piątek, 3 kwietnia 2009

Serafina nie zaciska pasa!

Budżet domowy o tej porze, bo przed wypłatą, jest mocno nadszarpnięty i już siedzę w kieszeniu ojców. Do tego odpadły mi dziś korki, gdyż uczennica ma ważne sprawy. Zawsze tak jest, że jak na coś liczę, to nie wypala.
Lodówka pustkami nie świeci, ale jaśnie państwo - zwierzyna zajrzała do misek i na widok suchej karmy prychnęła oddalając się od nich, niczym od parcha.
Mijo fakt ów znosi spokojnie. Położył się pod krzesłem u moich stóp i śpi. Serafina zaś łazi po domu i drze mordę. "Głodna jestem, nie zapomniałaś o czymś?" Biorę ją na ręce, zanoszę do michy. "Tutaj jest twoje żarcie." Wzdycha, ucieka, ale na każdy ruch w kuchni przybiega z krzykiem, bo a nuż zmieniłam zdanie i wytaszczę z lodówki jakiś smakowity kąsek. Zwykle tak bywa, ale nie dziś, niestety. Dialog, jaki z nią prowadzę wygląda tak:
- Miau
- Nie mam nic innego.
- Miaaauuuu.
- Tutaj masz, zobacz.
- Łaaaaaauuuuuu!
I tak to zeżre, ale w nocy, jak nikt nie będzie widział. Na razie musi odegrać swój teatrzyk biednego, głodzonego kota. Pewnie jeszcze mnie ugryzie, jak będę chciała ją pogłaskać. Tak, żebym nie zapominała o swojej podłości.
Tymczasem idę sprzątnąć kibel, bo z tej złości tak roztrzepała piach, że wylega prawie na przedpokój.

4 komentarze:

  1. Hehehe:))) Kotowate fajne są:) Nasze wprawdzie nauczone, że na co dzień suche jest, a od święta mokre i smakołyki, Tośka przyjęła do wiadomości i nie żebrze, ale Figurka - naiwny kotecek - zjawia się w kuchni za każdym razem kiedy ktoś się w niej krząta, z nadzieją, że oto właśnie dziś święto;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehehe. Coś jak Miaurycy o 7 rano. Mraaauuuu, mraauuuu, jeść kobieto dawaj zaraz :-)))
    I ja zaspana ledwo do kuchni lezę, oczywiście w misce SUCHE stoi. Kotecka w zęby kłuje.Fuj, niedobre suche.

    Owszem, zje, ale też po kryjomu :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasik, to moja zdecydowanie Figurkowata jest. Żebranie można jej wpisać w papiery, jako zawód!

    Daisy - Na całe (!!!) szczęście Serafina mnie nie budzi. Ale z tym suchym to rzeczywiście, oj, kłuje w ząbki przestrasznie! Hihihi!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezłe są te koty!!! My też tutaj mamy w hotelu jednego, który nazywa się Aspruli, ale jest cały czas barwy szarawej, bo wiecznie się gdzieś włóczy, ale codziennie jest w kuchni, bo wie, że coś mu skapnie.A waleczny jest jak nie wiem co! Żaden pies mu nie podskoczy.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń