piątek, 6 marca 2009

Die Fressenorgie - Wiedzmin

Sprawa wyglada nastepujaco:1.Athina zabiera sie do bloga juz ze trzy dni i kupa.2.Jak juz weszla w trans to jej podobno skrzydla podcialem bo cos tam skrytykowalem i nastepna kupa.3.Zlecila napisanie bloga mi i to jest doiero ta wlasciwa kupa.Wczoraj wieczorem bylismy zaproszeni na 125 urodzny. Athi troche sie wymigiwala bo Miska i pozno bedzie. Takie zwykle matczyne gadanie, ale w koncu i tak zadnych szans nie miala zeby zostac w domu i na kompie pol nocy siedziec.Zapakowalismy dziewczyny do auta i w droge do Wiesbaden. Pan domu zaprasza na francuska kolacje na czesc swojej matki i ex zony Klaudii.Zaczelismy o osmej wieczorem.- Kto pije aperitif? - Pyta pan domu.Niestety w tym miejscu moja zona byla szybsza i zglosila sie wszesniej niz ja, zatem mnie pozostalo siedzenie cala noc o suchym pysku. W koncu ktos musi do domu samochodem pojechac.W planach jakies dziewiec dan plus desery i napitki. Na pierwszy ogien poszlo cos wygladajacego na duze tlusciutkie robaczki. (Krewetki!!! Podpowiedziala mi wlasnie oburzona Athina)Wygladalo to tak, duzy talerz a na srodku kupka jakiegos badziewia.Athi zrobila wielkie oczy.- I co ja sobie mam tym pojesc?? (Po pieciu minutach.) Jeszcze mi Miska wszystkie krewetki wpiepszyla, a dla mnie zostala buleczka (na oko trzy centymetry srednicy) z sosem.Athi przezornie zjadla nastepna buleczke z resztkami sosu.- Poczekaj jeszcze ci jedzenie wyjdzie bokiem.- Odpowiedzialem wiedzac z doswiadczenia jak takie kolacje wygladaja. Na wszelki wypadek zjadlem tylko pol buleczki,Nastepnie byl tatar z lososia, pieczone rybki wielkosci welonkow – samcow, ges, przepiorka, jegnie itede.Kolo pierwszej w nocy Athi obzarta po uszy zagladnela do menu i az jeknela. - Kurwa, przeciez my jestesmy dopiero w polowie zarcia. Po co ja tyle tych buleczek zjadlam?? Jak tak dalej pojdzie to w szpitalu na plukaniu zoladka wyladuje. A co z moja dieta??? Teraz bez Miski na rekach bede 86 kilo wazyla.- Spokojnie zostal tylko ser z winogronami w sosie „blabla”, cztery desery i pare rzeczy do wypicia.- Nie, to nie na moje zdrowie.Tu Athi delikatnie wycofala sie od stolu niby pielegnowac Miske, (choc ta spi jak zabita w koncu ja sam ja uspilem) a tak naprawde po prostu zrejterowala.Jedzenie skonczylismy cos kolo czwartej nad ranem. Gwoli scislosci nie tylko Athi padla po drodze.Przygotowania do powrotu staly pod znakiem miskowych skarpetek. Miska po prostu wziela przyklad ze mnie i gdy ja pozbylem sie butow, ona stwierdzila ze skarpetki sa jej tez niepotrzebne, zatem hmm...Szukalismy wszyscy, nie mozna jej bylo niestety dobudzic, zeby zapytac gdzie je wsadzila. Koniec koncow skarpetki odnalezlizmy i moglismy wracac do domu.W przyszla sobote tez jestesmy zaproszeni na tym razem 65 urodziny :-), ale na 100 osob.Przerazona Athi jeszcze w Wiesbaden stwierdzila, ze drugi raz nie da sie wpuscic w takie ekscesy.- Juz nie te lata - powiedziala majac na mysli "Juz nie ta tusza" :-))))athina 2004-09-05 23:27:58skomentuj (4)

Nasz Wielki Powrot

Tak wracalismy zjebani jak psy, przesylamy zdjecia zrobione telefonem komorkowym.Szkoda, ze Miski aparat foto, bedacy prezentem na chrzciny zostal zatrzymany we Wloszech z przyczyn ......Tja.
athina 2004-09-06 16:03:27skomentuj (23)

mam wolne

walam sie po domu, siedze przed kompem, spiewam piosenke: "starych nie ma, chata wolna....". Majtki mam na dupie stringi, recznik na glowie, maseczke na mordzie, przytupuje sobie noga i nagle wlewa sie do domu gromada chlopa! Syn Klaudii tez ma chate wolna przeciez, o czym ja nie pomyslalam. Przykrylam sie sukienka Klaudii, a trzech mlodych, roslych (ja pierdole jakich ladnych) chlopakow puscilo do mnie po oczku.O urodzinach Jutro. Aparat fotograficzny tez ma swoje prawa, no. Tymczasem cmok od nas. Ide spaaac, hihihi....sama... prawie sama:Dathina 2004-09-11 23:54:45skomentuj (9)

Pociagowa toaleta

Poranek wczesnyJade pospiesznymWprost do WarszawyZalatwiac sprawyPociag o czasieJa w drugiej klasieWagon sie kiwaPije trzy piwaLódz NiciarnianaW pecherzu zmianaPecherz nie slugaA podróz dlugaRuszam z tej racjiDo ubikacjiKto zna kolejeWie, jak sie lejeTo, co trzesie sieW Los AngelesieForme osiagaW polskich pociagachWyciagam lapePodnosze klapeBiada mi biadaKlapa opadaRzednie mi minaTrza klape trzymacLokiec, kolanoTrzymam skubanaCeluje w szparkePuszczam NiagarkeTryska kaskadaKlapa opadaFatum zlowieszczeWszak wciaz szcze jeszczeOrganizm plynnaSpelnia powinnoscNajgorsze to, zePrzestac nie mozeTocze z nim bojeJak Priam o TrojeChce sie powstrzymacRatunku ni maPociag sie gibaA piwo splywaLece na scianeZ mokrym organemLecac na drugaZraszam ja strugaWagonem szarpieLeje do skarpetTanczac CzardaszaNogawki zraszamO, straszna mekoKozak, flamencoTancze, choleraWzorem Astair'aMiota mna, ciskaJa organ sciskamWagon sie chwiejeNa lustro lejeSklad sie zataczaJa sufit zmaczamWszedzie LabedzieJezioro bedzieOdtanczam z placzemLa KukaraczeZwrotnica, podskokSpryskuje oknoNierówne zlaczaButy nasaczamPociag hamujeDrzwi obsikujeI pasazeraCo drzwi otwieraPlus dawka sporaNa konduktoraResztka mi kapieNa skrót PKPWreszcie pomaluBrne do przedzialuPasazerowiePatrza spod powiekPytania skapeGdzie pan wzial kapiel?"Warszawa, Boze!Nareszcie dworzec!Chwilo szczesliwaNa peron splywamWalizke trzymamOdziez wyzymamAch, urlop blogiOd fizjologiiUlga bezbrzeznaPociag odjezdrzaRusza maszynaHen w dalPo szczy...Po szynach. Wiersz ten znalazlam u Wiedzmina w kompie...Byl tez kiedys na stronce Polonusow. Nie znam autora.athina 2004-09-14 14:03:47skomentuj (7)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz