piątek, 6 marca 2009

trzeci września

Mały przedszkolak ochoczo wstał skoro świt o siódmej, przekąsił pół parówki,(bo ja będę jadła w przedszkolu), umył ząbki, bez kłótni ubrał to, co ja chciałam, zapakował do plecaka piżamkę, a do worka tenisówki i:- No, chodź juś idziemy, bo tam w psiećkolu ciekają – powiedziała patrząc na mnie z ukosa.Maszerowała trzymając mnie za rękę i zadawała trzysta pytań na sekundę.A czy tam jest dużo dzieci? A czy ja będę tam spała? Tak? A ty? A przyjdziesz po mnie? I tam jest pani? I dużo zabawek?- O, jest! Znalazłam moje psiećkole! – Wykrzyknęła radośnie, gdy zza krzewów wyłonił się kolorowy płot, który Misia już zna, bo chodziła tam odbierać kuzynostwo.Weszłyśmy do środka, spojrzałam na listę. Jest. Łzy napłynęły mi do oczu. W szatni odnalazłam jej szafkę z kwiatuszkiem. Znów zakręciła się łza. Przebrała buciki siaaama.I poszłyśmy przez korytarz do Sali. Istne królestwo skrzatów. Sama bym się tam pobawiła. A Miśka stanęła w progu i:- Ja nie chcę!!! – Rozryczała się i zaczęła zwiewać przez korytarz. Pobiegłam za nią szczając oczami. Na nic zdały się tłumaczenia, że mamusia musi iść, że inne mamusie też poszły, że dzisiaj mamusia ma wolne i szybko wróci, że idzie tylko po zakupy. Ona idzie ze mną!Niestety, trzeba było wykonać plan B. Pani wzięła Miśkę na ręce, zaniosła do Sali i zamknęła drzwi.Stałam za nimi i dalej szczałam oczami, a kiedy przestała krzyczeć, poszłam zgarbiona z obolałą duszą.Ale taki straszny był tylko ten pierwszy dzień:) athina 2007-09-05 16:56:31skomentuj (3)

do chojnowa

- Proszę zacząć się pakować, bo od poniedziałku będzie pani urzędowała w Chojnowie – powiedział dzisiaj mój starszy prezes. Udałam, że informacja ta nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, a gdy tylko zniknął w swoim gabinecie odtańczyłam taniec bejsbolisty dookoła biurka. Jes, nareszcie!- O rany, my się tutaj za tobą zapłaczemy – westchnęła kierowniczka biura zarządu. – Zostań u nas, nie idź tam – dodała z szelmowskim uśmieszkiem.Wyjcie, rwijcie włosy z głowy, albo się cieszcie, róbta co chceta, ja się pakuję!Ja mam dość, ja menciona jestem, ja jaaadę, ja…Po czterech dniach abstynencji zapaliłam papierosa. A tam, rzucę, bo szło mi całkiem nieźle. A dzisiaj tak wyjątkowo, no, okazjonalnie.Miłego weekendu Wam życzę.athina 2007-09-07 13:06:09skomentuj (9)

Niech pan szuka dalej!

Jeszcze niedawno moja kuzynka chodziła lekko podłamana, bo wydawało jej się, że zaszła w ciążę.- A test robiłaś? Zapytałam.- Taaak, wynik negatywny, ale jak byłam w ciąży z synem, też wyszedł negatywny. Drugi miesiąc nie mam okresu.- To nie choroba, trzeba się cieszyć – skwitowałam.- Tak, cieszyć, dopiero zaczęłam pracować. Jutro idę do lekarza.Poszła kuzynka do lekarza, a rozmowa wyglądała mniej więcej tak:- Dzień dobry, co dolega? – Zapytał doktór.- Przyszłam założyć kartę ciążową.- No to proszę na fotel.Wgramoliła się kuzynka na samolocik, ułożyła wygodnie, nogi też.Doktór jął jeździć po jej brzuchu przyrządem do USG i skonstatował, że trzeba od środka, bo tu nic nie widać.Szukał jakieś pięć minut i z pewnością w głosie rzekł, że tu nic nie ma.Kuzynka złapała go za rękę i desperacko wycedziła:- Niech pan szuka dalej!- No, chyba w kieszeniach, proszę pani. – Odparł doktór i tym samym przekonał kuzynkę, że jeszcze nie zostanie po raz drugi matką.Tego samego dnia wieczorem kuzynka dostała okres, a moja siostra wyrechotała:- Chyba ci odpowiedniego przyrządu brakowało.athina 2007-09-11 12:10:03skomentuj (2)

Dla Sze

Sze ostatnio prosiła mnie o jakieś nowe anegdoty z moim tatą w roli głównej, bo po prostu gościa lubi. Ale na najnowsze musi jeszcze poczekać, gdyż rodzice właśnie wrócili z urlopu i jeszcze się nie widzieliśmy, a nie wątpię, że jakieś przygody mieli. Mam za to w rękawie anegdotę sprzed dziewięciu lat, którą dotąd wspominamy z mamą i siostrą przy okazji rodzinnych biesiad.Przyjechałam wówczas z Niemiec jako świeżo upieczona mężatka i musiałam gnać do Wrocławia po wizę na trzy miesiące o nazwie familiencuzamenfirung. Poprosiłam o towarzystwo mamę, żeby mi raźniej było. A tato na to, że on też, a co!- Ale kup mi ćwiartkę na drogę, bo muszę oblać twój przyjazd – rzekł tato, po kilkumiesięcznej abstynencji całkowitej, bo w tym czasie pracował jednocześnie jako stróż oraz dekarz i chłopina nawet nie miał czasu robaka zalać.Po złożeniu odpowiednich dokumentów okazało się, że na wizę muszę poczekać trzy godziny, poszliśmy zatem zwiedzać miasto. Tatuś w tym czasie kazał zaopatrzyć się w browarek, bo nie będzie chodził z pustą ręką.Na Świdnickiej, podszedł do niego młody hipis i rzekł:- Przepraszam, czy mógłby mnie pan papierosem potegować?Matka jak to usłyszała, ścisnęła mnie za rękę i poprowadziła do najbliższej wystawy sklepowej - udajemy, że go nie znamy - szepnęła.- Jak ja cię ku.. zaraz poteguję, ty nierobie je…! Ja na dwa etaty zapie…!Młody hipis obrócił się na pięcie i ruszył z trójki, po trzech krokach włączył czwórkę, bo wiązanka leciała dalej. Ojciec zreflektował się, że my stoimy, podszedł do nas i wciąż pomścił tak, że z pewnością słyszeli go sprzedawcy w sklepach.- Ja bym mu dał – powiedział ciszej jak już trzy razy powtórzył wiązankę – ale podchodzi łachudra z kołtunami na łbie, kolczykiem w nosie i mówi jak do kolegi „potegował”? Cwel jakiś, czy co? Idź mi, dziecko kup piwo, bo tak mnie wku…, że hej! athina 2007-09-13 14:10:52skomentuj (3)

Popsute auta i pochujone kaczki

- Niestety, na jakiś czas muszę pani zabrać samochód służbowy, bo potrzebny jest w nocy, ale niedługo ma być jeszcze jeden. – Zakatrupił mnie wczoraj prezes.- Ja nie zdążę po dziecko!- To ja panią zawiozę.- I siostrę też, (bo pracuje u nas).- Jasne.Miśka wyskoczyła z przedszkola i popędziła do obcej białej półciężarówki, bo prawie taka sama jak jej.- Nie, Misiaczku, idziemy na nóżkach. – Powiedziałam do zdezorientowanego dziecka.- Ale ja chcę naszym autkiem jeeeecccchhhhaaaaać! – Biedne dziecko.- Nasze się popsuło, pan musi naprawić – bo co miałam powiedzieć?Przez całą drogę męczyła mnie, że nóżki bolą, że ona chce do autka, że taksówkę, że… I tu sobie przypomniała.- A nasze autko u dziadka?????- Też jest popsute, „bo mamusia nie ma na razie forsy, by przerejestrować i opłacić OCE!”, ale pan niedługo naprawi.- Wszystko zepsute – powiedziała pod nosem i zaczęła podśpiewywać – zepsuteee, zepsute, ze….Rano z siostrą pokornie wsiadłyśmy do BUSa i jęłyśmy wspominać dobre czasy, kiedy się woziło dupska.- Ty, zadzwoń do ojca, on po nas przyjedzie przecież – siostrze zaświeciły się oczy.- Masz telefon i dzwoń.- Tato, przyjedź po nas, proszę. Przyjedziesz? Super, dzięki. Co? Dobra, a popieczone? Hahahaha! O, to dobrze, że oskubane chociaż. To na razie.- Co oskubane? – Zapytałam.- Powiedział, że mamy po pracy przyjechać do nich po kaczki, to zapytałam czy popieczone, a on na to, że pochujone i od razu z nadzieniem. Ale mama oskubała chociaż.Teraz obmyślamy plan, jak przekonać ojca, żeby uznał, iż wożenie nas rano do pracy jest absolutnie konieczne.athina 2007-09-26 12:00:05skomentuj (8)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz