piątek, 6 marca 2009

1 2 Zawiodlam

Hej kochani, odwiedzający mój blog. Przez ostatnich kilka dni zadawałam sobie pytanie, czy pisać dalej. W moim życiu dzieje się wiele, ale pisząc o tym boje sie, że ktoś z Was odbierze to jako miód na serce wlasnego ego. Bo ja obrzydliwy buntownik jestem, no i patriota do możliwości granic.Mój dziadzio (przyszywany) wybiera sie na tamten świat. Wczoraj wieczorem wpadłam do jego pokoju z flaszką mleka dla Miśki i schnącymi pasemkami na głowie (nalożonymi przez pijanego kinga....jednak nie opierdoliłam se w szale dzis rano włosów na pałę). Dziadek właśnie odpychał od siebie babcię i kinga, zobaczywszy mnie w drzwiach rozpaczliwie kiwnął reką, „chodż tutaj”. Serce odmawiając posłuszeństwa odebrało mu czucie w nogach. Szok wymalowany na twarzy tego człowieka obudził we mnie pozaziemskie moce. Moje długie ramiona objeły to kruche, zdruzgotane wstrząsem ciało i nie używając słów nakazały oddychać spokojnie. Czekając na karetkę zastanawiałam się co by było, gdyby przyszło mu konać w moich objęciach i powiem Wam szczerze, że wcale się tego nie bałam. Miałam w moich rękach 85 lat i czułam, że te 85 lat ufa tylko mi, ze cokolwiek sie stanie, to właśnie ja mam przeprowadzić go na tamtą stronę. Karetka zdążyła, ale dziś jest bardzo żle. I ja, taka odwazna kobieta nie mam sił, by spojrzeć w te oczy, nie mam odwagi, by tam, do niego pójść. Po prostu zajebiście sie boję. Zawiodłam?athina 2004-06-03 18:36:04skomentuj (3)

Ząb

Decyzja podjęta w minutę. Jedziemy nad morze. Pierwszy raz w tym roku posmażyć się na plaży i pokazać Miśce jak inne dzieci pluskają sie w wielkiej wodzie. Obowiązkowo trzeba było wynająć miejsce pod parasolem, tylko 8 euro(!). Wielka woda była deko za zimna, nie przypadła Miśce do gustu, ale sesja zdjęciowa była. Na kolorowej kołderce z piszczałkami też. Piasek za to bardzo sie dziecku podobał, miała go nawet w majtach.- Popilnuj Miśki, ja idę zmoczyć nogi. Powiedziałam do kinga. Po minucie juz tęskniłam, wracam, a ten do mnie:- Upierdoliła mnie w palca, ząb się wyrżnął!- Pierdolisz...- Naprawdę, przejedż palcem po dziąsełku.- Rzeczywiście, Miśce wyskoczył pierwszy ząbek!Trzeba to dzis opić, i każdy następny. Jesssooo, moja Misia ma zęba, ząbeczka, ząbeczeczka.athina 2004-06-04 20:19:56skomentuj (2)

Odszedł

Dziadzio odszedł. Po cichutku, we śnie, bez strachu. Niech śpi spokojnie, niech anioły zaprowadzą go do nieba bram. Kiedyś jeszcze się spotkamy.athina 2004-06-05 10:25:08skomentuj (3)

boso

Pogrzeb, jak pogrzeb, przygnębiający. Wcale bym o tym nie pisała, gdyby nie fakt, że dziadek został pochowany bez butów! Babcia nie umiała odpowiedziec na pytanie dlaczego....Bo tak jest i basta. Ciotka ze śmiechem powiedziała mi, że dlatego, iz dusza po śmierci fruwa i buty tylko by ciażyły. Informator kinga powiedział zaś, że we Włoszech w butach chowa się tylko papieża, ale dlaczego nadal nie wiem. A może ktos z Was wie?athina 2004-06-12 11:36:26skomentuj (2)

Od arandziaty boli dupa

- Babciu, jade do sklepu, potrzebujesz cos?
- Kup mi arandziate pomarańczową.
- Fantę?- Pomarańczową.
Wsiadłam na nasze stare dwa kółka z koszykiem na kierownicy i szczęśliwa, że nareszcie sama, bez Miśki, popedałowałam do supermarkato.Chleb, worki na śmieci, olej, ryż...Trzeba sie spieszyć, bo Miśka zaraz ma jeść.
- Grzeczna była?
- Pewnie! Całego biszkopta zjadla i teraz słucha orkiestry. Popatrz jak patrzy w telewizor.
- Noooo, to ja jej zupkę przygotuję.Polazłam na górę karmić dziecko.
- A gdzie arandziata?
"O, kurwa, arandziata!"
- Zapomniałam, babciu.
- No to jak nakarmisz, to jeszcze raz pojedziesz, nie?
- Pojadę.
- Kupisz jeszcze kandidzinę.
- Po co? Jest vanish, nie chce tej chemii w domu.
- Ale ja chcę, potrzeba mi do pościeli i firanek....Kandidzina, koncentrat pomodorowy, żel do kibla, wino, grzechotka dla Miśki (jaka ładna) i body na ramiączkach dla mojego maleństwa...
- Grzeczna była?
- Pewnie, całego biszkopta zjadła i teraz patrzy na kaczora donalda.
- Chodż kochanie, zerwiemy kwiatki do wazonu....
- A gdzie arandziata????!!!!
"O, ja pierdole!"- Zapomniałam, babciu.
- Co się z wami dzieje, nie do pomyślenia, o czym wy myślicie. Pojedziesz?
- Pojade.
10 km jak nic pierdolnęłam przy sobocie. Dupsko boli...athina 2004-06-12 11:55:11skomentuj
(5)
jedwabniki
- Babciu, co to za owoc? Wygląda trochę jak jeżyna.- Morwa, nie znasz? Biedne dziecko z miasta. Jak byłam mała to moi rodzice hodowali jedwabniki na liściach morwy. Ileż to było roboty przy tym cholerstwie.- A jak wyglądała taka hodowla, babciu?- He, he. Szło się do takiego skupu i brało małą garstkę zamrożonych jajek motyla białego. Malutką ilość, wielkości żółtka z jajka. W domu tato rozkładał te jajka na szarym papierze i kładł to na takiej siadce wiklinowej. Następnie posypywał te jajka posiekanymi liśćmi morwy. Hodowla odbywała sie w okresie od marca do maja, kiedy morwa nie miała jeszcze owoców, to było bardzo wazne. Ważna też była temperatura w pomieszczeniu, 18-20 stopni Celsjusza, nie więcej.Karmiło sie te robale 6-7 razy w ciągu doby i tak po dziesięciu dniach z jednego milimetra osiągały wielkość 1 centymetra.Wówczas przykrywało się je następnym arkuszem papieru, ale z dziurkami, rozsypywało się na tym już grubiej pokrojone liście morwy i robaczki przez te dziurki wychodzily na górę, a pod spodem zostawały odchody. Z ilości, którą można było wcześniej zamknąć w żółtku, rozrosło sie to wszystko do wielkości ok. 20 cm kwadratowych. Ich kolor tez uległ zmianie, z ciemnego zrobiły się jaśniutkie.Po 14 następnych dniach jedwabnik mial już wielkość małego palca. Znów kładło się na nie papier, ale już z większymi dziurami. Wiesz, kiedy się wiedziało, że już czas na to, by przerzucić je piętro wyżej?Bo zasypiały na dwa dni. Jak sie budziły, wspinały się przez te dziury do żarcia.Hodowla trwała przez około 40 do 50 dni. Na sam koniec, kiedy robale były już tak duże, że baraszkowały na powieżchni o wielkości trzech stołów, robiło się im namiot ze swieżych, a po środku suchych gałęzi morwy. Wiesz jaką miały barwę? Trudno mi opisać, były przeżroczyste. Najadłszy się wędrowały na te suche gałęzie i zamykały się w kokonie. Wówczas trzeba było działać szybko, zebrać je po tygodniu, dobrze oczyścić szczotką z takiego jakby mchu i biec do skupu, bo kilka dni potem wyszłyby z nich motyle.W tym skupie, a raczej fabryce jedwabiu, wrzucano te kokony do kotła z wrzącą wodą i stojącym prętem zakonczonym na dnie kilkoma odnogami. Jedwabniki rozpaczliwie czepiały się tych odnóg i puszczały nitkę cieńszą niż twój włos, która nawijała się na ten stojący pręt. Wyobraz sobie, że kobiety, które pracowały przy tych kotłach, musiały wsadzać rece do tego wrzątku, by pozaczepiać do tych odnóg te jedwabniki, które się nie przyczepiły. Straszna rzecz.I tak powstawał jedwab, zjedz morwę, nie bój się, jest bardzo slodka.Nie wiem, w którym wieku pewien Włoch o nazwisku Marconi przeszmuglował dziesięć jedwabników z Chin w bambusowej lasce. Wykradł ich tajemnicę...athina 2004-06-19 13:57:24skomentuj (7)

Inwazja

Inwazja mrówek na nasz dom zaczęła się wraz z nadejściem wiosny. Od południa zaatakowały nas faraonki i panoszyły sie w kuchni, od północy jakieś takie skrzydlate zajęły pokój dziadka.Babcia po kilka razy dziennie zasmradzała cały dom trucizną w spreju, dosłownie topiąc intruzów w tym środku, który wdychaliśmy wszyscy. Powiedziałam dość, bo bałam się o Miśkę.- Teraz ja się nimi zajmę, babciu.- He, he. Ja przez tyle lat walczę z tymi skurwysynami, aż mi się czasem płakać chce! Zaczęłam od obserwacji napastników, bo chciałam wydybać ich „centrum dowodzenia”. Okazało się to rzeczą niemożliwą, bo jeden milion galopuje gęsiego na wschód, drugi na zachód, potem zawracają, w połowie drogi kręcą się w kółko, coś tam do siebie gadają, po czym biegną w zupełnie innym kierunku i znów krecą się w kółko.Wściekła jak pies złapałam za wrzącą wodę i chlus, chlus, chlus. Za jakiś czas zwłok już nie było, cmentarza nie znalazłam, za to nowe oddziały wroga biegały sobie w najlepsze. Sól! Wyzbyłam się całego zapasu kuchennego...Daremnie.W końcu sfrustrowana dogłębnie sięgnęłam po środek w proszku firmy Bayer. Obsypałam nim wszystkie progi naszego domu i schody oraz parapety. He, he. Mrówki w domu nie ujrzysz, ale za to opanowały cały podjazd, o rozłożeniu koca na trawie można tylko pomarzyć! Na kwiatach róży mrówki, na pachnących piwoniach mrówki. Co mam zrobić? Pomóżcie, bo oszaleję!athina 2004-06-22 12:18:31skomentuj (4)

szefowa

Panowanie Miśki w naszym domu można nazwać dyktaturą absolutną. Mało tego, za cel postawiła sobie wychować mnie jak należy i muszę przyznać, że jestem posłuszną wychowanką, a język małej „szefowej” pojęłam w mig.- eeehe, eehe – znaczy „i po co mnie tu położyłaś? Nie chcę!”- yyyyiiiii – „ Podaj mi to, nie widzisz, że upadło?”- hyhyhy...uaaaa! – „Ile mam cię wołać, no, ile?!”- giee (przy tym energiczne machanie kończynami) – „Pobawimy się?”- uuuuuu (u kogoś na rękach) – „Chcę do mamy, zostaw mnie!”Z cała świadomością przyznaję się, że jestem niewolnicą własnego dziecka. Nigdzie nie mogę się bez niej ruszyć, bo ona nikogo innego nie akceptuje! Imprezy u znajomych są wieczorami, więc... Całe szczęście, że mam ten cholerny internet. Całe szczęście, że mam jukee, która też niewolnicą jest, a jakże! Całe szczęście, że Miśka czasem sypia... ostatnio ząbkuje, gorączkuje, więc w nocy też stoję na straży, ale to minie...minie...minie! Minie, prawda?A propos, czy można gdzieś złożyć zażalenie na brak strony www.blog.pl przez (czesto!!!) trzy dni? Czy ktoś mógłby mnie zrozumieć, że w tej zajebanej wiosze, w której mieszkam to wszystko, co mam? Oczywiscie oprócz szefowej.athina 2004-06-24 13:48:12skomentuj (8)

Co za dzien

Jednak wybraliśmy się do pediatry, ząbki, ząbkami, ale ta gorączka...No, niby też normalka, ale to jest wcześniak, lepiej dmuchać na zimne.- bjhfvjj knunvj nfjm ljhgb. Powiedziła pani doktor, osłuchując pierś Miśki.- Co? Trąciłam kinga w bok.- Czekaj, potem ci powiem.Mój włoski pozostawia wiele do życzenia, bardzo wiele, normalnie raczkuję potykając sie jeszcze.- Zapytaj dlaczego sra...hhmm...robi kupy na zielono.- Perkie sajkll j hjkxz gjh mfdj bla bla? Przetłumaczył king.- E normale, perkie jdshzjgf .khdhg drkxz.lj jjs cfd. Odpowiedziała dotoressa.- I co?- Potem!!!Wyłączyłam się, bo właśnie próbowałam dać do zrozumienia pomocnicy pani doktor, ze Miśka woli, aby to mama ją ubrała. - No, no, lassen sie das, ijo solo, ijo. Ale to pani praca, więc dalej naciągała ubranka na moje roniące łzy jak grochy dziecko. „Du ju, kurwa, anderstend mi? Was fuer ein scheiss, tralalala, Miśka, nie wyj, nie rób siary.” Myślałam i nawet nie zauważyłam, że mam w pysku zaszczaną pieluchę....- Powiedziała, że słyszy szmery w oskrzelach. Ale to może być wynikiem gorączki, tego, że się darła, jej ząbkowania, lub anemii...- Anemii??? Poty na mnie wyszły. – To ja dwoje sie i troję, cielencinka, swieża marcheweczka, selerek, ziemniaczek, jabłuszka soczyste...Anemia???- Nie o to chodzi, żelazo, które jej podajemy, trzy krople to za mało, ma byc sześć.- Jezu, sześć, to dlaczego, do jasnej szmaty, nikt mi tego nie powiedział? He? He? He?- Nie wiem, za dużo lekarzy się nią zajmuje. Pewnie jeden myślał, że ten drugi powiedział, nie wiesz? W poniedziałek o dziewiątej rano mamy być u niej znowu.Boże, daj mi cierpliwość, żebym była w ten poniedziałek grzeczna. Bo king wie, co robi tłumacząc mi wszystko po fakcie. cdn.athina 2004-06-25 19:16:25skomentuj (3)

Co za dzien 2

- To gdzie jedziemy na zakupy, do Panoramy? - Zapytał king, gdy już nieco się uspokoiłam.- Nie, do Lidla. - Lubię ten sklep z trzech powodów: a) niskich cen, b) zajebistego niemieckiego pasztetu, c) języka, który rozumiem czytając składniki w produktach....- Leć z dzieckiem do samochodu, bo zaraz będzie lało, ja postoję w kolejce. Przyjęłam to z ulgą, bo Lidl działa na zasadzie polskiej Biedronki, dwoje ludzi na zmianie, wiec kolejka do kasy ciągnęła się przez jakieś 15 metrów....Chmury nadciągnęły gdy załadowawszy zakupy do auta ruszyliśmy z miejsca. Lunął taki deszcz, że wycieraczki włączone na całą pare wydawały z siebie ciągły jęk.- Stań, o, tutaj, przeciez nic nie widać! – Powiedziałam nie odrywając wzroku od szyby. Strasznie boję się jazdy samochodem, przezyłam dwa wypadki, w tym jeden z dachowaniem na autostradzie.- Tutaj? Na zakręcie? Oszalałaś chyba, zaraz mi ktoś w dupę wjedzie.- Wjedzie ci na pewno jak nie staniesz.- Zaraz sie gdzies zatrzymam, tutaj nie wolno!- W nagłych przypadkach wszystko wolno...- Brnęłam dalej kopiąc sobie konwersacyjny grób. Tymczasem coś zaczęło przerazliwie łomotać w samochód, jak z karabinu maszynowego. Grad! Bryłki wielkości dorodnego bobu trzepały o przednią szybę, a ja spanikowana hipnotyzowałam ją, aby została na swoim miejscu, bo przecież mam krótkie spodenki, nogi by mi poraniła. Skręciliśmy na stację bezynową, po brzegi zatłoczoną. Czekaliśmy. Temperatura spadła z 25 do 15 stopni Celsjusza. 10 minut póżniej był spokój....Kukurydza zdewastowana, gałęzie drzew walały się po pustej drodze. Miasto wymarło, tylko wezbrana rzeczka płynęła sobie szumnie po asfaltowej drodze. Miśka spała nadal w swoim bezpiecznym foteliku, a my nie mówiliśmy nic, jakbysmy nie chcieli jej budzić....- Zatrzymaj się, chcę zagrać w totka. – Mam jakiegoś czuja.Wieczorem tak uparcie usypiałam Miśkę, że wraz z nią odleciałam w bezpieczne przestworza snu. Wraz z nią i totalizatorem sportowym znajdującym się w kieszeni spodenek. Dzis wieczorem okaże sie, czy tak miało być.athina 2004-06-26 15:04:52skomentuj (6)
1 2


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz