piątek, 6 marca 2009

Panie, to tylko kuchnia!

Trzy dni temu poklocilam sie z Olga o duperele w pracy, ktore podczas klotni urosly do rangi “Polak Ruskiemu pokaze!”, lub odwrotnie. Cala knajpa wie, ze sie bardzo lubimy, wiec natychmiast zaczeto plotkowac. Oczywiscie z potoku wyrzucanych przez nas slow nikt nie zrozumial niczego, bo “radziecki” jest tutaj malo popularny, choc slyszany na kazdym rogu. Ale ton naszych glosow, oraz ilosc bluzgow (znaja, juz znaja!) wypadajacych z mojego pyska, nie pozostawila zadnych watpliwosci. Sie zra! Ha! Sie zra!Ranna zmiana zatarla rece. W jej sklad wchodza dwie Albanki, moja I Olgi zmienniczki oraz maly Grek krecacy pizze. Moja, to typowa robotnica I plotkara, ale ma dobre serducho. Nauczylam sie juz z nia zyc.Olgi…Gorszy przypadek. Zmija. Usmiech, lizusostwo I szpila w plecy. Oby namieszac, a w sercu czern!Grek zas, nie dosc, ze jest pod stala kontrola psychologa, bo nie moze sobie poradzic z otaczajacym go swiatem, to do tego trafily mu sie wspaniale wspolpracownice. Terapia, kurwa, albanska.- Czesc, co slychac, jak corka? – nastepnego dnia cala trojka czekala juz na mnie w kuchni! Nadmienie, ze o zdrowie, samopoczucie mojego dziecka nie spytal nigdy nikt, oprocz Olgi.Lampki zaswiecily mi sie pod czaszka. Przeanalizowalam sytuacje i…- Dobrze, wszystko w porzadku, dziekuje za troske…Ale sie wczoraj pozarlam z Olga, wiecie?- Tak????- Chor, kurwa, chor!- No, bo nie podoba mi sie to, tamto I siamto. – Powiedzialam prawde. Rzeczywiscie w pewnych kwestiach sie nie zgadzamy I Olga o tym wie.W tym momencie zostalam przyjeta do "rannej" mafii. Skargi I wnioski na wielkim arkuszu grzmialy, ze Olga jest taka, siaka I owaka, a jeszcze przed chwilka ja bylam z tego samego sortu.I jakie szczescie z nich bilo. Oni beda mi bliscy teraz, bo wlasnie opierdalamy nieobecna Olge. Zlapalam sie za glowe.- Te mafie trzeba obezwladnic. – powiedziala na serio rozzloszczona Olga.- Poczekaj, na razie niech wiedza, ze dalej sie klocimy. Jaka to dla nich radosc, jaki sukces, przeciez najwieksza bolaczka byl wlasnie ten “mir” wieczorami I stawanie w obronie drugiego, a potem zrobimy swoje…- Powiedz jutro, ze mnie opierdolilas, iz nie umylam deski do krojenia, to Moja wskaze trzysta nastepnych bzdur, ktore mialabym po nocach szorowac.“To jest gniazdo os I szerszeni” powiedziala kiedys awcholere, ale ja nie lubie zla, typowego zla, zawisci, falszu. I Pandelis ma ze mna krzyz panski, bo nie umiem milczec. Przeciez kazde, ale to kazde miejsce, w ktorym sie znajdujemy mozemy “uporzadkowac”, potrzeba tylko odrobiny charyzmy!athina 2005-12-08 03:47:47skomentuj (12)

Kwiecisty grudzien

-Zimno sie zrobilo, ta franca, mamamuta wiezie aure z Polski. – powiedzialam do awcholere idac do supermarketu. Pol godziny pozniej wybralam sie w podroz do Aten po piecdziesieciogodzinnie zmasakrowana podrozniczke.***-Wierzysz?-Nie.***Pod ta palma chce miec zdjecie, o, pod ta tez…Pod tymi pomaranczami na srodku ulicy chce. O, kwiatki kwitna, ja pierdole, czy to jest grudzien???P.S. Sze, doszly. Wylam jak wyjec i pol oplatka zezarlamJ))) dziekuje:*athina 2005-12-10 21:20:45skomentuj (20)

Choinka

Przyrzeklam sobie, ze stane na glowie, zacisne pasa, ale Miska bedzie miala piekna, duza choinke. Trzy dni temu poszlysmy z mamamuta do jumbo I nabylysmy 182 cm drzewka oraz wszystkie swiecidelka.- Ty, tylko nie spij, jak wroce z pracy, pomozesz mi ubierac, co? – powiedzialam w obawie, ze sama bede to wszystko wieszala do rana.- Jasne.Przede wszystkim chcialam zrobic Misce niespodzianke I skamerowac rano jej reakcje. Oplacilo sie. Najpierw byla chwila konsternacji, a potem jeden wielki pisk I galop do swiecacego sie wielkiego czegos. - Si??? (czyt. gorace) – zapytala wskazujac paluszkiem bombke.- Nie I to wszystko twoje – odpowiedzialam z usmiechem.Nareszcie zrobilo sie swiatecznie.athina 2005-12-16 13:34:06skomentuj (13)

dosiegoroku

“Chalupy lelkam tu”, spiewa mi moja deprecha. Zyc ze mna nie idzie, a staram sie jak moge, by bylo “pachnaco”. Rano przesadnie slodze herbate, by zatuszowac kwas wymalowany na gebie, o jej wnetrzu nie wspomne. Przedswiateczna karuzela robi ze mnie manekina, ktory stara sie dac sobie ze wszystkim rade. Boli mnie dusza. Znow jestem za daleko. Od dziesieciu lat udaje, ze Wigilia z bliskimi, to tylko wmawianie sobie tradycji, I ze mozna sie obejsc…Mikolaje coraz smielej zagladaja w okna, swiat mieni sie noca tysiacem barw, staruszkowie maszeruja ulicami machajac splecionymi w jednosc dlonmi, a ja wracam do mojego malenstwa I boje sie mowic, ze poza mna jeszcze cos istnieje. - Moja mama – nauczyla ja mamamuta.Boze, daj mi sile, bym mogla zawsze byc dla niej choc polowa jej swiata.Zycze Wam wesolych, RODZINNYCH I pogodnych swiat, o spiewajacym karpiu nie wspomne. Do siego roku!athina 2005-12-21 01:34:44skomentuj (16)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz