piątek, 6 marca 2009

serce

Przez ostatnie dwa miesiące żyłam obok siebie. Z jednej strony nie wierzyłam, że Miśka może mieć wadę serca, z drugiej srałam w gacie ze strachu, że ją ma.- To może być tylko mały ubytek w zastawce, bo dziecko nie sinieje,- powiedziała pani kardiolog w klinice we Wrocławiu. – Ale na pewno nie jest to niewinny szmer, proszę pani. Siedemnastego stycznia zrobimy USG serca. – Wpisała w kartę, że podejrzewa wadę serca i powiedziała do widzenia.Miałam przed sobą cały miesiąc strachu, rozterek, domysłów. I jeszcze te cholerne Święta, podczas których każdy jest taki dobry, współczujący. Same aniołki do mnie dzwoniły, „biedna dziecinka, może będzie dobrze, nie martw się.” Ileż „pocieszenia” w jednym zdaniu, biedna dziecinka, potem to – może(!) będzie dobrze i nie martw się!Wigilię spędziłam sama z Miśką i dziadkiem. Nie chciało mi się nigdzie iść. Posprzątałam po kolacji, która trwała 45 minut, bo siostra spieszyła się do rodziców, kuzynka do teściów. Łzy kapały do zlewu wraz ze spływającą tam wodą. Co za dziwny wieczór, niby piękny, a serca łamiący. Żałosny.Miśkę najbardziej fascynowała choinka, a jeszcze bardziej świecidełka, które ściągała z dolnych gałęzi. Trzeba było przewieszać wszystko wyżej i przed Trzema Królami drzewko przyozdobione było już tylko od połowy wzwyż.Nowy Rok niczego nie zmienił, nie uciszył strachu. Wręcz przeciwnie, im bardziej zbliżał się termin USG, tym częściej miałam ochotę schować się do szafy. Chuchałam i dmuchałam na dziecko. Tuliłam, całowałam i się modliłam. A Miśka wykorzystywała to z dziką rozkoszą, terroryzm rósł. Jakoś wcale mi to nie przeszkadzało, miałam dla niej wiele czasu, bo minuta bezczynności była wiecznością myśli.- Nie sądzę aby udało nam się zrobić USG za jednym zamachem u tak małego dziecka – powiedziała pani doktor. – Badanie trwa od 10 do 15 minut, dzieci nie potrafią przez tak długi czas leżeć spokojnie, a nie powinny się ruszać, bo od tego zależy powodzenie badania.Jednak Miśka dała się zbadać. Z ciekawością przyglądała się aparatowi ślizgającemu się po jej klatce piersiowej. Czasem się uśmiechała, czasem krzywiła, ale była nadzwyczaj dzielna.Wciśnięto mi w rękę wynik badania.- I co?- Proszę z tym teraz iść na parter do poradni kardiologicznej, tam pani wszystko wyjaśnią.Trzęsłam się. Odczytałam pomiary serca, nic mi nie mówiące i coś tam o strunie rzekomej. Co to jest ta struna?- To taka struna, która sobie dźwięczy – oświadczyła lekarz kardiolog. – Dziecko nie ma żadnej wady serca!Siedemnastego stycznia zaczął się dla mnie Nowy, Lepszy Rok. Zaczął się od łez, tym razem radości.Znacie program „Jaka to melodia”? To ulubiona pozycja Miśki w TVP. Moje dziecko kiwa się w takt śpiewanych piosenek i jak zahipnotyzowane wlepia oczka w ekran.- Jaka ona muzykalna, ma to po cioci – powiedziała kuzynka.- Ta, nawet serce jej gra. To na pewno jakiś znak!athina 2005-02-09 11:01:21skomentuj (8)

misia

Dawno nie widzieliście Miśki, nie? Nie mam na razie możliwości zamieszczenia jej zdjęcia, ale coś wykombinuję. Przez ostatnie pięć miesięcy moje dziecko zrobiło ogromne postępy w rozwoju. Zaiwania na czterech jak mały samochodzik, na dwóch tylko wtedy, gdy trzyma się ją za rękę, bądź gdy podpiera się o sprzęty. Jeszcze się boi, zauważyłam, że jest bardzo ostrożna.Najbardziej lubi robić kipisz w kuchennych szafkach, a jak przez naszą nieuwagę dopadnie mąkę lub kaszę, to raj na ziemi, a dla mnie gehenna. Słodko wygląda taki maluch wspinający się na palcach by zajrzeć do wanny, do której wlewa się wodę na kąpiel. Piszczy przy tym przeokropnie, bo zawsze wie, że ta woda leje się dla niej. Mało mówi, to znaczy gada jak najęta, ale po swojemu. „Mama, baba, nie, da(daj)” to wszystko, co jestem w stanie zrozumieć. Zwracam się do niej pełnymi zdaniami, żadnych skrótów, to potem zaowocuje, jak powiedziała mi pewna znajoma lekarka.Ostatnio powaliła nas na łopatki. Kuzynka zrobiła swojemu synowi kanapkę z ogórkiem. Miśka, siedząc właśnie u mnie na kolanach wskazała paluszkiem kromkę i krzyknęła „mniam, mniam!” Natychmiast zrobiłam jej taką samą kanapkę, którą spałaszowała mieląc ją swoimi, już czternastoma zębami. To „mniam, mniam” słyszała przy każdej okazji jedzenia od babci Kinga i chyba tak bardzo chciała się jasno wyrazić, że mniam, mniam w jej mniemaniu musiałam zrozumieć.Uwielbia słone paluszki, tak długo się o nie upomina, póki nie zobaczy pustej paczki. Artur, syn kuzynki sięga po nie całymi garściami w obawie, by dla niego starczyło.Starałam się nie dawać jej słodyczy, cukier w mleku, kaszkach pszenno-mlecznych, jogurtach, owocach jej wystarczał. Siostra i kuzynka kilkakrotnie dawały jej po kryjomu czekoladę, ale Miśka jej nie znała i krzywiąc się wypluwała. Do czasu. Ostatnio, gdy wróciłam z zakupów i zobaczyłam Miśkę rozkoszującą się całym ciałem smakiem czekolady zrozumiałam, że już wie, co to jest niebo w gębie. Ciocia o to zadbała. Ciocia i czteroletni Arturek, którym najwyraźniej radość sprawił widok małego „murzynka”.Arturek, wyrywając jej z rąk każdą zabawkę, jaką wzięła rozbudził w niej instynkt obronny. Teraz głośno daje mu do zrozumienia, że się na to nie godzi i czasem go za to zdzieli, a nawet ugryzie! Za to wspaniale dogaduje się z córką mojej siostry, Julką. Piszczy radośnie, gdy ta przyjdzie do nas w odwiedziny.Jest bardzo radosnym dzieckiem, nie marudzi bez powodu, ale czasem próbuje rządzić. Kilkakrotnie robiła mi sceny, gdy wyciągnęłam ją z wanny. Wymachiwała kończynami i darła się w niebogłosy. Jak zareagować, myślałam? Wszystko, co przyszło mi do głowy, to spokojnie dalej ją ubierać i nie wdawać się w tę kłótnię. Żal mi jej było jak cholera, ale wsadzenie jej z powrotem do wanny byłoby porażką na całej linii, a i tak w wielu sprawach jej ustępuję.Mimo to dziadek kiedyś powiedział: „Ja jeszcze nie widział takiego spokojnego dziecka.” Chodziło mu o to, że Misia potrafi zająć się sobą. Ona nigdy się nie nudzi. Zwiedzanie domu, zaglądanie za kanapę, do szafy lub oglądanie świata przez balkonowe drzwi to dla niej wielka przygoda.To nie do wiary, że jeszcze we Włoszech była tak absorbującym dzieckiem. Do nikogo nie chciała pójść na ręce, a dziś? Jak to się mówi, mam cygańskie dziecko. Nikogo się nie boi. Kocha zwierzaki! Oczywiście swoją miłość okazuje tarmoszeniem tych stworzeń za uszy, ogony i wsadzaniem paluszków do oczu, ale mnie też tak traktuje i jestem pewna, że właśnie w ten sposób mówi: „O, jeny, jak ja cię uwielbiam.”Najbardziej fascynuje ją pies sąsiada, nadrozmiarowy bernardyn, którego ogon jest dłuższy niż ona, a łapa odbiłaby ślad na całej jej twarzy. Ten osobnik wywołuje w niej ekstazę oraz wybuchy euforii, które słyszy całe osiedle. Gadamy z nim przez płot, a jak Benek ma dobry humor, to skacze na płot i bez wysiłku oraz wspinania się na „palce” liże mnie po gębie. No bydle.Miśka ma też nieprzeciętny apetyt, rany, jak ona kocha jeść. Ostatnio nawsuwała się z dziadkiem jego wynalazków gotowanych na smalcu. Fuj! Ale z cudzej michy jakoś lepiej smakuje, no nie? Dziadka pokój to w ogóle dla Miśki jakieś sanktuarium, zupełnie nie przeszkadza jej dominująca tam woń cebuli, czosnku i starczych wyziewów, a może starcze wyziewy to właśnie zapach cebuli i czosnku? Otwiera szafki, wyciąga jego śrubki, kabelki, a najbardziej lubi czapkę górniczą oraz pilota telewizyjnego.Ostatnio zaczęła ufać swoim umiejętnościom utrzymania równowagi (notkę piszę od dwóch tygodni), stoi jak struna i bez trzymanki, gdy się na tym koncentruje. A gdy coś odwróci jej uwagę potrafi zrobić krok w nieznanym i nieprzemyślanym kierunku. Czasem kończy się to guzem na czole, który mnie chyba boli bardziej niż ją.Oto nasza Miśka dzisiaj. Przesyła całusy wszystkim ciotkom i wujkom, oraz dziękuje za pamięć:)athina 2005-02-14 12:42:37skomentuj (5)

lotto

Heniek zerwał się w środku nocy i począł powtarzać cyfry: 7, 15, 22, 38, 39, 43. Jak oparzony wyskoczył z łóżka, zaświecił światło i panicznie rozglądał się za kartką papieru i czymś do pisania. Pod stołem znalazł szminkę do ust, którą zgubiła jego żona gdy przed miesiącem wyprowadzała się z domu, a na kanapie nie opłacony rachunek telefoniczny.- Siedem, piętnaście… Na rany, jeśli to jakiś proroczy sen, to nareszcie skończą się moje problemy. – Pomyślał zapisując liczby. Bezładnie opadł na kanapę, trzęsącymi się rękoma zapalił peta wygrzebanego z przesypującej się popielniczki i sięgnął po niedopitego drinka. Bolała go głowa. Ostatnio kac towarzyszył mu każdego ranka, ale zawsze zostawiał sobie „coś” na rano. Pomagało ciału, gorzej było z duchem. Popadł w stan, w którym wszystko stało się dla niego obojętne. Świeże gacie, golenie się? Po co? I tak nie miał pracy, a z domu wychodził tylko po alkohol, fajki i coś do jedzenia. Panna Kasia ze sklepu po drugiej stronie ulicy patrzyła na niego z coraz większym zakłopotaniem. Wstydził się samego siebie, ale po pierwszym drinku odzyskiwał pewność siebie. Co kogo obchodzi jego wygląd, to, jak żyje i ile pije?Na koncie oszczędności topniały, ale póki jeszcze były nie zaprzątał sobie tym głowy. Przecież w każdej chwili może znaleźć pracę, w końcu jest specem od komputerów. Całe szczęście, że nie dostał dyscyplinarki mimo, że pojawił się w miejscu pracy na takiej bani, iż nie mógł usiedzieć na krześle. Cholerny dureń z niego. Wszystko przez Maryśkę. Tak bardzo ją kochał, a ona wolała tego konowała za kółkiem mercedesa, z którym spotykała się od pół roku. Szmata.Gdzieś powinien mieć jeszcze paczkę papierosów, tylko gdzie? Nie, w kurtce nie, pamięta, że wczoraj wyciągał z niej wszystkie trzy paczki, a dwie puste leżały na stole. Jezu, zjarał dwie paczki w ciągu kilku godzin, trzech, czterech? W szufladzie, na pewno są tam. Są, a w lodówce cała flaszka i soczek, kochany soczek. Nie ma jak dobry klin.Spojrzał na liczby zapisane trzęsącą się ręką, (gdzieś zniknął jego ładny charakter pisma). Może los się do niego uśmiechnie, zacznie nowe życie. Trochę pobaluje, a resztę zainwestuje. W co? Jeszcze nie wie, ma dużo czasu, by się nad tym zastanowić. Nawet nie miał do kogo zadzwonić, by się zwierzyć. Od kiedy popadł w tarapaty telefon ciągle milczał, ten sam telefon, który kiedyś dzwonił kilka, kilkanaście razy dziennie, i do którego wyrzucało się tyle słów. Teraz każdy miał w dupie nieudacznika, pijaczynę z problemami osobowościowymi. Nie ważne, znajomych można poznać wszędzie. Włączył komputer, czat, o tej godzinie jest wielu internautów z Ameryki. Internet to fajna sprawa, można wyjść na spotkanie ludziom w brudnym podkoszulku i z kilkudniowym zarostem. Nikt nie ocenia twojego wyglądu tylko to, co masz do powiedzenia, a Heniek miał do powiedzenia naprawdę wiele. Był wykształcony i elokwentny, tylko życie mu się trochę spaprało. CDN.athina 2005-02-14 22:41:31skomentuj (4)

lotto2

Po dziewiątej rano był już wykąpany, ogolony i na lekkim rauszu udał się do punktu totalizatora sportowego. Starannie wypełnił kupon, klin skutecznie uspokoił trzęsące się dłonie. Po zapłaceniu wsunął kupon do portfela i poszedł do matki na śniadanie.Nie był u niej częstym gościem, bo nie przepadał za jej facetem, Ryśkiem. Sam tak naprawdę nie wiedział za co nie lubił tego w sumie sympatycznego człowieka. Może po prostu za to, że zajął miejsce jego, nie żyjącego od pięciu lat ojca? Był najzwyczajniej w świecie zazdrosny o własną matkę. Nigdy przez myśl mu nie przeszło, że ona mogłaby jeszcze raz się zakochać. To stało się wbrew jego wyobrażeniom. Dwa, cztery, sześć, osiem, dziewięć, półpiętro. Dwa, cztery, sześć, osiem, dziesięć, pierwsze. Zawsze zadawał sobie pytanie dlaczego tam jest dziewięć, a tutaj dziesięć schodów. Przecież powinno być po równo, nie? Kiedyś znacznie szybciej wspinał się na drugie piętro po dwa stopnie. Dzisiaj nałogi dawały o sobie znać, bo dyszał prawie tak, jak jego ojciec gdy zżerał go rak, a miał dopiero (a może to aż) 37 lat. Jak na faceta to przecież jeszcze nie jest tak źle, dzieci rodzić nie musi, ale robić owszem może, jego zegar biologiczny nie tyka. A jednak dzieci nie posiadał. Maryśka ciągle powtarzała, że jeszcze mają czas, a on, wierząc, że całe życie przed nimi godził się z nią. Skąd miał wiedzieć, że to małżeństwo przetrwa zaledwie trzy lata. Czasem tylko nachodziły go obawy, że jako dziadek będzie kopał piłkę z synem. Ale musiał też liczyć się z tym, że jego o dziesięć lat młodsza żona chce i może jeszcze z tym poczekać.Matka otworzyła mu nieco zaspana, mocno go to zdziwiło, bo zawsze była na nogach już od wczesnych godzin rannych.- Źle się dzisiaj czuję, długo nie mogłam zasnąć, bolała mnie głowa.- Coś się stało? – Odsunął się przezornie, żeby nie wyczuła od niego alkoholu.- Nic, po prostu bardzo źle spałam, synku – przyjrzała mu się uważniej, - znowu piłeś? - No co ty, mamuśka, nic, a nic! – Przynajmniej z nią mógłby być szczery, nie ma przecież lepszego przyjaciela. – Wczoraj byłem u kolegi na kolacji, wypiliśmy po kieliszku wina…- Dobra, chodź do kuchni, zrobię kawę.Jak zwykle panował tutaj nieskazitelny porządek, matka wręcz obsesyjnie o to dbała. Gdy jeszcze z nią mieszkał często doprowadzało go to do szału, że zwracała mu nawet uwagę o to, że zostawił na meblach deskę do krojenia i nóż, a już wstawienie pustego kartonu po mleku z powrotem do lodówki kończyło się wykładem o niechlujstwie. - Wiesz, miałem sen, że chciałem wypełnić kupon totka, ale długopisy nie pisały. Obudziłem się, zapisałem te cyfry i właśnie wysłałem.- To dobrze, synku, dobrze. – Matka sprawiała wrażenie nieobecnej.- Mamo, przecież widzę, że coś jest nie tak. Ty mnie wcale nie słuchasz. Powiesz mi co jest grane?Pochyliła się nad kubkiem i uroniła łzę, która wpadła do kawy. Rozpłynęły się kółka, takie same jak te, które rozpływają się po wrzuceniu kamienia do stawu.- Wiem, że straciłeś pracę, wiem, że pijesz od rana i trzeźwiejesz po kilka razy dziennie. Nie mogę udawać, że nic się nie dzieje, - szlochała. – Miałam dzisiaj do ciebie iść. Serce mi krwawi, że tak się zatraciłeś. Moje jedyne dziecko, moja duma. – Ukryła twarz w dłoniach, jej ciałem wstrząsał szloch. Na chwilę stracił pewność siebie, przecież nie powie jej, że to prawda. Jaka, kurde, prawda? Że sobie strzeli kielicha? Bo lubi, ale zaraz, że się zatracił?- Kto ci naopowiadał tych bzdur?! Mamo, kto mnie widuje pijanego, jeszcze po kilka razy dziennie?! – Wezbrała w nim złość.- A dla kogo codziennie kupujesz wódkę, dla sąsiadów? Posłuchaj, dziecko…- Niczego nie będę słuchał, niczego, bo nie jestem dzieckiem! - Zerwał się z krzesła i ocknął dopiero na ulicy. Panna Kasieńka ze sklepu, stare pudło. Zawsze lubiła wtykać nos w cudze życie. Najchętniej by teraz do niej poszedł i złapał za te sfilcowane rude kudły. Nie, nie pójdzie, już nigdy tam nie pójdzie, a jak spotka ją na ulicy to opluje i już.cdnathina 2005-02-18 11:35:20skomentuj (8)

po bojach...wielu
i lzach wylanych z nerwow.athina 2005-02-20 00:39:54skomentuj (13)
lotto3

Telewizor tarabanił od południa, a Heniek krzątał się po domu ze ścierką do wycierania kurzu. Nigdy nie był pedantem, ale obecne zaniedbanie przez niego mieszkania zaszło trochę za daleko. Stos brudnych garów i śmieci, kłęby kurzu, a piachu na podłogach tyle, że gdyby posiał trawę, urosłaby przez noc. Najgorsze było to, że nie miał już nawet czystej bielizny. Szlag by to trafił, czy aż tak trudno wrzucić kilka szmat do pralki? Jasne, że trudno gdy się myśli wyłącznie o jednym, ty głąbie jeden. Ale to się zmieni, jak wygra zatrudni sprzątaczkę i stanie się innym człowiekiem. A czuł, że wygra, coś w nim krzyczało, że dziś wieczorem zostanie milionerem.Przypomniała mu się rozmowa z matką. Nie chciał jej tak zostawić, ale nie mógł słuchać tych lamentów i oskarżeń. Po przyjściu do domu założył słuchawki, włączył muzykę i resztę dnia spędził w Internecie. Nie było go dla nikogo. Matka nagrała się kilka razy na sekretarce, żeby oddzwonił, że nie dokończyli rozmowy. Oddzwoni, jasne, dziś wieczorem zadzwoni do niej i…Dzwonek do drzwi wyrwał go z rozmyślań. Kogo, do diabła tu niesie? Chyba nie umówił się z żadną laską z czata. Tego niestety nie pamiętał.- Mama? Cześć, co ty tutaj robisz?- Przyszłam odwiedzić syna, nie wolno mi? – Miała zdecydowanie lepszy humor niż wczoraj, wyglądała też lepiej. Całe szczęście, że posprzątał, w przeciwnym razie reprymendom nie byłoby końca.- Widzę, że masz dziś gospodarczy dzień, - uśmiechnęła się szczerze.- Jak co sobotę, mamuśka, - skłamał. – Napijesz się czegoś, może kawy?- Nie, ja w sumie tylko na chwilkę, na dole czeka na mnie Rysiek, jedziemy na bazar, potrzebujesz czegoś?- Dlaczego nie wszedł na górę? - To, że za nim nie przepadał nie znaczyło, że kiedykolwiek był wobec niego niegrzeczny.- To on mnie do Ciebie wysłał, chciał żebyśmy sobie pewne rzeczy wyjaśnili w cztery oczy. – Jakie to szlachetne z jego strony, He, He, dobry Rysio, cudowny Rysio, no, zesram się zaraz. – Chciałam cię przeprosić, synku. Za to, że ci nie zaufałam i uwierzyłam w ludzkie gadanie.- Aj, i tu go złapała, nie, Jezu, tylko nie to.- Poczekaj, mamo. Nie wszystko jest nieprawdą. Ja naprawdę straciłem pracę i trochę się załamałem, do tego jeszcze to odejście Maryśki, to mnie przerosło. Za wiele tego wszystkiego, rozumiesz? – Wiedział co teraz powie, że się martwi, że nie chce, by skończył jak ojciec…- Rozumiem, naprawdę rozumiem. Przyjdź do nas jutro na obiad, jakoś sobie poradzimy z tym wszystkim, dobrze? – Pogłaskała go czule po policzku i zajrzała głęboko w oczy. Nie mógł odmówić. Nie jej i nie teraz.- Aaaaaaa! Hahahahhahahhahha! Ja pierdzielę, nie wierzę, nie wierzę! Boże, co teraz będzie?! Spokojnie, muszę się napić. Dziękuję wam wszystkim tam w niebiosach! Jestem bogaty, booogaaatyyy! Kurewsko bogaty!Złapał za słuchawkę i wykręcił numer do matki.- Mama? Pomyłka? Jak to po…przepraszam. – Z tego wszystkiego pomylił numery. Nie 32 tylko 23.- Mamuśka, mam szóstkę, trafiłem pieprzoną szóstkę, rozumiesz?! Krzycz, krzycz, bo ja zaraz oszaleje ze szczęścia. Tak, przyjadę jutro, mamusiu, będę z samego rana, a dziś będę świętował. Pa, pa.Przeczesał dłońmi włosy, rozejrzał się po pokoju, jak dzieciak wskoczył na kanapę i zaczął po niej skakać. Wyżej, wyżej, jeszcze wyżej. Rozkosz w postaci łaskoczących prądów przebiegała po jego ciele w górę i w dół. A po chwili przeszył go najsilniejszy w życiu orgazm. Cdn.athina 2005-02-21 11:46:42skomentuj (5)

ja i moj rosol

Dwa dni temu ochoczo zabrałam się za gotowanie rosołu. Uwielbiam rosół i Miśka też, zresztą kto go nie lubi. Zaopatrzyłam się we wszystkie, ku temu potrzebne składniki. Marchewkę, pietruszkę, kurewsko drogą o tej porze roku nać pietruchy, seler, pora, cebulkę, no i oczywiście kurę rosołową.W tym czasie kuzynka gotowała gulasz i powiem szczerze, że chciałam być lepsza. „Moje będzie smaczniejsze.” Łaziłam wokół garnka i medytowałam czego by tu jeszcze dodać. Aromat był apetyczny. Trochę może pomieszał się z wonią gulaszu, ale ja czułam tylko mój zajebisty rosół.Nagle zobaczyłam w lodówce pół główki kapusty włoskiej, która została mi z sałatki. Babcia mi kiedyś mówiła, że wrzuca trochę kapusty do rosołu, nie pamiętam już po co, ale wiedziałam, że można dodać.Zapytałam więc moją kuzynkę, nie ukrywam, że z nuta dumy, bo jaka ja to jestem obeznana, czy ona też to robi. Odparła, że jak ma, to dodaje trochę.Wpierdoliłam całe pół główki do rosołu i wskoczyłam do Internetu.Za jakiś czas dziadek wyszedł z pokoju i pyta:- Co, kapustę gotujecie, bo tak pachnie?Zdębiałam, jaką, kurwa, kapustę?- Rosół!- Aha, ja myślał (chrząknął), że kapustę.Spanikowana jęłam wyciągać tę przeklętą kapustę z gara, a kuzynka pokładała się ze śmiechu.- Następnym razem jak będę parzyła kapustę na gołąbki, to zostawię ci tę wodę na rosół!athina 2005-02-22 16:25:26skomentuj (22)

tragedia

Koszmar zaczął sie już podczas ostatniej fazy snu, bowiem przyśniło mi się, że gryzie mnie pies. Jesooo, jak ja się tego psa bałam, chciałam uciekać, ale stopy miałam jakby przybetonowane. Obudziłam się wdzięczna losowi, że to był tylko sen. Miśka jeszcze spała, a za oknem ciemności. Dziadek stękając szedł do łazienki, zatem było po piątej, bo on zawsze w tym czasie idzie się odlać. Starałam się zasnąć, ale widocznie limit przewidziany na te noc został wyczerpany, bo mimo usilnych starań oka nie zmrużyłąm. Jak zwykle pogrążyłam się w marzeniach, że wygram w totka, pomogę biednym, kupię mieszkanie i otworzę firmę.Misia otworzyła swoje wielkie oczka, popatrzyła na moją uśmiechniętą gębę i powiedziała "tja", jej wysoki, dziecięcy głosik jest tak słodki, że zacałowałabym na śmierć.Zaczął się codzienny rytułał, dziecko na biodro, spacer do kuchni, odgrzewanie mleka, usadzenie jej w krzesełku, mój poranny szczoch, mycie gęby, zębów, powrót do kuchni, by nalać mleko do flaszki, na biodro, włączenie pudła na program drugi, bo tam kot filemon i doktor z gór alpejskich, i zawsze potem było przebieranie Miśki. Ale dzisiaj musiałam najpierw zaścielić koc, bo leżał zwinięty w kłębek. Jęłam zaścielać sofę. W półpochyleniu rozkładałam koc i nagle...Jak mi nie piźnie w kręgosłupie, gdzieś powyżej kości ogonowej i szok! Ani sie wyprostować nie da, ani, kurwa, schylić. Poty wystąpiły mi na czolo, jakbym siano przerzucała. Zamarłam i w jednej chwili sie załamałam, nie dlatego, że boli, ale dlatego, że jeszcze Miśki nie przebrałam, hihi. Kuzynka spała w najlepsze, bo miała nocke w internecie, dziadek mi nie pomoże, on tylko do rozpieszczania jest dobry. Stękając, kwiląc, krokczek po kroczku, czyli jeden bolący ruch za drugim bolącym ruchem wciagnęłam dziecko na sofę, przebrałam i rozryczałam sie jak dziecko. Nie znoszę, nie znoszę, kurwa mać, nie cierpię być niepełnosprawna. To mnie przerasta. Wszystko, tylko nie niemoc fizyczna."Dziś się rozchodziłaś, ale jutro rano na czworakach bedziesz się z łóżka gramoliła, ciotka." Powiedział mąż kuzynki. Nie dam się, no, madafaka, się nie dam!P.S. Dalsze losy Henia niebawem:)athina 2005-02-28 20:32:21skomentuj (18)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz