niedziela, 29 marca 2009

Niedzielne korki

Niespodziewanie wpadły mi dziś nowe korki. Na natychmiast, bo korepetytorka zachorowała, a córka jutro będzie pytana i bardzo się boi. Zgodziłam się bez wahania, chociaż w niedzielę ma człowiek inne zmartwienia, niż tyranie. Kij ma za to dwa końce, złapałam kasę na paliwo i inne brewerie, jak świeże „Bobaski” dla Miśki, jej ulubione. Serafina od razu ukradła jedną i musiałam długo ją łapać, żeby nie zeżarła z folią. Ta kocica ciągle jeszcze myśli, że dybiemy na jej żarcie. Lata ze zdobyczą po chałupie, jak Żyd po pustym sklepie i warczy na nas, niczym wygłodniały kojot. Ale to nic! Za chwilę parówka już jest "be", bo się przeżarła, ale jeszcze by coś przetrąciła. Każde otwarcie lodówki powoduje, że muszę wyciągać z niej kota. No dzicz! Surowizny nie lubi, Maciej uwielbiał. Za to tuńczyk w oleju jest pyszny.

Odstawiłam Miśkę oraz Mija do mamy i w te pędy pojechałam dokształcać młodą licealistkę. Siedem zadań do domu na weekend. W tym trzy z nich, to były mini wypracowania na bazie czytanki. W ogóle odniosłam wrażenie, że na lekcjach mało się robi, oprócz przekazania niezbędnej wiedzy, jak np. tworzenie Präteritum, kilku zadań przykładowych i won. Reszta należy do ucznia w domu. Dla mnie takie zadania, to pipa, ale Karolinie szczerze współczułam. Jej matka chwilę pofukała, że dziecko tylko siedzi z nosem w książkach, bo ma też inne przedmioty - bla, bla, przyniosła herbatkę i się oddaliła.

Dyndałyśmy nad tym dwie godziny. Niegłupia dziewczyna, widać, że się przykłada. Już samo jej pisanie z dyktanda mi się podobało. Niemiecki ze swoimi umlautami jest lekko przychlastany dla kompletnego laika.

Na koniec dowiedziałam się, że obecna korepetytorka często choruje i stąd decyzja o znalezieniu nowej. Jest zatem szansa, że jeszcze się z Karoliną zobaczę, acz życzę pani korepetytorce dużo zdrowia.

Miśka strzeliła focha, że długo mnie nie było, ale pomachanie jej kasą przed nosem załatwiło sprawę. Jako łapówkę, wybrała sobie Kinder Bueno. Za to Mijo z Gufim ojca znów spierdolili z podwórka. Nie mamy pojęcia, gdzie szlajają się te psy. Pewnie gdzieś ćpają, bo suki zaczynają się gonić.

Zapomniałam kupić żarówkę do kuchni, bo się była wczoraj i spaliła. Wykręciłam Miśce z jednej żyrandolowej odnogi, ale ma tylko 40 przypierdolenia, a ja tutaj potrzebuję najmniej 100. Gały mnie lekko z orbit wylatają i gwiazdki po bokach fruwają. Chociaż mam klaptopa i bym se mogła z nim nawet i w kibelku siedzieć, moim miejscem ukochanym jest właśnie kuchnia. Jedynym, gdzie mogę jarać fajki i w ogóle uwielbiam wszystkie kuchnie, nawet ciemne.

Wiosna się zbliża, i ciepło jest oraz przyjemnie...jest. Tylko znów przegapiłam zmianę czasu. Zorientowałam się gdzieś około południa... Oj, boże, wielkie mi halo!

7 komentarzy:

  1. cholero szykowalam sie do spania, a Ty z postem wyjezdzasz:P
    Oj normalnie zabiju ;o)
    ale nawiazujac do posciaka, szczerze zycze aby poprzednia korepetyrorka zamogla na kilka tygodni. Wiem , zem szuja, ale kurde kasa z nieba sama nie leci :D
    A co do mlodej, ze uwielbia lakocie buenocie, to normalka, tosh to sie w gebie rozplywa i prosi o wiecej :)
    Wiem, bo sama kupuje na zas i jak sie skoncza latam jak szalona zeby zapasy robic.
    Przywiez ja tutaj to poszamiemy sobie to co normalnie zakazane :P:)
    No ciotka wierze w Ciebie :):*:*:* Dzielniacho :]

    OdpowiedzUsuń
  2. mialo byc zaniemogla (czy tez rozchorowala :P:), cholerne literowki moje :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Z drugiej strony, może to nie dotyczy Twojej uczennicy, widzę że nauczyciel ma nauczyć a dzieciar siedzi i czeka aż go nauczą.
    Męczę się z dzieciarami bardzo. Ja się nadaje tylko do uczenia dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bron bosze aby dziecko sie choroba zarazila, niech se siedzi w domu dla bezpieczenstwa ;).
    A hmm wurst to wszystkie dzieciaki uwielbiaja. Wnuk sie wczoraj tesz z lodowki plasterkami czetowal. Schinkenwurst-Royal. Bitte WURSCHT. Bosche i jak sie przy otwieraniu lodowki Oczeta swiecily :D:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana wez se tam pogrzeb w ustawieniach i zlikwiduj te literki-paralityki co to je trzeba wpisywac coby sie koment ukazal.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, paralityki są dla pijaków chyba...Pomyl się raz, to jeszcze bardziej sie wyginają za drugim podejsciem, hehe. Ale usunęłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sze, po części masz rację, bo mam i takiego osobnika, ale mówimy nie o historii, a języku obcym. Do tego niemiecki jest o tyle specyficzny, bo "kanciasty" i bez zachęty oraz odpowiedniego podejścia nauczyciela ci uczniowię będą siedzieć i czekać...do prawie końca semstru. Bo bez serca nie ma bata, by naprawdę chcieć się czegoś nauczyć, a juz zwłaszcza języka bez realnego kontaktu z nim. Angielski, to inna piłka, jest modny, piosenki, te sprawy, strony internetowe, a niemiecki co?...Zaliczyć. I tu akurat dziwię się wykładowcom, bo kto jest germanistą, zgłębił język na tyle dobrze, by umieć nim zaciekawić uczniów...

    OdpowiedzUsuń