sobota, 7 marca 2009

Przeprowadzam sie
Kochani zmieniam adres blogowiska. Nie chce mi sie juz w panelu administracyjnym ciskac slina na ekran. Pierdole to. Kochana Sze pomaga, ale z tego, co zauważyłam, im dłuższy jest tekst, tym większe problemy z przekazaniem do panelu dialogów, a kapitów, odstępów. Fajny był www.bog.pl...kiedyś:) Pozdrawiam.athina 2008-05-10 18:49:21skomentuj (1)
Z dreszczykiem
Mam nowych sąsiadów i wreszcie jest do kogo pójść na kawę, poplotkować. Mieszkamy drzwi obok drzwi na jednym balkonie. Cały blok ma wejścia do mieszkań od balkonów, a nasze mieszkania są w rogu, za nimi nie ma już nic, dlatego można sobie balkon naprawdę ładnie zagospodarować, a nawet odgrodzić od reszty świata. Moje okno kuchenne wychodzi właśnie na balkon z widokiem na podwórze oraz ogrody działkowe już zazielenione i ukwiecone. W ubiegłym roku złożyłam podanie o przyznanie mi działki, bo widzę wiele niezagospodarowanych, ale Zarząd, podczas rozmowy ze mną powiedział, że najlepiej, jak bym się dogadała z którymś z tych ludzi, co nie uprawiają, by mi ktoś odsprzedał. Jak to odsprzedał? Przecież to jest przyznawane na zasadzie rozpatrywania podań. A poza tym, drogi Zarządzie, pamiętam czasy, kiedy po ogrodzie wędrowała komisja i sprawdzała, czy działka jest rzeczywiście uprawiana, jeśli nie, to się ją takiemu leserowi odbierało. A teraz ja mam kupić od kogoś coś, co nawet do niego nie należy? Zarząd zamknął buzię, chrząknął, kazał czekać, to czekam do dziś. Nie mam kiedy znowu się do nich wybrać, bo urzędują tylko we wtorki w godzinach (!) od 13.30 do 15.00. Może dostane tę działkę, jak przeniosę się na emeryturę. Ale nie o tym chciałam. Sąsiedzi mają córeczkę, siedmioletnią Weronikę i Miśka oszalała. Przyjaźń kwitnie, bachorki biegają z jednego domu do drugiego. Jedzą po dwa obiady, u mnie i u nich, no i słodyczy, jogurtów, owoców przybyło, które są zjadane! Boże mój, jak to cudownie zrobić sałatkę owocową, postawić ją na stoliku, dać dwa widelce i usłyszeć za chwilę „mamo, jeszcze”! W pojedynkę musiałabym Miśce nawciskać kupę kitu, by zjadła połowę zawartości takiego talerza. Ale do czego zmierzałam. Otóż do tego, że moi sąsiedzi wraz z mieszkaniem nabyli niewielki ogródek w podwórku. Są tam krzewy i drzewa owocowe, kwiaty… Na pewno były trzy krzaki róży, pamiętam bowiem, jak sąsiad Zenek przycinał je jesienią, otulał szmatami, uśmiechał się przy tym do mnie i wkrótce potem zmarł. Sąsiadka ściszonym głosem zagaiła, że wie od sprzedawcy, iż były tam trzy róże, teraz zostały po nich doły, a za płotem, u sąsiadki panoszą się trzy krzewy róż, też przyciętych. Gdybym nie znała tego starego kurwiszona, pewnie dałabym sobie spokój z komentarzami, ale ja wiem czym ta sucz pachnie, wszak przebiła mi wszystkie opony w samochodzie, bo zaparkowałam za blisko jej terenu i tym samym obudziła we mnie instynkt przestępczy, który pchnął mnie do niecnego czynu. O drugiej w nocy cegłówką wybiłam jej okienko w saloniku. Cóż, jeśli wchodzi się z kimś na ścieżkę wojenną, trzeba liczyć ze stratami także materialnymi. Enyłej. Wyłażę wczoraj na balkon, widzę moją sąsiadkę grzebiącą w ziemi, pytam głupio, czy mam pomóc, a pomagać nie chciałam, ona do mnie, że nie trzeba. W tym czasie na płocie siada kawka. Patrzy sąsiadce w oczy, taksuje ogród, znów patrzy sąsiadce w oczy, ta zaś na mnie. - Spokojnie – mówię – To Zenek. Tymczasem Zenek przeskakuje z płotu na ziemię, zupełnie nie boi się sąsiadki, ogląda rabatki, wskakuje na śliwkę, tę którą ostatnio posadził. Sąsiadka skamieniała stoi, a ja pytam: - Zenek, gdzie są te twoje trzy róże?! – odpowiednio głośno, wiadomo po co. Ptak podrywa się ze śliwki, ląduje nad trzema pustymi mogiłami po krzewach. - No, gdzie są twoje róże? – pytam sama już w strachu. Kawka podrywa się ponownie, pokonuje płot i ląduje na jednej ze wspomnianych róż. Sąsiadka rzuciła motykę i zwiała. Hihihi. Paradoksalnie kilkanaście dni wcześniej rozmawiałam z mamą przedziwnej. Opowiedziała mi pewną rzecz: - Wiesz, w miniony piątek byłam na grobie męża (odszedł dwa miesiące temu), i podeszła do mnie kobieta mówiąc, że od kilku dni stara się spotkać kogoś przy tym grobie, bo umarły straszy.- Ciarki przeszły mi po plecach, ale nie ze strachu, bo Leonard był moim nie biologicznym tatą. - Straszy?- Takie nieprawdopodobne. - No! Kobieta opowiedziała, że przechodziła aleją ze swoim zięciem, który nie stroni od kielicha oraz słów wulgarnych. Był ciepły, bezwietrzny dzień. Zięć spojrzał na grób Leonarda i rzekł: „O, to młody jeszcze był chuj, młody chuj”. Musze dodać, że Leonard był prokuratorem i jednym z ostatnich filantropów, jakich dane mi było poznać. Po słowach zięcia nad grobem Leonarda utworzył się nagle powietrzny lej, zwykła trąba, która podniosła wszystkie wiązanki i z impetem rzuciła je na powrót na nagrobek, niektóre obracając do góry nogami! Zięć wziął nogi za pas i tak spierdalał, że tylko słychać było mocne postanowienie, iż nigdy więcej tamtędy nie przejdzie. Poczułam dumę. - No tak, Leonard nawet zza światów tępi chamstwo i cynizm. athina 2008-05-11 22:16:50skomentuj (6)
W naszym domu.
Dziś będzie fotograficznie. Oto Miśka na balkonie pod naszym oknem kuchennym. Musiałam je trochę ukwiecić, marzyłam o tym od zeszłego roku. Tutaj Misia ze swoją nową koleżanką Weroniką. Po ten komplet wypoczynkowy gnałam do Lu do Bytomia. Jeszcze raz śliczne dzięki Lu:) Tu pokój Miśki, wąska kiszka, ale ona i tak bajzel robi tylko w moim pokoju. Tak to jest znów dorabiać się wszystkiego od zera, ale damy radę! athina 2008-05-14 15:06:27skomentuj (5)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz