sobota, 11 kwietnia 2009

Gdzie miejsce prababci?

- Ty też jedziesz na cmentarz? - Zapytałam ojca z lekkim wyrzutem wręcz.
- A co, mam tam hausferbot?! - Odfuknął i wszedł do łazienki. Wbiłam w matkę upierdliwy wzrok. Wzruszyła ramionami, rozłozyła ręce i się zmarszczyła.
- Dopiero przyszedł, gdybyś przyjechała pięć minut temu... - Jaga zaczęła skrzeczeć mi do ucha.
- Dobra, ciotka, przeżyjemy. - Nie umiałam ukryć zniecierpliwienia. Wątroba mi gnije od wczoraj i jeszcze mi tatuś potrzebny na cmentarzu. Zwłaszcza w stanie powirusowego, ogólnego zapalenia organizmu, leczonego na ten czas środkiem, który ów wirus wywołał.
Pojechaliśmy. Po drodze dostałam kilka wskazówek, jak powinnam prowadzić auto, bo jadę za wolno. On tutaj gna stówą i nikt mu nie podskoczy, a ja się ślimaczę... Razdwatrzycztery. Obruszył się na ripostę, że niech sobie gna, bo jakby co, to ja egzamin ponownie zdam, on nie. No i ja wiozę dziecko z tyłu, toteż se będę jechała przepisowo, gdyż na to akurat mnie stać! Nienawidzę rad tatusia, kiedy siedzę za kierownicą. Jestem czynnym kierowcą od 12 lat, przejechałam pół Europy i moi pasażerowie nie wciskają nerwowo niewidzialnego pedału hamulca, nie przebierają nerwowo rękami, nie "ojezusiają" i nie zasłaniają oczu.
Pod cmentarzem tatuś wysiedli z auta z ostetntacyjnym fochem na licu, ruszyli przodem jak Turek, a za nim kobiety. Szturchałyśmy się wrednie, dając przy tym popis pantomimy.
Miśka zawsze sztamę trzyma z nami, toteż uwiesiła się na mojej lewej ręce i trajkotała swoje. A ja sobie patrzę, patrzę - tak, tak. A ja sobie dumam, dumam - ach, ach! Naprawdę czasem tak wygląda mój dialog z dzieckiem... Nawet komputer kiedyś tam zastyga, a tu bez przerwy "Mimimipipipidididi".
Doszliśmy do grobu, nad którym tatuś od zawsze popadają w głęboką zadumę, a od 2002 roku miotają nim jeszcze uczucia niezrozumienia i buntu.
W 1971 roku został tam pochowany mój dziadek, który targnął się na swoje życie na wieść, że oto jego żona odchodzi odeń do innego. Trzy lata później ten sam los, dokładnie taki sam, tylko za sprawą innej kobiety, pochował przy dziadku najstarszego brata ojca.
W 2002 roku umarł drugi mąż babci. Babcia chyba pokierowała się wygodą, bo inaczej za diabła nie umiem sobie tego wytłumaczyć, pochowała swojego drugiego męża z pierwszym i synem w jednym grobowcu. Protesty obu rodzin skwitowała: "Za życia był mój i po śmierci też jest."
Tatuś dzisiaj usiedli na ławeczce i rzekli do Miśki:
- Tutaj śpi twój wujek, pradziadek i pradziadka przydupas. - Upadłam pod ławkę, bezszelestnie, aby Miśka nie zapamiętała tego, jako coś ważnego. Nakryły mnie dwa inne ciała, matki i Jagi. - Zaraz ci dziadek pokaże, gdzie prababcia zrobiła dla siebie miejsce. - Nachylił się, by wbić jajco na kiju w ziemię doniczki...
-...O, tutaj! - Pochylił się nad grobem drugiego brata. - Ale wnusiu, jeżeli ją przeżyję, to pochowam ją z jej chłopami, za karę. Tam jest jej miejsce. - Zwęził oczy w charakterystyczne szparki i dumnie przyglądał się naszemu pokładaniu się po ziemi. Miśka zaś przestawiała znicze odpowiając dziadkowi: tak, tak - ach, ach...
Apdejt
Kilka dni wcześniej, przy okazji sprzątania grobów, zajrzałyśmy z matką do Wiery. Kto widział "Małą Moskwę" ten wie, o kogo chodzi.

24 komentarze:

  1. a w rodzinie mojego taty wszystkie chlopy mialy po dwie zony...zapytalam dlaczego seniora rodu, jakiegos wujka lat 86.
    A bo, dziecko, my duze kuśki mamy i kobity wykanczmy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihihi:)) Dowcipny senior. Fakt, duża kuśka, big problem. Przynajmniej dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Babcia stanowcza kobieta :-) Ale widze oczami duszy jak w tym grobowcu musza sie po gebach lac, Dziadek z Przydupasem :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Daisy, stąd tatusiowa obietnica, że wola babci mu lata i położy ją z jej facetami:))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja babcia też dwóch mężów miała. Pierwszy starszy o 16 lat, a drugi młodszy o osiem. Z pierwszym mężem pobrała się, bo rodzice jej kazali, za drugiego wyszła z miłości. I dlatego kazała się w grobie położyć u boku drugiego męża a mojego Dziadka :-) I żadnych burd i kłótni nie ma :-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Daisy, :))) I tu sprawa jest jasna oraz zrozumiała. Wiesz, ojciec się odgraża, chrzani, ale jak przyjdzie co do czego, to i tak będzie po naszemu:) Tylko jemu się wydaje, że rządzi. Tak naprawdę rządzimy my, kobiety. To taki facet-dziecko, bezpośredni do bólu, ubaw mamy z niego wielki.
    Burd i kłótni z powodu decyzji babci nie ma. Szanujemy się, a ojciec po prostu musi sobie pogdakać:))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nieeee, Athina! Ja nie mówię o Twoim Tacie!
    Ja mówiłam o potencjalnych kłótniach dwóch nieżyjących mężów mojej Babci, gdyby im przyszło w jednym grobowcu z Babcią leżeć :-)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Az strach pomyslec z kim mogliby mnie pochowac:))) Dobrze, ze wiedza, ze mnie trzeba spalic, popiol wsypac w fajerwerki i wystrzelic nad oceanem. No!

    OdpowiedzUsuń
  9. Stardust, fajerwerki mię osłabiły :-)))
    Ale rozumiem. Bo na moim pogrzebie zażyczyłam sobie dwóch utworów na orkiestrę.
    Uwertury z "Wilhelma Tella" mistrza Giacomo Rossini, a na zakończenie - Marsza Radetzky'ego :-)))

    Już widzę jak żałobnicy ćwiczebnym kłusem lecą z trumienką :-))))
    Buehehehehe

    OdpowiedzUsuń
  10. Tu linka do uwertury, ale pewnie wiecie o co mi chodziło :-)))

    http://tinyurl.com/clufnx

    OdpowiedzUsuń
  11. a tu marsz Radetzkyego:
    http://www.youtube.com/watch?v=Zda6aAvvzh4

    OdpowiedzUsuń
  12. Athina, a Ty gdzieś się podziała z tym spirtem?!

    OdpowiedzUsuń
  13. Stardust, Ty masz sprawę załatwioną, wystrzelą Cię...A można se tak na oceanie rozsypac? Bo ja na mojej złośliwej Kaczawie nie mam szans. I niech grają sobie choćby "Biełyje rozy", ale niech pomną miłość, którą im wszystkim hojnie podaję na tacy oraz nie wypominają wkurwów siarczystych, bo one wpisane w me papiery są od dziejów zarania.;))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwerturów i marszów słuchała nie będę, bom się napiła i ryczę, i ryczę, i kurwa ryczę. Może o tym napiszę, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Lorenza, jestem, telefon mialam, dostałam. A buuuu. Idę się do Ciebie napić.

    OdpowiedzUsuń
  16. Daisy, ja kumam, ale wyjaśnienie musi byc, bo Ty od niedawna i tatusia jeszcze nie znasz...:))))

    OdpowiedzUsuń
  17. Przecież Twój blog przeczytałam :-)))
    I wielbię Twego Ojca za wielopiętrowe wiązanki :-)))
    Znam Ojczulka, znam :-))))

    OdpowiedzUsuń
  18. No wiesz. Ryk czsem pomaga. Napisać też. To zależy. Idę po coś słodkiego.

    OdpowiedzUsuń
  19. Daisy, a to Ty juz w rodzinie:))) Ochrzczona znaczy, hihi.

    Lorenza, podżeram cisto z kaszy manny i leję sie po łapach.

    OdpowiedzUsuń
  20. no tak.Ty o grobach,ja o grobach.Coś kurna ta Wielkanoc ,Święto Zmarłych przypomina;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tuv, aż boję sie komentować...

    OdpowiedzUsuń
  22. no nie ukrywam iż u Ciebie zabawniej:)
    uśmiałam się przydupasa:)

    OdpowiedzUsuń
  23. posłuchałam sobie Johana, czy jak mu tam było?

    jedza dziadek z babcia z jednej miski, jedzą, a dziadek co pewien czas babcie pac po głowie łyzką. Jedza, jedzą i pac!
    Co ty stary mnie tak walisz łyzka po głowie? pyta babcia. A bo jak sobie przypomnę, żem cie niecnotę wziął to mnie cholera bierze.

    OdpowiedzUsuń
  24. A mnie się rozumowanie Pana Taty bardzo podoba :>
    Zdechłam ze śmiechu, jak na bieżąco słuchałam, to teraz co więcej mogę powiedzieć?

    OdpowiedzUsuń