacę pod dupę podstawiłą, by łapać serce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Athina, zrobiło mi się słabo.
    Autentycznie.

    Co do zabawy na podwórku - też bym pozwoliła, ale bałabym się jak diabli, że nie upilnuję. Bo to jest jak mówisz - wystarczy jedna chwila i nie da się cofnąć czasu.

    Ja wychodziłam w Miśki wieku sama na podwórko, a Mama miała do mnie dalej, bo mieszkaliśmy na 7 piętrze. A zagrożenia były takie same, bo zboczeńcy i wtedy istnieli, dwa kroki od bloku były tory kolejowe i ruchliwa ulica. Fakt, raz po dupie dostałam, bo przebiegłam przez tą ulicę tuż przed maską nadjeżdżającego samochodu. Sąsiadka zobaczyła i doniosła mamie. Ale zawiniłam,i lanie było zasłużone, bo miałam wyraźnie powiedziane, że przez ulicę nie wolno.

    OdpowiedzUsuń
  8. Daisy, ja się boję codziennie, w każdej chwili. Widziałam dzieci w Grecji i we Włoszech oraz Niemczech. Rodzice przysypiający na ławkach, a bachornia spuszczona właśnie ze smyczy wrzeszczała całą parą, na maksa, na co gardło pozwoli, by wywrzeszczeć robaki wierzgające w młodym ciele. Jestem samotną matką. Muszę tak samo zadbać o dom, jak pary. Muszę też zastąpić dziecku ojca. Kryste, to wszystko jest trudne. Musze też kiedys sama odpocząć! Wiecie jak ja odpoczywam, gdy Miśka jest w przedszkolu? Ale mnie wtedy nie ma w domu. Latam, załatwiam, jest sporo spraw. Jeżdzę z korepetycjami, siedzę w czytelni, by napisać prace za kase.
    Nie mam czasu, naprawdę nie mam czasu codziennie zabierać Miśkę na plac zabaw i popołudniami byc tylko do jej dyspozycji, aż nie położy się spać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Athina, ja Cię rozumiem. Miałam i matkę i ojca, ale ten ostatni był gościem w domu. Mama czasem miała mnie totalnie dość, chociaż byłam ponoć grzeczna. Dostawałam prikaz bawienia się pod oknami i nie spadania na głowe z trzepaka. Pewnie, że matka się o mnie bała. Ale równie dobrze mogłam palec do kontaktu wsadzić siedząc w domu.

    Rozmowa z Miśką - i tłuczenie do małego łebka co wolno a czego nie - to jedyne można zrobić. Bo przed światem jej nie zamkniesz pod kloszem.

    OdpowiedzUsuń
  10. sorki, rózne sa 6 letnie dzieci, ja ze swoimi wychodziłam na podwórko, 2 godz do południa, dwie po, chyba, że podwórko było ogrodzone to sobie wychodziły same.
    wg przepisów to dziecko, chyba do 13 roku zycia nie powinno np samo jechac autobusem...
    ja rozumiem, że ciężko
    mój W, ma 23 lata, nigdy nie był sam na podwórku :( i nie będzie...

    myslę, że to moje tłumaczenie jest dlatego,że to nie na menela chciałas nakrzyczec a na siebie...

    moja znajoma "zgubiła" raz swojego autystycznego syna wracajac z plazy ( w sekundę) mogła krzyczeć, wołac on się i tak nie odezwie. znalazła go na szczęście na policji, groził jej mandat za brak opieki...

    inni rodzice mieli dom niedaleko lasu, syn autysta jeździł na rowerku. jakis łobuz zabrał mu rowerek, on za nim poszedł. szukano go w lesie kilka godzin, siedział w krzakach i bał sie wyjść, bo tylu obcych go wołało...

    cóz to jest, wyjść z małym dzieckiem na podwórko, za rok, dwa będzie bardziej gotowe byc na nim samo
    niektórzy muszą wychodzić ze swoimi dziećmi całe zycie i to nie jest żaden problem (nie chcę sie mądrzyć, naprawdę)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bea, ja nie mam takiej sytuacji jak Ty i troche jest to nie w porządku, że podpisujesz innych pod swoje życie. Przeczytaj siebie i nie zrozum mnie źle. Szanuję to, co robisz. szanuję Ciebię, szanuję wszystko wokół Ciebie, ale nie bądź zaborcza i nie uznawaj, że to, co Ty robisz i jak postępujesz jest rzeczą jedynie słuszną. Mam dziecko sześcioletnie, któremu mogę nakłaść do głowy i muszę czasami zaufać. Jestem sama i uważam się za mądrą babkę oraz rozsądną matkę. Nie możemy porównywać naszego postępowania wobec dzieci, bo jest ono po prostu nie do porównania.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie szanuj, bo to nie o to chodzi, daję przykłady, że jest TO mozliwe, wykonalne. Od pewnego momentu mam wieksza wyobraźnię, przewiduję czarne scenariusze (co nie oznacza, że nie ustrzegłam sie od błędów!), ale np, nigdy nie prowadzę dziecka w taki sposób, żeby było od strony jezdni, jesli jest dwoje to starsze trzyma za rączkę młodsze, lub idzie przede mną.
    Jesteś cudowna, rozsądna matka, tylko, że jak cos sie stanie będziesz winić siebie, nawet jesli nie będzie w tym twojej winy, bo my zawsze sie obwiniamy.

    Może jednak nie ufaj tak do końca dziecku? :)
    a wiesz, że ja mogę bardziej zaufać mojemu W, niz 6 letniemu Kubusiowi?
    Bo W. jest przewidywalny a Kubuś, ze swoją dziecięcą skłonnościa do poznawania świata niestety nie :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurcze, athina, ja mam tez "normalne" dzieci i nasze zycie jest porównywalne...

    OdpowiedzUsuń
  14. Przywolalas wspomninia, ktore ciagle powoduja, ze serce podchodzi mi do gardla i z hukiem spada. Potomek zginal majac 12 lat, nigdy, nigdy tego nie zapomne i fakt, ze wtedy nie umarlam na serce to jest cud. Zadzwonil, ja pojechalam taksowka odebrac i jak Go juz mialam w taksowce to tak strasznie zaczlam ryczec, ze nie bylam w stanie zaplacic taksowkarzowi. Ale on wiedzial wczesniej ze jedziemy po dziecko, ktore sie zgubilo i w ogole nie chcial pieniedzy, nawet lekko pochlipywal razem ze mna. Rozumiem Beate i doskonale rozumiem Athine. Tez bylam samotna matka, dzieciak uparl sie pojsc do kina, akurat w czasie kiedy ja nie moglam, bo pranie, gotowanie, sprzatanie i inne rzeczy, ktorych nikt za mnie nie mogl zrobic. To kino bylo niedaleko szkoly do ktorej chodzi sam codziennie, tyle, ze z kina zachcialo Mu sie przyjechac autobusem i sie zagapil, przejechal przystanek a w zasadzie to wiecej niz jeden przystanek i juz byl w zupelnie innej dzielnicy. Najpierw sam probowal sobie poradzic, potem zadzwonil. Od czasu telefonu do czasu wciagniecia Go do taksowki uplynelo 35 min. Najdluzsze 35 min w moim zyciu.
    Nastepnego dnia, jak juz minal strach siadlam i minuta po minucie przeanalizowalam razem z Nim gdzie ja i On popelnilismy blad. Najpierw byl tak wystraszony, ze powiedzial, ze sie nie ruszy z domu beze mnie. To tez nie jest wyjscie, bo czego sie Jas nie nauczy, tego Jan nie bedzie umial.
    Athi, ja wiem, ze jestes madra i wiem jak bardzo kochasz Misie. Musicie przez to przejsc obie, musisz tlumaczyc i przepytywac i wracac do tego i dodawac kolejne szczegoly bo nie ma innego wyjscia. I dobrze, ze masz Tatusia i rodzine, Oni tez pomoga, ja bylam sama.

    OdpowiedzUsuń
  15. Athina - a tak już ogolnie - mieszkalam bloku mając Juniora.na IV piętrze .Dzielnica bardzo spokojna,obok komendy:))) wojewódzkiej.Bloki czteropiętrowe,niestety n plac zabaw mialam okno tylko z klatki schodowej.Ja wiem że to było 20 lat temu ,inne czasy,ale pozwalałam mu się bawić z dzieciakami w piaskownicy.Samemu.No bo co mialam zrobic.na początku wychodziłam ,tak przez rok.Potem jak się dobrze zadomowił to robiłam tak jak ty.
    I było ok.

    OdpowiedzUsuń
  16. Athi, nie oskarżaj się. Nie mozesz Miski uwiazac za noge do kaloryfera, by ustrzec przed pdoobnymi sytuacjami. I Starust ma rację - czego Jaś się nie nauczy...

    OdpowiedzUsuń
  17. Powinnaś pisać książki, na prawdę masz niezłe pióro, umiesz tryzmać w napięciu i prowadzisz świetne dialogi. Gratulacje!!!
    A swoja drogą niezła akcja.

    OdpowiedzUsuń
  18. Od samego czytania nogi mi zmiękły. Moja Lolka ma 15lat i wciąż tak samo się o nią boję. Jak była w wieku twojej to uczulałam i tłumaczyłam, tłumaczyłam , tłumaczyłam. A na faceta słusznie nakrzyczałaś.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiesz, ja przynajmniej raz w tygodniu piszę o jakimś wstrętnym pedofilu i uważam, że w kwestii chodzenia dziecka do sklepu z obcym panem nie ma pamiłuj. I tak byłaś opanowana, bo ja bym mu wylutowała w ryj.

    OdpowiedzUsuń
  20. Athi...nic wiecej tylko "uffff"...Nie chce mi sie tu opisywac swojej story, ale cisnienie tez by kazdemu skoczlo... A tymi "najlepszymi", "najszybszymi", "najmadrzejszymi" sie nie przejmuj, wiekszosc nie bylaby w stanie szczerze opowiedziec takiej historii albo w ogole nie przyznalaby sie do takiej "akcji"...
    No :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedyś w niemieckim radio usłyszałam: "Dzieci trzeba uczyć przechodzić na czerwonym świetle, bo na zielonym potrafi każdy."

    Stardust - Kto, jak nie ja, mogę Cie doskonale zrozumieć. To jest straszne uczucie, straszne.

    tuv - właśnie poza ikiem na dzieci, trzeba je też uczyć. Wczoraj był dzień edukacji, ale o tym w następnej notce.

    Monika - dzieki:))

    odwodnik - I tak byłam miła, Kredka by mu w ryj przydzwoniła:)))

    Mona Vu - Być może, ale trzeba se pomagać, przestrzegać wzajemnie;))))

    OdpowiedzUsuń
  22. Ehhh, to wszystko dzieciaki, ZYCIE poprostu.
    Owszem troszeczke trzeba uwarzac ale ...
    male dzieciaki male problemy, srogie dzieciaki srogie problemy...
    Ale uwarzam to na calkiem normalny tryb zycia.
    Ja jako dzieciak nie potrafilem sie wstrzymac jadacym do Lasu -ta tü ta ta- Strazy. Na rower i za nimi.
    Dupsko bylo sine potem, ale hmm dalej sie za nimi jezdzilo ale wiecej na Fojerka uwarzalo aby na Pore do domu wrocic ;)

    OdpowiedzUsuń