piątek, 6 marca 2009

Aspiryna

Babcia kingusia jest starsza kobieta i zjada duzo lekow, to graniczy z lekomania. Do tego chetnie stawia innym diagnozy i wciska wlasna terapie.Razu pewnego, kiedy Julcia byla jeszcze w szpitalu, pielegniarki zaniedbaly i zaczerwienila sie jej dupka. Opowiedzialam to babci i dostalam masc-cudo, ale przez nieuwage zapomnialam wziac ja ze soba. Pozniej sie okazalo, ze na szczescie.Jak wrocila do domu, dupka znow byla czerwona, zapytalam babci, gdzie jest ta masc-cudo. „A, ja nie pamietam jaka to byla masc.” Powiedziala babcia ku mojemu zdziwieniu. „Ale zaraz poszukam....O, jest, to chyba ta.” „Nie babciu, tamta byla chyba niebiesko biala.” Powiedzialam zniecierpliwiona. „Czekaj, przeczytam ulotke.” Czyta, czyta i mowi, ze to ta. „Babciu, a nie ma kortyzonow?” „Nie ma” „A co to jest tutaj napisane? Jakies cortzionici?”... „A to znaczy, ze nie moga smarowac sie nia uczuleni na kortyzony.” Kupilam masc cynkowa....bezpieczniejsza.Siedze sobie przed telewizorem, wchodzi babcia kiedys indziej. „Kochana, ty karmisz piersia, mam tutaj dla ciebie witaminy, bierz je.” „Babciu, ale ja mam zestaw witamin.” „Wez i te, nie zaszkodzi.” Czytam co tam jest napisane...”Babciu, ale te tabletki stracily waznosc osiem lat temu!”A teraz najlepsze. Dopadly mnie depresje i niepokoje wewnetrzne, poszlam do babci, ktora chwalila sie, ze ma na to srodek. „Prosze kochanie, to te tabletki, wez jedna dziennie, nie wiecej!” Wzielam. Jedna, malutka tabletke wzielam. Po pol godzinie nogi sie pode mna uginaly i przysypialam na stojaco. „Ale dawka, trzeba chyba po polowie brac.” Pomyslalam patrzac na pudelko bez sensu, bo i tak niec nie rozumialam co tam napisano. Przyszedl king z pracy, pokazalam mu pudelko i powiedzialam jakie byly skutki zazycia tabletki. „Jesu, ile tego wzielas? Jedna? Nie bierz wiecej, to srodki do walki z bezsennoscia, a do tego stracily waznosc dwa lata temu!”Teraz nie biore od babci nic, a jak potrzebuje aspiryne, to tylko te, ktora ma na tabletce wyryte, ze to aspiryna, bo strach!athina 2004-03-31 12:21:45skomentuj (1)
kaco

Po kilku dniach pobytu mojej babci u nas uslyszałam: „Dziecko, masz straszne szambo w gębie, nie klnij tak.” Ale siara. Więc postanowiłam się kontrolować. Nawet się udawało, w końcu nie mam aż tak ubogiego zasobu słownictwa. Jebaną rasę zastąpiłam cholerną rasą, kurwę kużwą itd., problem był ze słowem zajebiste. Postanowiłam zatem z niego nie rezygnować, bo jest po prostu zajebiste. I tak sobie z babcią dialogowałysmy o wszystkim i niczym...Bez bluzgania.Weszłyśmy na temat kotów, za którymi nie przepadam, bo nie chcą chodzić na „smyczy”. Babcia wyrażnie się ożywiła i zaczęła opowiadać o swoich kotkach. Jakie one mądre, czyste i kochane. „...A raz ci chodzę do kuchni, patrzę, nie ma mięsa, które rozmroziłam i wsadziłam do garnka z wodą. Galopuję do przedpokoju i co widzę? Mruczek obraca mój objad. O, ty skurwysynie jebany, jak mu kopa zapierdolę...Poszedł w pizdu!” „A widzisz babciu, że czasem się nie da nie bluzgać?” Po prostu zapierdoliła mu kopa i już. Hahahahhahahah!Kilka dni potem pojechaliśmy nad morze. Siedzieliśmy sobie w pizzerii, a ja zaczęłam opowiadać o koledze, który kiedyś powiedział, że nie wie co to jest kac...Owszem, czasem boli go głowa, rzygać mu się chce i pić, ale co to jest kac, to on pojęcia nie ma!Kinguś na to żebym ze słowem kac uważała, bo kaco po włosku to chuj. I chociaż byś czlwieku bardzo chciał, nie da się nie przeklinać.athina 2004-03-31 13:33:12skomentuj (2)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz