piątek, 6 marca 2009

Reklamy

Idzie wiosna, lato, dobrze by było zrzucić ten zimowy „kożuszek” z bioder i brzucha. Wiedzą o tym również naciągacze co to się cudotwórcami mianują. Prześcigają się w reklamowaniu swoich „cudów” na naszych srebrnych ekranach.Reklama 1„Problemy z nadwagą? Mamy na to skuteczny sposób. Te oto wkładki do butów regulują przemianę materii tak, że chodżby państwo jedli ile dusza zapragnie, zbędne kilogramy nie odkładają się! Wystarczy nosić nasze wkładki i chudnąć bez żadnych uciążliwych diet i ciężkich treningów na siłowni!”Reklama 2„Czy wiesz gdzie kryje się sekret szczupłej figury hollywoodzkich aktorek? Sekret kryje się w tym oto plastrze.” (Kwadratowy plasterek naklejony na łopatkę strasznie szczupłej dziewczyny). „Od dziś nie musisz się już głodzić, wystarczy nasz plasterek i zbędne kilogramy znikną na zawsze.”Nie będę cytowała innych reklam z tego cylu, te wystarczą. Zastanawiam się czy dużo jest w naszym kraju owieczek dajacych wiarę tym wyssanym z palca bzdurom. Chyba dużo, biorąc pod uwagę fakt, że tych naciągaczy stać na emitowanie reklam po kilka razy dziennie.Tak sobie pomyślałam, że gdyby nawet te „cacka” funkcjonowały, jak wyglądałoby nasze życie? Delikatnie powiedziawszy niezdrowo. Bo odrobina sportu to nie tylko strata kilogramów, to balsam dla duszy, możliwość pozbycia się złej energii, która jakże gęsto w tych ciężkich czasach gromadzi się w naszych organizmach. Ileż satysfakcji daje zdrowa, rozsądna dieta każdego dnia? To tak, jak z piatką za wypracowanie. Jak bardzo cieszyła nas ta ocena za ściągnięte, cudze słowa? Tak sobie, czasem tylko uratowała dupę przed końcem semestru, ale świadomośc, że to nie nasze myśli przelaliśmy na papier skutecznie tłumiła szczerą radość.Gdyby te bzdury naprawdę funkcjonowały stalibyśmy się leniwymi, sfrustrowanymi ludżmi, lezącymi na kanapach i wierdalającymi hamburgery zombi. Sflaczałymi marionetkami.Wkurwia mnie jeszcze jedno. Absolutny brak selekcji pod względem wiarygodności emitowanych rzeczy przez niektóre stacje telewizyjne. Zero szacunku dla widza, liczy sie tylko kasa.Kochane dziewczęta, nie dajcie się nabrać i pamiętajcie, że jeśli same nie popracujecie nad swoim wyglądem, nie zrobi tego żaden plasterek czy wkładka do butów. Naprawdę szkoda pieniędzy i nerwów.A jeśli stosowane przez was diety do tej pory się nie sprawdziły, mam taką jedną...bezpłatną!Liść sałaty na śniadanie, marchewka na obiad i żodkiewka na kolację. To działa! A gdyby zaczęło kręcić się wam w głowie z niedożywienia, sięgnijcie po zestaw witamin, ha, ha, ha!athina 2004-02-12 21:59:14skomentuj (2)
Pograbek

(…) Zmierzchało, kiedy Pograbek i Gniady dotarli na wysoką polanę w pobliżu Górzyska. Byli zmęczeni. Jednemu i drugiemu zmiękły nogi, skrócił się oddech i zapotniała skóra.- Tu przenocujemy – powiedział Pograbek do Gniadego.Zdjął z kłębu worek z obrokiem, zarzucił sznurek na szyję, pomógł koniowi trafić pyskiem do żarcia.Nie minęło wiele czasu, kiedy ćmok zawiesił się nad lasem. Tu i tam zabłyszczały oczy lisów, kun i innej zwierzyny. Popatrzyły, poznały Pograbka, poczekały na wezwanie. Kiedy się nie doczekały, zrozumiały, że tej nocy nie będą im ciażyć brzuchy. Bezgłośnie pozapadały się w nory, w pnie drzew i poszycie.Pograbek siedzał przy ognisku opatulony w wełnianą derkę. Obok stał Gniady. Nad nimi jak gwiazda zaranna wisiała na gałęzi oborowa latarka na naftę. Pograbek kołysał się i pogwizdywał po cichu dla dodania sobie odwagi. Gniady coraz to stawiał uszy i parskał do melodii. W którejś chwili doszło Pograbka stłumione zapytanie gdzieś zza pleców:- Pograbek, ty na szczęście... Po moje truchło idziesz...Pograbek stężał. Nie podniósł się ani nie odwrócił. Zesztywniał tylko i z tego zesztywnienia odezwał się nieswoim głosem:- Kaczuba...Wy?- A niby kto inny?- Kaczuba, nie straszcie...- Nie straszę...Pograbek, tylko pogadać chciałem. Gdzie tam mi straszenie w głowie...Widzisz mnie pograbek?Pograbek rozglądnął się zalękniony.- Nie, nie widzę was, ale słyszę dobrze...- To podejdę do ognia i usiądę przy tobie. To jak, mogę podejść?- Podejdżcie Kaczuba. A pierdolę, najwyżej się w gacie sfajdam. Najwyżej...- To podchodzę.- Z której strony podejdziecie?- Od lewej reki.- To podejdżcie. No jak, podchodzicie?- Już stoję koło ciebie Pograbek. Jaki metr od ciebie.- To może usiądziecie. Lżej wam będzie...Kaczuba roześmiał sie w głos.- Lżej? Przecie mi Pograbek leciutko – czy stoję, czy siądę.- To już tam róbcie jak chcecie – powiedział Pograbek niepewnie.- To usiądę. O, już siedzę... niedaleko.Pograbek uspokoił sie trochę. Sięgnął po papierosy.- Zapalicie? – wyciągnął rękę w lewą stronę, w miejsce, z którego dochodził głos Kaczuby.- Nie, nie zapalę. Próbowałem...Żadnego smaku nie czuję. Właściwie względem tej brzozy chciałem pogadać. Jak jutro zobaczysz, na brzozie się powiesiłem, ale głupio... Na grabie by poszło lepiej. Podgięła się ta brzoza za dużo, umięczyła mnie z pół godziny, zanim dusza ze mnie wyszła... A wiesz ty Pograbek, którędy dusza wychodzi?- Którędy?- Aż wstyd mówić... Nie powiem, bo aż wstyd mówić, którym otworem dusza z człowieka wychodzi.Zamilkli na długo.- Kaczuba? – odezwał sie Pograbek.- No...- Powiedzcie dokładnie, gdzie się powiesiliście, żebym nie szukał za długo...- Nie ma co mówic Pograbek. Lisy cie doprowadzą. Zechlały mi nogi do kostek przez tę brzozę. Aż żal bylo patrzeć. To pójdę już Pograbek.- Dokąd pójdziecie Kaczuba?- Najpierw tę sukę synówkę postraszę. Niech się tam zesra w pierzynę...a potem...- A potem?- A bo ja wiem, Pograbek? A bo ja wiem....dokąd. (...)Fragment noweli Jana Jakuba Kolskiego pt. „Pograbek”.athina 2004-02-12 22:00:25skomentuj (1)
Prima aprilis

PRIMA APRILISTelefon dzwonil i dzwonil. Jednym okiem spojrzal na zegarek, w pol do siodmej. Godzine temu, po calonocnym pisaniu reportazu o burmistrzu miasta polozyl sie do lozka. Tymczasem wlasnie teraz jakas zaraza cos od niego chce! Nie mozna potem, nie, przeciez zaraz dzien sie skonczy!- Mam nadzieje, ze to cos waznego,- wycedzil do sluchawki.- Kochanie, to ja. Wiem, wiem, przepraszam, ale nie moglam z tym czekac. Otworzyl szeroko oczy... – stalo sie cos?- No raczej tak. Jestem w ciazy, wlasnie zrobilam test.Mackowi swiat zawirowal przed oczami. Ciezko opadl na poduszke, a z ust wydobyl sie chrapliwy wydech, jak u konajacego zwierza. Ona jest w ciazy. Jezu, jak to w ciazy, jakiej CIAZY? Jak to sie w ogole moglo stac? Mysl, mysl draniu... moze po tej popijawie u brata? Tak, to moglo stac sie wlasnie wtedy. No pieknie, zmachalem dziecko po pijanemu. Ale co ja tutaj... Rany, dopiero zmienilem prace, nie mam jeszcze etatu i czasu prawie na nic, (ale na zrobienie dziecka miales czas, o, tak, na to znalazlo sie te pare minutek). Z Alka prawie wcale sie nie znamy choc jestesmy razem juz od roku. Kurwa mac, to jeszcze dziecko! Juz slysze jej ojca: „Zrobiles krzywde mojej coreczce, chamie. Mojej siedemnastoletniej coreczce. ZEN SIE TERAZ!”- I co teraz bedzie? Zapytal niesmialo i tak cicho, jakby bal sie, ze po drugiej stronie sluchawki obudzi jej ojca.- Nie wiem kochanie, pewnie jak wszyscy w takich sytuacjach, zalozymy rodzine. Powiedziala to bez zajakniecia, glosem dziwnie rozbawionym. Ale on wcale tego nie zauwazyl, czul sie jak szczur schwytany w pulapke za ogon. Bedzie brnal do przodu ciagnac za soba sciskajacy go ciezar.- Rany, rodzine, jak rodzine? Alka, ty masz siedemnascie lat, jeszcze nie skonczylas szkoly, a ja...- A ty masz trzydziesci piec lat i jeszcze nie zdazyles sie ustatkowac. Powiedziala lagodnie.Ona postradala zmysly, patrzcie jak sie przejmuje moja reputacja, aby czasem nie przyklejono mi karteczki z napisem STARY KAWALER. Cos mi tu smierdzi, cos jest nie tak, zaraz, zaraz...„Jutro prima aprilis, napisz, ze burmistrz ma szafke w lazience wypelniona wiagra, a za klozetem walaja sie kondomy, ha ha ha!” Zadzwieczaly mu w glowie slowa kolegi z pracy. Mam cie szelmo!- Kochanie to teraz powiedz mi z kim mnie zdradzilas, bo ja jestem bezplodny, nie chcialem ci tego mowic, ale sama widzisz, ze teraz musze.” Ryzyk – fizyk, w koncu to pierwszy kwietnia, dzien dla pokerzystow.- Yyyy, jak bezplodny? Eeee, ja... tego...Zartowalam. Prima aprilis, taki figiel, rozumiesz. Glos zaczal jej sie niemal lamac, ale nie byl pewien czy od tlumionego placzu, czy smiechu. – Przepraszam, to nie byl dobry zart chyba. Wpadne dzis do ciebie w poludnie, nie mamy prawoznawstwa wiec koncze wczesniej. Ugotujemy sobie cos smacznego, dobrze?Stary numer z tym gotowaniem. Utopic wyrzuty sumienia w lyzce zupy, zakleic mu morde kotletem.- Nie ma sprawy kochanie, ja tez zartowalem, prima aprilis, rozumiesz, taki zart, jednak chetnie zjem cos na cieplo. Buzka i do zobaczenia. Odlozyl sluchawke nie czekajac na jej odpowiedz.Sennosc odeszla, zastapil ja nawal mysli. Mysli o tym, ze czas sie rozstac, przeciez to i tak nie ma sensu. Ten roztanczony trzpiot jest z nim tylko dla wypracowan, jakie dla niej pisze i dla towarzystwa, jakie dzieki niemu poznaje. Na ostatniej imprezie redakcyjnej zniknela z Romanem na cale pol godziny, gdzie i po co? Nie pytal, gdyby chciala, sama by mu o tym powiedziala. Czy mu na niej zalezalo? Hmmm.... Sam tego do konca nie wiedzial, jej mlode, swieze cialo lechtalo jego meska proznosc, a spojrzenie tych czarnych jak wegielki oczu topilo kazdy gniew. Jednak roznica wieku miedzy nimi byla przepastna. Moze na razie jej imponowal, bo mial zdrowy swiatopoglad, ktory chlonela z uwielbieniem, wiele sie od niego uczyla. Jednak co bedzie potem, jak juz ja wychowa? Ucieknie mu do mlodszego, piekniejszego. Bedzie blyszczala jak gwiazdeczka, piekna i madra, nie usiedzi przy lysiejacym okularniku, smierdzacym papierosami i piwem. Nie ma co, trzeba to zakonczyc poki jeszcze jest czas.Wydrukowal reportaz o burmistrzu, fajny z niego facet. Konkretny. Wie czego w zyciu chce i cierpliwie do tego dazy, tacy ludzie mu imponuja. Nie znosi politycznych oportunistow. Chetnie pohandlowalby z nimi o „stolki” ich wlasnymi jajami. Pewnie daliby sobie obciac po jednym za prezydenture, o ile nie po dwa. Bo ile moze zrobic polityk w zamian za dyskrecje juz sie przekonal. Dzieki dyskrecji ma mieszkanie w centrum stolicy, bo przypadkowo zobaczyl cos, czego nie powinien byl. Chlop z jajami kazalby go sprzatnac, ten frajerzyna „sprezentowal” mu mieszkanko. I za co? Za to, ze ma oczy. No i dobrze.Nie pojdzie dzis do redakcji, przesle im tekst mailem. Wyjrzal przez okno, na ulicach kwiecien juz przeplatal. Sypal snieg. Pogoda nie sprzyjajaca frustratom roznego kalibru. Frustratom....wzial do reki ksiazke, ktora wlasnie przeczytal. Glowny bohater finguje wlasna smierc, wiesza sie, ale tak na niby.... Ha! Zobaczymy, kto komu splata lepszego prima aprilisowego figla, moja malutka!Jak to bylo z tym wezlem na plecach? Aha, tak jest dobrze. Przymiarka. Wysmienicie. Paleta cieni do oczu, ktora kupil mamie na pojutrze, na urodziny tez sie przydala, jest fioletowy na gebie. Kupi jej nowa...Jak wezel na plecach sie sprawdzi i naprawde sie nie powiesi, hi hi hi. Zyrandol za chiny nie wytrzymalby jego ciezaru, ale ten hak na pewno wytrzyma. Dobra, wszystko zapiete na ostatni guzik? Mozna kopnac krzeslo? „Juhu, wisze, ale chyba za mocno dyndam. Chyba przestane tak dyndac zanim Alka przyjdzie?” Alka miala klucze do jego domu. Nigdy nie dzwonila, bo wiedziala, ze najczesciej siedzi przed komputerem i pisze. Nie chciala mu przeszkadzac. Dzis tez nie bedzie chciala, ale dzis on nie pisze, dzis jest wielkie przedstawienie. Dzis damy nauczke tej smarkatej. Niech zobaczy kto tu jest mistrzem od poczatku do konca. „O, moja skarpeta z Simpsonami, skad sie wziela na szafie? A ile tu kurzu, trzeba powiedziec sprzataczce... Kurwa, dzis sroda, SRODA!” Uslyszal zgrzyt klucza w zamku. „Sprzataczka przychodzi ogarnac i poprasowac!” Postanowil grac, nabierze ja, potem powie, ze to tylko zart, da jej wolne i poczeka na Alke. Tak, wlasnie tak zrobi.Wysunal lekko jezyk,oczy przymknal tylko na wpol, musial choc katem oka widziec jej reakcje i zwiesil glowe. Perfekt, nabierze sie jak nic.Sprzataczka poczela glosno stekac, pewnie sciagala buty, w czym przeszkadzal jej pokaznych rozmiarow brzuch. Nastepnie rozlegly sie jej ciezkie kroki, zmierzala w kierunku salonu, gdzie wlasnie wisial sobie Maciek. Bolesnie przygryzl jezyk by nie wybuchnac smiechem kiedy ona juz tu wejdzie i wyobrazal sobie siebie lezacego w trumnie , a nad nim placzaca matke.Panna Kasia stanela w progu (stara panna, bo jak sama stwierdzila nikt jej nie chcial), rozdziawila gebe, ale krzyk nie wydostal sie na zewnatrz, reke umiescila na piersi i chwycila zloty krzyzyk wiszacy na lancuszku. „Udalo sie, udalo sie! Dobra trzeba ja wyprowadzic z bledu.” Maciek juz mial sie rozesmiac gdy nagle panna Kasia zamknela gebe, usmiechnela sie szelmowsko i przemowila: „Co, stary pryku, ty dziennikarska dziwko, zostawila cie ta twoja cizia, pedofilu?” Zatkalo go, co za bezczelnosc, pedofilu, no tez! Leciwa kobieta, a takie slownictwo.... „I chuj ci w dupe!” dokonczyla panna Kasia, odwrocila sie na piecie i pomaszerowala do jego biurka. Z trzeciej szuflady wyjela zegarek, ktory dostal od ojca i szkatulke z oszczednosciami, co to bank mial o nich nie wiedziec. „ Jezu, to ja jej place 20 zl. Na godzine, a ona w tym czasie penetruje moje katy. Co za babsztyl, zlodziejka!” - Hej, ladnie to tak okradac pracodawce? He? Wstydzilaby sie pani, naprawde! - Panna Kasia najpierw zamarla w bezruchu, potem odwrocila sie wolno ukazujac mu swa blada jak sciana twarz, na ktorej rysowalo sie przerazenie, czyste przerazenie i jeden wielki znak zapytania. - No co tak gebe rozwalila, do ciebie mowie babo. - W tym momencie panna Kasia padla jak dluga. „No masz, jaka delikatna ksiezniczka, padla zemdlona, oj, wody, wody dla panny Kasienki, bo dech jej zaparlo, biedulce.” Alka nie przyszla wcale, ani tego dnia, ani nastepnego. Zadzwonil do niej tylko raz, ale matka powiedziala, ze Ala wlasnie jest bardzo zajeta. To wystarczylo. Olala go juz teraz, pewnie jej zdaniem edukacja sie zakonczyla. A moze nie ufala, ze zartowal z ta swoja bezplodnoscia? W koncu posiadanie dzieci, to dla kobiet przeogromnie wazna rzecz. Ale kto by tam chcial miec dzieci wlasnie z nim. To raczej trzeba wykluczyc. A, tam, poszla sobie i juz. I bardz o dobrze. Stracil mlode cialo o czarnych jak wegielki oczach, stracil sprzataczke.... na zawsze. Panna Kasia pochowana zostala z zegarkiem ojca w zacisnietej piesci, bo za zadne skarby nie mozna bylo go wyjac. Chcieli lamac jej kosci, ale nie pozwolil. Niech spoczywa w spokoju z glupim zegarkiem, za ktory oddala zycie. athina 2004-02-12 22:01:38skomentuj (3)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz