piątek, 6 marca 2009

Pin, baranie, pin!
Zaczął się trzeci tydzień mojej absencji w pracy. Miśka wróciła do zdrowia po paskudnym, wirusowym zapaleniu płuc, bo tak to kazała nazywać pani doktor. Bardzo dziwne choróbsko, dziecko zaczyna kaszleć, niezwłocznie idę do lekarza, a tam już drogi zaatakowane nisko, między oskrzelami, a płucami. Drobno, ale szeroko rozsiane. Nie chciało mi się wymyślać z kim zostawić córkę, bo ja do pracy muszę. Nie tym razem. Był niezawodny augmentin doustny przez półtora tygodnia i mało zmian. Dopiero Nerolen w postaci pięciu zastrzyków do wczoraj włącznie postawił Miśkę na nogi, ale do przedszkola jeszcze pójść nie może. Nie miałam skrupułów, rekonwalescencja mojego dziecka jest dla mnie teraz najważniejsza. Praca w domu ma swoje zalety. Nie muszę odbierać telefonu natentychmiast. Mogę sobie oddzwonić, bo właśnie gramy z Miśką w chińczyka. Na maile też nie muszę odpisywać w pocie czoła, bo karta business everywhere lubi nie odpowiadać na komendy. Pisanie oficjalnych pism do klientów zdecydowanie lepiej wychodzi mi w domu. Jest tylko jeden minus tego całego ambarasu. Tęsknota. Mimo, iż jest mi dobrze w domu, to tak cholernie tęsknie za moim biurkiem, za współpracownikami, za akcjami, adrenaliną. Nawet za wrednym, starym komuchem Heniem tęsknię, co to kłania się w pas mówiąc: „dzień dobry pani pełnomocnik”, a z pyska wylatują mu gwoździe. Codziennie wieczorem odbywam sesje telefoniczne między innymi z „R”, kierownikiem innego obiektu naszej sieci. Dzisiejsza rozmowa zakończyła się łzami ze śmiechu. „R” powiedział, że w Zielonej Górze dzieciaki przygotowujące się do komunii świętej mają karty czipowe! - Normalnie pingwin wpierdala kartę w czytnik i wie czy dzieciak uczestniczył we wszystkich zajęciach związanych z przygotowaniem go do sakramentu. - Buahahahahaha! - Kumasz, co może nas czekać? Będą sprzedawać takie karty, powiedzmy za pięć dych, jak w tak taku. Idzie sobie Kowalski do spowiedzi, zaczyna: „ostatni raz byłem u spowiedzi…”, a ksiądz: „moment, karta. Pin, baranie, pin i zielony! Co my tu mamy, było trzysta zdrowasiek, sto pięćdziesiąt ojczenasz, zostało trzy złote. Nie masz kasy na nowe grzechy. Doładuj kartę, SYNU!” Płaczę. - Na tacę dajesz, a tam czytnik, pyyk. Ksiądz potem po kolendzie chodzi i ma pełne dane, słuchaj. Na różańcu córka nasza nie była wcale, gorzkie żale opuściła dwa razy i odseteczki, ODSETECZKI! Jak Wam się podoba wizja „R”? athina 2008-03-04 00:32:08skomentuj (9)

...Czy ktoś zdołałby mnie uratować gdyby nie Miśka? Nie sądzę, nie byłoby takiej możliwości, gdyż nie ufam nikomu. Jedyną czystą duszą w moim życiu jest moja córka i dla niej warto udawać, że to, co nas otacza ma pastelowe barwy. Cudowny świat. Koty się do nas śmieją, psy tańczą, okna mówią językiem Myszki Miki. Mama zawsze ma na batona…I jest Supermanem, który potrafi wszystko. Dobrze mi w tym świecie. athina 2008-03-24 19:00:46skomentuj (3)
....2...nie wracam.athina 2008-03-25 02:03:10skomentuj (2)
w zjebach nie zawodzę
Zaspałam do roboty. Wściekła byłam jak szewc wyskakując z łóżka, choć własnoręcznie przecież z dziesięć razy chwytałam za telefon, by włączyć drzemkę, każdorazowo fundując sobie dziesięć minut w próżni, między jawą, a snem. Dobrze, że kudła nie miałam tłustego, bo spóźniłabym się jeszcze bardziej. Niestety skończyły się czasy wiązania włosia w koński ogon. Teraz po myciu trzeba trochę popracować z suszarą, szczotą oraz lakierem.
Nie będziemy bawić się w szczegóły…
Wsiadłam do auta i jadę. Telefon. Już jadę przecież. Telefon. Jadę, kurwa! Nie odbieram, bo słuchawka bezprzewodowa została wczoraj w firmie, nawet nie patrzę na wyświetlacz. Czego chcą, przesz wiedzą już, że zaspałam!
Wyjechałam za miasto. Telefon. Patrzę, kierunkowy wrocławki, o, coś się musiało stać, odbieram zatem pełnie się przedstawiając.
- Czy ja dodzwoniłam się do pralni?
„Nie, do mnie, słuchaj babo” – Tak
- Ja dostałam ten numer, bo ta inna pani nie może mi pomóc. Chodzi o to, że nasze prześcieradła są źle składane, a to nam utrudnia pracę – wykrzyczała na jednym wydechu.
- Nie rozumiem, proszę pani, jak prześcieradło może być źle złożone. U nas składa je maszyna.
- Jak to maszyna?
- Taka co się składarką zwie i jest ostatnim ogniwem procesu maglowania.
- Ale my tak nie chcemy, my byśmy chcieli żeby….ale ja to pani opiszę.
No ładnie, jadę z prędkością 100 km/h, kierownice trzymam jedną ręką i mam se na masce teraz, albo na przedniej szybie- jeszcze lepiej - rozkładać w myślach prześcieradło oraz składać je zgodnie z fanaberiami tej pizdy?
- Psze pani, ja jestem za kierownicą, ja nie będę składała…
- Ale to nam utrudnia pracę, bo jak my je potem rozkładamy do sterylizacji…
- Jeśli rozkładacie, to po co mamy składać w szczególny sposób? Sami poskładajcie, jak wam się podoba! Tutaj już miałam żyły na czole.
Była chwila konsternacji z tamtej strony. Ale dzielnie podjęła kolejna próbę.
- Czy pani widzi prześcieradło?
I to przelało czarę. Kurwa, ja pierdolę, nie dość, że pisk kobiety jest nad wyraz niewspółmierny do kurwa, ja pierdolę jakiegoś prześcieradła, to jeszcze ma wątpliwości co do możliwości mojej wyobraźni.
- Nie, proszę pani. Prowadzę samochód, jak mam widzieć prześcieradło?!
Znów chwila konsternacji.
- Pani jest jakaś złośliwa, czy co? Poproszę o numer do kierownika.
- Prowadzę samochód, nie mam w głowie numeru.
Pani się wyłączyła.
Telefon. Odbieram bez przedstawiania się.
- Prowadzisz jeszcze?
- Ty mi podesłałaś tę rozhisteryzowaną pizdę? – pytam Malwinę, cholerną urlopowiczkę.
- No, bo już tak mnie wkurwiła, w ogóle nie słuchała, że ja jej nie mogę pomóc, gdyż jestem na urlopie. Nawtykała mi strasznie. Chciałam podać jej numer do Kaśki, ale pomyślałam, nie, dam jej numer do Doroty, niech ją zjebie, przyda się jej i mnie nie zawiodłaś! Przed sekundą dzwoniła z żalem, że z tą panią nie da się rozmawiać. Hahahahaha! W zakładzie nawet nie podejmowałam tematu przescieradeł. Brygadzistki i tak za bardzo sa już skatowane roszczeniami klientów. Kurwa, ja pierdole. Zaczęłam od jakiegoś czasu katować klientów, że w umowie tego nie ma... Ja juz w snach kłócę się z klientem, bo to jest bestia szczególna! Biada im:> athina 2008-03-29 00:25:49skomentuj (5)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz