sobota, 4 kwietnia 2009

Legnickie płuca - wiosenne westchnienia.

Mamma mija zadzwoniła do mnie około dziesiątej z pytaniem gdzie sie podziewam.
- Jak to gdzie? - Zapytałam ironicznie, - zupełnie jak ty, od siódmej rano szlajam sie po dyskotekach, a co?
- Ha,ha,ha, bo chciałam zajrzeć do Kauflandu, czy już mają kaczki na święta.
- Mamo, w poniedziałek pojedziemy. Robię porządki, okna myję i spieszę się, by wyjść na ten piękny świat. - Odpowiedziałam mieszając wsypaną kaszę do krupniku. - Przyjadę do ciebie około trzeciej, po spacerze z Miśką.
Dusza rwała się do ucieczki z domu, bo upał otulił miasto. Ptaki darły się od rana, a wraz z nimi Serafina z nosem przyklejonym do szyby. Biedna kota, ale jeszcze trochę, za kilka dni ją wysterylizuję i będzie mogła chodzić na spacery.
Miśka wróciła z podwórka uszlajana jak święta ziemia. Dwie godziny jej nie było, a wyglądała tak, jakby przez cały dzień kulała się po żwirze. Na wiadomość o spacerze klasnęła w rączki:
- Mamusiu, taki piękny dzień się zapowiada, czy ubierzesz mi kręcącą sukieneczkę? - To dziecko nie lubi spodni. Spodnie są durne, brzydkie i się nie kręcą. Należało wystroić damę.
Poszłyśmy do parku, miejsca dla mnie wyjątkowego. Bowiem w nim spędziłam moje dzieciństwo oraz młodość. Tutaj ścigałam się na rowerze, wrotkach, prowadziłam chodzącą ruską lalkę na spacer. Tutaj też po raz pierwszy całowałam się z chłopakiem i wracałam do domu z duszą na ramieniu, czy aby tego pocałunku nie widać, bo co powiedzą rodzice. Miałam autentycznego moralniaka i obiecywałam sobie, że ja to pierdolę, ja nie lubię się tak bać...


Mijo biegał bez smyczy, przez co rozglądałam się trwożnie, czy aby nie nadciąga straż miejska. Jak widać inni też mają to gdzieś. A Miśka jest psią oraz kocią mamą, ile muszę się natłumaczyć, żeby nie głaskała obcych psów zwłaszcza.


Mamo, podsadź mnie na ten statek!


- Czy ja mogłabym się wespnąć na tą górę? - Zapytała.
- Ale tam malutkie listeczki wyrastają z ziemi, podepczesz i nie urosną. - Odpowiedziałam.
- A, no tak, to zrób mi tu zdjęcie.


Poszłyśmy do rodziców. Mamma mija podłączała antenę pod mały telewizor w jej pokoju, bo duży właśnie podziękował za współpracę.
- Tatuś są? - Zapytałam.
- Zdychają u siebie. Dobrze mu tak. - Popatrzyła na mnie znacząco.
Zajrzałam do niego, siedział cichutki na kanapie, obok niego aparat do mierzenia ciśnienia, a pod nogami wiadro.
- Tak źle? - Zapytałam.
- Łojezu - Pokręcił głową.
- Co ci się stało dziadek? Masz wirusa? - Zapytała Miśka, lecz dziadek nie bardzo miał siłę na dyskusję.
- Tak, dziadek ma takiego wirusa jak ty, tylko ty robiłaś dużo kup, a dziadek wymiotuje. - Zabrałam dziecko do matki pokoju.
- A trza było tyle chlać? - Uśmiechnęła się szelmowsko.
- Oj, nic w tobie współczucia. Jesteś okrutna. - Powiedziałam zaczepnie.
- A tak, właśnie tak! - Nie dała się matka.
Wiosno, wiosno trwaj!

9 komentarzy:

  1. Uuuu, wirus poważka ;-)
    A Ty nie pamietasz, że spódnica musi się kręcić inaczej jest nieważna?

    OdpowiedzUsuń
  2. Heheheh biedny Tatko, ze tez ten "wirus" nie przeszedl na kogos innego :D
    Widze, ze u Was juz piekna wiosna sie zaczela na calego.

    OdpowiedzUsuń
  3. wiosna zajeboska, sasiad mnie na naprawianie BMW'cy zaprosil, tylko abym mu olej wymienil... skonczylo sie na tym ze olej zmieniony, paski pozmieniane, i swiece tez sie zmienily, a bylo tak cieplo ze hmm bosze jak Piwo znowu smakuje ???

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrówka dla Tatusia :-)))
    Miśka śliczna i jakie ma gustowne rajstopki!
    Na pocieszenie Ci Athina powiem,że też uwielbiałam kręcące spódniczki. Do czasu. A później mi przeszło. Chociaż jak patrzę na Miśkę, to lepiej, żeby jej nie przechodziło, bo zapowiada się, że będzie szczęśliwą posiadaczką nóg, które kończą się w okolicach szyi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jak Daisy, tez wyroslam z krecacych spodniczek prosto w portki:)) Miska niech jednak zostanie dama. No trzeba jakas dame miec na stanie, a Ona taka sliczna.
    Biedny Tatus.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tatusiowy wirus dzisiaj trochę odpuścił. Zaraza się przyplątała, no.

    Daisy, tfu, tfu, ja mam nadzieję, że będzie właśnie tak, jak mówisz:)))

    Stardust - :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Athina, Mijo to ten w łaty? No to Ci powiem, że moja Mama będąc dzieckiem miała bardzo podobnego psa. Pies nazywał się Bukiet i dożył sędziwego wieku 23 lat :-)))

    Mijo świetny jest - a jakie ma futro!

    OdpowiedzUsuń
  8. jakie Miśka ma baleriny przecudne..!

    OdpowiedzUsuń
  9. Daisy - łomatko, 23 lat? To jakiś rekord. Kryste, zatkało mnie.

    Basiu - ale jaka była kłótnia, że one nie mają obcasu :D:)))

    OdpowiedzUsuń