piątek, 24 kwietnia 2009

Tatusiowy plan - z dziadem na lody.

Tatuś zatrzęśli się na opowieść o Miśkowej eskapadzie do sklepu z panem.
- To szczyl! Żeby jej brakowało... Przyjeź z nią potem, ja sobie ją wypożyczę na słówko. - Wyjął mi prośbę z ust. - A Władkowi zapierdolę w łeb! - Otworzył lodówkę.
- Siwuś, tylko wiesz, edukacyjnie, nie wytrząchaj się nad nią. - Matka odwróciła się znad zlewozmywaka.
- Dobra, dobra. - Wsadził kawałek kiełbasy w usta i wyszedł z domu. Tatuś stres zagryzają, jak ja.
Dzień przesiedziałam w czytelni naukowej, a i tak brakuje mi materiałów na temat skargi konstytucyjnej. Nie pojadę do Wrocka, bo nie mam za co. Muszę głębiej pogrzebać w necie i udać się jeszcze jutro do biblioteki w rynku.
Po drodze do rodziców, z Miśką rozłożoną w foteliku, beztrosko nucącą coś tam pod nosem, rozmyślałam o tym, jak to tatuś będą prowadzili wykład. Czy zastosują szereg zakazów, bo wpierdol, czy sięgną po bardziej wyszukane środki.
Akcja przeszła moje najśmielsze oczekiwania.
- O, cześć Misia, jak było w przedszkolu? - Zapytał i uzyskawszy odpowiedź, że fajnie, wyszedł z domu. Pytająco spojrzałam na matkę. Mrugnęła, znacząco kiwając do mnie głową.
- Babcia ma barszczyk, zjesz? - Zapytała panoszącą się już po domu naszą prezenterkę. Ona nie jest głodna. No to niech idzie na podwórko, kupa dzieci biega.
Młoda naszykowała się do wyjścia, ale zawróciła:
- Babciu, masz coś słodkiego? - Aż dziw, że nie zadała tego pytania zaraz przy wejściu. Dostała batonik, poszła. Przykleiłam oko do judasza, poszła. Odwróciłam się do matki.
- Ojciec stoi z Heńkiem na zapleczu lodziarni. - Sięgnęła po telefon, wykręciła numer. - Słuchaj, wyszła! - Wyłączyła się. - Chodź, idziemy piętro wyżej do okna klatkowego. - Machnęła na mnie ręką. Nie zadawałam żadnych pytań, bo domysliłam się, że tatuś uknuli terapię lekko szokową, ale jaką konkretnie, miałam dowiedzieć się za chwilę.
Do Miśki, nieśmiało stojącej tuż za progiem bramy i rozglądającej się za znajomymi twarzami podszedł Heniek. Mama nazywa go Kaszpirowskim, bo naprawia ojcu samochody często tak, że rozłoży, napije się i nie umie złożyć.
- Co tak stoisz malutka? Kupić ci loda? - Zapytał Heniek schylając się i opierając ręce na kolanach. Szturchnęłam matkę, bo poczułam się jak w amatorkim teatrze pod psem. Wygwizdałabym go. Ja bym go wygwizdała, ale Miśce bardzo się ten spektakl spodobał, żeszkurwa!
- Tak, ale z czekoladą! - Postawiła warunek.
- Dobrze, to chodź. - Wyciągnał rękę. I tu ona się zawahała.
- Muszę zapytać mamusię. - Zrobiła półobrót.
- Ja już z mamusią rozmawiałem i pozwoliła. - Wbiłam wzrok w czubek głowy mojego dziecka dpingując je. Nie daj się zwieść, nie daj, proszę, bądź mądrą dziewczynką. Zobaczyłam malutką rączę wślizgującą się w wyciągniętą dłoń i schowałam twarz w moich rękach.
Zbiegłyśmy z matką po schodach i zza rogu obserwowałyśmy dwie postaci odbierające lody. Miśka już zupełnie beztrosko chwyciła wafelek obiema łapkami i coś tam trajkocząc oblizywała biały krem. Heniek wkroczył do akcji. Położył rękę na jej plecach i lekko popchnął w kierunku przeciwnym do podwórka. Mała, jak w amoku jakimś uszła kilka kroków, zatrzymała się, obejrzała za siebie i rzekła:
- Ja muszę do mamusi.
- Nie musisz, masz loda, chodź ze mną. Ja cię zabiorę, po co ci mamusia? - Haniek uśmiechnął się do niej.
- Nie, nie, ja chcę do mamy! - Krzyknęło dziecko. I tu do akcji wkroczył tatuś.
- Wynocha dziadu! Chciałeś dziecko matce zabrać. Miśka wyrzuć tego loda, dziadek ci kupi nowego. - Na te słowa dziecko rzuciło loda pod nogi i przylgnęło do dziadkowego uda. Rozpłakało się. Tatuś wzięli ją na ręce i podążyli w stronę domu. Leciałyśmy na górę, omal nie łamiąc nóg, bo lodziarnia jest tuż za rogiem. Zdyszana wsadziłam oko w judasz.
- Uuuuu, a mamusia czeka w domu? - Pytała prezenterka.
- Czeka, a jakby dziadka nie było, to by cię dziad zabrał. - Weszli. Miśka wyciągnęła do mnie łapki.
- Taki dziad chciał mnie zabrać! - Krzyknęła rozpłakując się jeszcze bardziej.
- A co ci mówiłam? - Nic innego nie przyszło mi do głowy. Tatusiowi przyszło coś jeszcze gorszego.
- Jak jeszcze raz pójdziesz z kimś na lody, to ci dziadek pachem wleje!
Długo jeszcze z nią rozmawialiśmy we trójkę. Szkoda mi jej było przeokropnie. Gdy już przestała nas słuchać i jęła zmieniać temat uznaliśmy, że na dzisiaj wystarczy.

33 komentarze:

  1. Jezu, Ojciec jest nie do wyjęcia.
    Bardzo dobrze. Przynajmniej Miśka miała lekcję poglądową, a nie tylko gadane co to jednym uchem wleci a drugim wyleci. Teraz na pewno zapamięta.

    Powiedz Tacie, że od dziś jeszcze bardziej go wielbię :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Daisy, scenariusz i reżyseria - mojej mamy, ale aktorzy spisali sie na medal:))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Obaczymy za jakiś czas, czy dziecko coś wyniosło;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. No ja myślę, że tak!
    Bo dla niej to był szok i na własnej skórze się przekonała, że może nie wrócić do mamy.

    Pogratuluj Mamie scenariusza.

    Jest tylko jedno ale - ten Henio. Skoro Twój Ojciec go zna, to czy przypadkiem MIśka nie skojarzy, że to była ściema, jeżeli przypadkiem ich razem zobaczy albo co.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mama to przewidziała, on nie z naszej dzielni jest, a z wiochy. Tam się raczej na balangę nie wybieramy;) No chyba, żeby przypadkiem... To bedziem improwizować:))))))

    OdpowiedzUsuń
  6. No to ok. Dobrze to Macierz wymyślili :-)))
    Małe szanse na spotkanie. A Miśka pewnie po pewnym czasie i tak zapomni jak Dziad wyglądał i jest szansa, ze go ewentualnie nie rozpozna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zobaczymy, bo on ma taki nos pokserski, lekko przypieczętowany to twarzy...Może nie pozna, a może zapamieta na zawsze i tatuś będą musieli gonic go na jej oczach, bueheheeh!

    OdpowiedzUsuń
  8. Buehehe, a to się Henio urządził :-))))

    OdpowiedzUsuń
  9. dziecka mi szkoda...a jak kiedys zobaczy ze dziadek z oprawcą sobie gadaja?

    OdpowiedzUsuń
  10. I takie numery ćwiczyć . Ja nie będę juz Toba na gg gadać, bo potem nie mam co w komentarzach gryzdać :-))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Bea, Heniu nie był oprawcą, krystepanie. A jak zobaczy, to wystarczy powiedzieć, że dziadek panu właśnie tłumaczył, iż nie wolno brać na lody dzieci bez zgody mamy...Wiele rzeczy można powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  12. nie wiem, traume przeszla, kurcze, nie wiem...w konia ja zrobilas...nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  13. Beato, oprawca, trauma...Czy te słowa nie są zbyt naciągane do rzeczywistego wydarzenia? Przecież nie została wrzucona w paszczę lwa, który odgryzł jej rękę.
    W konia ja zrobłam, ale ona o tym nie wie. Mamy dzieciom zagrożenia pokazywać tylko na kwiatkach, muchach i pająkach? Wczoraj po raz kolejny oglądałyśmy bajkę "Król lew", gdzie Skaza zabija ojca Simby, a potem chce uśmiercić samego bohatera.
    Kurcze, napawdę było to takie drastyczne????

    OdpowiedzUsuń
  14. W/g mnie - nie było. Miśka na pewno się wystraszyła, ale można być na 99,9% pewnym, że z obcym facetem to ona już nigdzie na lody ani na spacer nie pójdzie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bea, to daj jakąś radę, jako fachowiec. Ja chętnie skorzystam. Kurcze, zapodaj jakiś złoty środek.:))))

    OdpowiedzUsuń
  16. nie ma złotych środków, przeciez wiesz:)

    podstawa wszystkich niań - konsekwencja, prawda, systematycznośc - to jednak tez nie zapewnia od razu cudu.
    Twoja Córeczka, wydaje mi sie, dzieciątkiem bardzo ufnym i przyjaznym, łatwo nawiazującym kontakty - musisz ja pilnowac i już, póki nie dorosnie do takiego wieku, że będzie jej mozna powiedziec dokładnie czym może grozic obcy pan, każde dziecko osiąga to w innym momencie, zależne jest od tego ile osób opiekuje sie danym dzieckiem na stałe lub przypadkowo (wlicza sie nawet przypilnowanie w sklepie, u lekarza), czy sa to różne osoby, znane na stałe, czy nie, jest to tez zależne czy rodzina prowadzi dom otwarty lub bywa w domach innych, czy sypiają poza domem, czy ich aktywność towarzyska jest ograniczona do minimum. Od tego czy dziecko chodzi do przedszkola czy nie, od tego czy w przedszkolu jest liderem grupy czy poddaje sie rówieśnikom, czy bawi sie z boku. Zależy też od temperamentu, który sie dziedziczy po rodzicach.
    Jesli Córcia poszła z obcym panem, zaufała mu, mimo ostrzeżeń - miałabym ograniczone zaufanie do niej jeszcze przez jakis czas.
    Mysle, że nic w tym złego, że ja sie tak trzęsę i boję, dziecko nie musi o tym wiedzieć, kontrola i już.

    Ja kiedys chciałam W. wstrzelic chipa do ucha:) skończyło sie na kartkach z adresem i telefonach w kurtce. Niektórzy wszywaja takie informacje na metkach bluz :) nie jestem aż taka walnięta.
    Dzieciaki to trudność i piękność, jednego roku miałam w domu sześcioro 3-4 -5 latków, horror, wolałam juz 30 w przedszkolu :)

    ale się rozpisałam:) na koniec dobiję:) NIGDY nie mam pewności czy wszystkiego dopilnowałam... i NADZIEJA - z wiekiem dziecka i moim :) odpuszczam :)
    Taki 17 - latek (!) odpowiada sam za siebie według prawa, jesli nie słuchał mnie przez tyle lat to mam go w...tam i tu tez.:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moim zdaniem dobry pomysł. Dziecko trzeba uczyć odpowiedzialności od najmłodszych lat, a nie od dziś wiadomo, że najlepiej uczą błędy. Ja bym nie demonizowała tej traumy , którą przeżyła. Sytuacja było pod kontrolą.

    OdpowiedzUsuń
  18. odwodnik - każdy musi wybrać sam, jak układa sobie życie i swojej rodziny i jesli pyta sie na blogu to wtedy głos zabiera i beata i odwodnik:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Beata - pewnym to mozna być, że się kiedyś umrze :-) Dlatego napisałam, że na 99.9% Miśka z nikim nie pójdzie na lody.

    Ja wierzę, że nie pójdzie, bo przeżyła chwilę prawdziwego strachu, a nie tylko gadanie o nim i wyobrażania sobie, jak to moze być, kiedy obcy dziad chce zabrać ją daleko od mamy.

    A co dają kartki w kurtce i wszywane w metki, jeżeli dziecko pójdzie z jakimś pedofilem czy innym zboczeńcem ?
    To się sprawdza li i jedynie w momencie kiedy dziecko samo się zgubi, a nie to , bylo Athiny problemem.

    OdpowiedzUsuń
  20. Traumę to by Miśka przeszła, gdyby Heniek nie był znajomym i nie odegrał scenki, tylko był rasowym zwyrolem-pedofilem. Takie już mamy czasy, że aż się roi od typów spod ciemnej gwiazdy. I lepiej, niech się dziecko raz przestraszy w sposób kontrolowany, niż później skończy więzione u pedofila przez 10 lat.

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj, te kartki, adresy.. przecież podawałam tylko przykłady, odegranie kontrolowanej sceny to manipulacja dzieckiem, moim zdaniem.
    Gra. Zabezpieczanie siebie poprzez szybka naukę dziecka - jak ma reagowac na ewentualne podobne zdarzenie - a dlaczego, zamiast tego, nie wyjść z dzieckiem na dwór i posiedziec z nim na ławce, a jesli mama nie może wyjść to dziecko tez z mamą robi obiad w domu?

    OdpowiedzUsuń
  22. Beata, Athina wspominała dlaczego chce, aby Miśka sama wychodziła na podwórko. Bo to jest nauka samodzielności. Dziwne, że trzydzieści lat temu podwórka były pełne dzieci w różnym wieku, ja sama pamiętam jak w drugiej klasie chodziłam do szkoły z kluczem do mieszkania na szyi uwiązanym. Świat aż tak się NIE zmienił. Wtedy też były zagrożenia, pedofile, zboczeńcy, samochody, można było spaść z trzepaka i huśtawki.

    Dorośli TEŻ potrzebują czasu dla siebie. Żeby chociaż POBYĆ w pustym mieszkaniu, bez świergotu pociechy. Proste jak konstrukcja cepa.

    OdpowiedzUsuń
  23. Daisy, może ja idealistka jestem, sorki, ale jak mam dziecko, to trudno... tez w młodości biegałam po podwórku z kluczem, ale wszyscy sąsiedzi gapili sie wtedy przez okna, bo w domu nie było nic do roboty a telewizji i internetu tez nie było :) zawsze jakaś sąsiadka siedziała na ławce a inna trzepała dywan
    a moim zdaniem dzieciak tu oberwał za to, że mama go zostawiła, może nie końca przygotowanego, bez opieki, na podwórku, koniec i kropka.
    Jeśli mi spadnie dziecko z hustawki a ja jestem obok, to mu pomagam, a jesli spadnie a ja jestem w domu, bo chce byc sama to czuje sie winna.

    OdpowiedzUsuń
  24. Beata, ja wychodzę ze zdrowego założenia, że nie powinno się kwoczyć nad dzieckiem do pełnoletności. U mnie na podwórku sąsiadek nie było, trudno tez wisieć w oknach typowego blokowiska, bo parapety za wysoko są. Dzieci bawiły się przeważnie same, mając często pod opieka młodsze rodzeństwo. I nie było ofiar w ludziach. Jedno pilnowało drugiego. A nawet jak spadło się z hustawki to albo się szło z rykiem do domu, albo pluło się na obtarte kolano i wracało się do zabawy. Nie rozumiem tego hasła - mam dziecko, to trudno. Co trudno ??? Trudno się nad nim nie trząść ?

    Moim zdaniem Athina dobrze z Miśką postępuje pozwalając jej na samodzielność. Przynajmniej nie wyrośnie z niej lelum-polelum trzymajace się kurczowo mamusinej spódnicy. I w szkole też się Miśka łatwiej odnajdzie. Ja pamiętam do dziś, jaka byłam dumna i blada jak Mama mnie posłała z pieniążkiem do sklepu po chleb. Samą. Miałam cztery lata. Fakt, że podglądała z ukrycia co robię, ale ja o tym nie wiedziałam.



    Przepraszam Cię Bea, ale wolę sposób Athiny niż Twój. Bo mnie tak właśnie wychowywano. Wiedziałam, że Mama mi ufa. I poza dwoma wpadkami, gdzie dostałam szlaban i lanie - nie zawiodłam tego zaufania nigdy więcej.

    A żeby Ci jeszcze naświetlić za co to lanie dostałam - raz o mały włos nie wpadłam pod samochod, chociaz miałam WYRAŹNIE powiedziane, że nie mogę przechodzić przez ulicę, a drugie lanie dostałam, kiedy nic nie mówiąc Mamie poszłam ze starszymi dziećmi na przedstawienie dla dzieci, a teatr był na drugim końcu miasta. I przez 3 godziny Matka mnie po osiedlu szukała.

    I wiesz co ? Jak mi raz przyłozyła w tyłek smyczą od psa, to wystarczyło, żebym już NIGDY tak nie postąpiła. To była terapia szokowa, jak u Miśki ten obcy dziad.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zajebista lekcyja!Dziecie powinno zapamietac te nauke dlugo. Docia popieram sposob wychowania i egzekwowania . Qrde alez ja sie nakopiuje tych brakujacych literek:(
    Taka mala trauma mlodej nie zaszkodzi, a wrecz przeciwnie ja wzmocni. Qrde chcialabym miec taka mame ja Ty :):*:*

    OdpowiedzUsuń
  26. no,no.Nie wiem czy bym na to wpadła.
    mam nadzieję że zadziała ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Każdy ma swój sposób na wychowanie dziecka. Ja jestem wersją mamy Daisy. Kontrola, oko na dziecko, ale też nauka samodzielności. W sobotę rozmawiałam z sąsiadką, której córeczka ma 9 lat i też sama wychodzi na podwórko. Powiedziała mi, że pani pedagog w szkole zarzuciła jej złe wychowanie, gdyż dziecko jest za mało samodzielne. Bezradne przy podejmowaniu decyzji, bo zawsze mama robi to za nią. Miśka w przedszkolu jest może nie dominująca, ale skupia wokół siebie koleżanki. czasem nawet miewa kary za to, że była niegrzeczna, rozbrykana i nieposłuszna. Ale stosuje się do zakazów, np. doskonale zawsze pamięta, że tylko w piątek można wziąć ze sobą zabawkę. Zawsze jest to któryś z koni. Jakis czas temu wprowadziła modę na konie i wszystkie dziewczynki je przynosiły, by wspólnie chwalić się, która ma najpiękniejszego. Zgadziam się z Daisy. Poza tym teoria trudniej zostaje w głowie, niż praktyka. Poza tym na ławeczce to ja siedzę w parku, na placu zabaw, a w domu często się cieszę, że moge sobie na spokojnie posprzątać i mała nie depcze mi świeżo umytej podłogi. No i sąsiedzi siedzą na balkonach, ale w tamtym przypadku zawiedli. Fakt, że teraz zrobiłam sie jeszcze czujniejsza i non stop dyndam na balkonie. Jednak samodzielności uczyła ją będę nadal.

    OdpowiedzUsuń
  28. Athina
    Dziędobry.
    Przyszłam z wizytą po linkach od którejs z dziewczyn i pozwolisz, że zostanę? :-)
    Też byłam sama z dwójka dzieci(różnica wieku 2 lata) i robiłam dokładnie jak Ty.
    Łacznie z nasyłaniem znajomych, żeby sprawdzić czy otworzą drzwi obcemu czy nie.
    Bez wgledu na to jak pojmuję odpowiedzialność - bedąc samej ze wszystkim, nie da się być caly czas z dzieckiem. A pobyt na podwórku z mama i bez mamy to dwie rozne rzeczy i ten bez mamy należy do bezcennych doświadczeń.

    OdpowiedzUsuń
  29. Beata
    Nie pogniewaj się, ale chcę Ci zadać pytanie.
    Czy wychowywałaś samotnie dziecko przez parę lat?
    Pytam, bo nie wiem. Wchodzę na Twojego bloga od paru tygodni i nie przeczytałam archiwum. Mam nadzieję, że to nadrobię.:-)
    Pytam też dlatego, bo gdyby tak sie zdarzyło, że nie byłaś w takiej sytuacji jak Athina, to uważam, że takie stanowcze stwierdzenia, ze matka jak chce to znajdzie czas
    cóz to jest, wyjść z małym dzieckiem na podwórko, za rok, dwa będzie bardziej gotowe byc na nim samo jednak nie maja zastosowania w sytuacji Athiny.
    I tak samo uwazam, ze zycie kobiety samej wychowującej dzieci nie przystaje do zycia tej, która ma partnera, nawet jesli ten partner jest np. marzynarzem i wiecej go nie ma niz jest.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ruda, zgadzam się z Tobą, ale to już było wcześniej oczywiste:)))

    OdpowiedzUsuń