poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Serafinę wezwała natura!

W piątek rano Serafina obudziła mnie swoim mruczeniem, płaczem i w ogóle dziwnym zachowaniem. Przetarłam oczy, zwlekłam się z łóżka i podreptałam do kuchni. Nasypałam jej do miski suchego, nalałam swieżej wody, ale ona niespecjalnie była tym zainteresowana. Łasiła się do nóg od krzeseł i stołu. Wypuściłam psa i wróciłam do kuchni. Kota na mój widok padła do pozycji "czołgaj się", wypięła zad, ogon odgięła na bok i jęła przebierać tylnymi łapami mrucząc rozkosznie. Załapałam.
- Jak przyjdzie na nią czas, to zauważysz. - Przypomniały mi się słowa Szeherezady.
Rzeczywiście trudno to przeoczyć! Biedną Serafinę wezwała natura i czołga się od kilku dni w nadziei, że nagle wskoczy do domu samiec i ją weźmie, gotową.
Dziś w nocy przeszła samą siebie. Najpierw darła się od 23.00 do prawie pierwszej. Nerwowo już psikałam na nią, co w końcu poskutkowało i położyła się spać. O 2.30 akcja zaczęła się na nowo. Tym razem tarzała się po pokoju, zawodząc tak charakterystycznie, jakby dziecko płakało. Złapałam kapeć i cisnęłam w stronę, z której dochodził dźwięk. Zacichła na chwilę i przeniosła się do kuchni, by tam w spokoju oddawać się rozkoszom.
Ludzie, czy to długo potrwa? Mam zarwaną noc. Szczerze biedaczce współczuję, ale na razie nie mam kasy, by ją wysterylizować. Jednak gdy dostanę zwrot podatku, to to będzie pierwsza czynność, jaką zrobię, bo drugi raz tego nie zniEsę! Do tego zupełnie straciła apetyt, kryste!
APDEJT

W sobotę byłyśmy z Miśką na zaległej imprezie urodzinowej mojej chrześnicy. Zaczęła się o 15.00 w ogrodzie siostry. Dotarłyśmy na po szesnastej, bo dziecko ucięło sobie drzemkę. Przybyła również kuzynka - Monika z mężem - Jackiem, którego lubię najbardziej ze wszystkich swoich szwagrów. Do niedawna mieszkali w Anglii, ale tęsknota za ojczyzną wygrała.
W pewnym momencie do stołu podbiegła Miśka z fochem, że Julia wyzywa ją od małych smrodów.
- Ciocia pokaże ci, co masz zrobić. - Monika przyciągnęła Miśkę do siebie. - Te paluszki zaciśnij, a ten wystaw...
Dziecko w podskokach oddaliło się od nas. Po chwili z wrzaskiem przybiegła Julia.
- Ciociu, a Miśka pokazuje mi fakju!
- No i co narobiłaś?- Zwróciłam się do Moniki.
Teraz muszę tłumaczyć, że to brzydko, że tak nie wolno, srutu-tutu.

10 komentarzy:

  1. No ja nie chcę straszyć, ale może trwać do dwóch tygodni. Może, ale nie musi. Tak, że wiesz, zatyczki do uszu, kotę zamknąć w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu :-))) i jakoś przeżyjecie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede wszystkim w zamknietym, bo babcią zostaniesz. Kotki potrafią dac dyla nawet przez dziurkę od klucza ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Daisy, mam nadzieję, że u nas będzie tylko tydzień. Może jej waleriana żarcie pokropić, żeby zaczęła jeść?;>:))))

    Sze, pamietam, pamiętam i pilnuję jak oka w głowie, by okna zamykać:))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Problem polega na tym, że w miarę czasu odstępy pomiędzxy poszczególnymi rujami sa coraz krótsze i wreszcie jest to jedna nieustająca ruja

    OdpowiedzUsuń
  5. Lorenza, kryste, a tego to już wogle nie wiedziałam. Sterylizacja będzie na mur.

    OdpowiedzUsuń
  6. koło tygodnia.Żal koteczki sie wtedy robiiii no i niewyspanie ogólne jest.Tak,koteczka szparką ,kominem,dziurkąod klucza wyfrunie.
    przeżyliśmy to z Czarnuszką.
    Konieczna sterylizacja.
    No cóz.Wytrwania życzę bo koteczka biedna jest,oj biedna a jej mialki i ryki wkurwiaja ce są oj są:)

    OdpowiedzUsuń
  7. a co do fakju,kto uczy dziecka takiego czegos?
    chyba bym się wkurzyła i juz zareagowała przy stole.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, wkurzyłabym się za to fakju, oj wkurzyła.
    Bo teraz może być problem, no bo jak to? Ciocia (dorosła) nauczyła, a Mama zabrania bo brzydko. Miśce się w łepetynce pokręci :-(

    OdpowiedzUsuń
  9. No. To może zapomniała, jak ten hawajski znak szczęścia wygląda :-)))

    OdpowiedzUsuń