piątek, 6 marca 2009

oby nie z bykiem

Nie ma to jak wczesnym wieczorkiem wypić napój energetyczny. Tak właśnie zrobiła Ela zaraz po wyjściu z pracy. Pić jej się chciało jak jasna cholera, złapała to, co stało w szafce, takie z bykiem i chuj.Następnie Ela szczęśliwie dotarła do domu, sunąc przez mrok, deszcz i ogólną rozpierduchę. Kolacyjka, prysznic, rach trach, aby do wyra. Zaplanowała spanie na całego, że ona się porządnie ten tego.O pierwszej w nocy wyłączyła w końcu telewizor, jej najlepszy środek nasenny. Owieczek naliczyła około bańki, a była dopiero druga. Potrafię sobie wyobrazić to, co czuła, bo chcieć, a nie móc zasnąć, to jedno z przykrzejszych doświadczeń, jakie nas w życiu napastują.Pozycje zmieniała razy esiąt, w efekcie prześcieradło miała pod szyją, kołdrę w nogach, a poduszki na podłodze. I chuj.Naście razy już zamierzała wstać, by zrobić coś pożytecznego i na przykład umyć podłogi, ale nie chciało się dupska ruszyć. No i sen przecież mógł w każdej chwili nadejść, to chyba lepiej żeby ją zastał w łóżku, a nie nad wiadrem. Wybiła trzecia.Powoli Ela zaczęła łapać najnormalniejszego w świecie, który czasem dopada najspokojniejszych nawet ludzi, wkurwa. „Kurwa, ja pierdolę” mówiła pod nosem przyjąwszy pozycję horyzontalną. Zapragnęła kielicha, dwa, trzy, aby zasnąć, ale nie było. Umęczona przestrasznie zasnęła gdzieś koło czwartej.Może jeszcze śpi? Kurwa, muszę do niej zadzwonić!athina 2007-11-09 10:51:29skomentuj (2)

Wejście smoka

Wracając z psem ze spaceru, tatuś nabył za trzy dychy kartę doładowującą komórkę.Poprosił mamę o wykonanie skomplikowanej operacji doładowania, bo on ślepy.W istocie tato nie potrafi współpracować z automatem, polecającym wcisnąć jeden, jeśli to, dwa, jeśli tamto, dziewięć, jeśli sramto. Zaś mama radzi sobie z tym lepiej niż ja, gdyż jest ssakiem nad wyraz cierpliwym. Doładowała. Przyszedł komunikat, że konto zostało zasilone kwotą 30 zł i nic. A tato pilnie potrzebował zadzwonić właśnie do mnie. Trzy razy włączał i wyłączał telefon, który uparcie pokazywał jeden grosz i nie zezwalał na komunikację.Zły jak szewc, tatuś złapał telefon, kartę, trzasnął drzwiami, wsiadł w samochód i pojechał do punktu obsługi klienta.Doskoczył do faceta przy pierwszym biurku i:- Wy złodzieje, co wy sobie myślicie, że debila złapaliście?!- Proszę pana, ale ciszej, o co chodzi?- Co ciszej?! Już drugi raz chcecie mnie tak okantować, ale wtedy była niedziela, to nie przyjechałem. Chcę zwrotu za kartę, ale już!- Dobrze, spokojnie, proszę pana.- Ja wam, kurwa, dam spokojnie. A za taksówkę 15 zeta kto mi zwróci? Sprzedajecie trefne karty z nadzieją, że ludzie się nie upomną! Banda! Ile macie miesięcznie z takich osłów, co?Facet za biurkiem nie wiedział gdzie ma schować głowę, a wszyscy klienci wlepiali w niego gały, czekając na rozsądnie i godne wiary obalenie tatusiowych zarzutów, ale chyba nic mu nie przyszło do głowy. Ojciec potrafi człowieka speszyć, fakt.Podnosząc się z krzesła poprosił o chwilę cierpliwości i zniknął za drzwiami zamkniętymi dla osłów.- Ja poczekam, mam czas – złośliwie łypnął tatko w stronę pani za biurkiem obok.Facet wrócił pewniejszy siebie, jeszcze raz przeprosił, że komputery itepe…- Dobra, co z moimi pieniędzmi i za taksówkę?! – Zapytał ojciec ostro.- Już jest zlecenie na doładowanie 45 zł na pana konto.O, i tu przypomina mi się sytuacja, kiedy przedziwna przyjechał do mnie, do Norymbergi, a ja musiałam załatwić jakąś ważną rzecz w urzędzie, bodaj Stanu Cywilnego. Pokoi przyjmujących petentów było chyba pięć, pracował jeden. Osób czekających trzy, z nami włącznie. Praca pań wyglądała tak: jeden petent, dwadzieścia minut przerwy, drugi… Zaliczyłyśmy stan powagi, pokory, rozbawienia, głupawki z paniami o dziwnych fryzurach, kosmitami i dinozaurami w rolach głównych. Kiedy już nic nie chciało nas bawić, a tyłki zdrętwiały od twardej, drewnianej ławki, przedziwna przybliżyła się do mnie i rzekła półszeptem:- Twój tato szybko by to załatwił…”lachociągu jak pracujesz”.athina 2007-11-24 14:25:55skomentuj (3)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz