piątek, 6 marca 2009

1 2 Cmok

To moje ostatnie zdjecie z Italii, to moje ostatnie wspomnienie tego miasta. Tylko tam czulam sie naprawde dobrze. Przesylam je Wam i dziekuje, ze byliscie tutaj ze mna. W sobote wyjezdzam, tak, juz w sobote, zmiana planow. Mediolan, ambasada, podpisanie papierow i nie ma mnie. Ale wroce...Obiecuje, wroce tutaj do Was.athina 2004-08-24 13:53:44skomentuj (24)

kilo nerwowki

Biegam po domu i sprawdzam kąty czy niczego nie zapomniałam. Miśka tego nie rozumie, upomina się o swoje, więc najczęściej latam z dzieckiem na biodrze. Staram się wszystko ciasno upychać, żeby było tego jak najmniej i nici. Góra bagaży wciąż rośnie. Ale mam już w głowie plan jak to poukładać, by wszystko się zmieściło.Wypijam kawę za kawą, to chyba na tle nerwowym i ciągle ląduję w toalecie, to na pewno na tle nerwowym. Robię po kilka rzeczy na raz, bez żadnej organizacji. W głowie mam miliony myśli, wszystko bez składu i ładu. Chyba zgłupiałam.Poszłam się dzisiaj zważyć, po miesiącu spokojnej diety, bez katowania się, ale uważania na pory posiłków i kalorie.„Sześć kilo przytyłam?! Przecież to nie może być prawdą!” Z obrzydzeniem spojrzałam na wagę, tę cholerną francę, mojego wroga numer jeden na całym świecie. „Nienawidzę cię, ciesz się, że nie jesteś moja, ale chociaż cię kopnę!”W tym momencie Miśka poruszyła się na moim biodrze i klepnęła mnie w pierś. Razem ważymy 86 kg, w tym ona 8.Strasznie zabiegana jestem!athina 2004-08-26 12:54:24skomentuj (13)

Przystanek Frankfurt

Z korkowej drzemki wyrywa mnie dzwiek telefonu. SMS od Athi „Gdzie jestes??”. No fakt powinienem byc juz na miejscu, a tu sie jakis korek napatoczyl, zreszta nie pierwszy, bo 4 godziny stracilem w niemczech.„Stoje w korku pod Bolzano”- odpisuje, co bede tlumaczyl, ze do Bolzano mam jeszcze z 50 km. „Ten korek ma 15 km, byl wypadek” – otrzymuje po chwili odpowiedz. No coz, trzeba bedzie przezyc- mysle, majac nadzieje, ze chodzi o ten sam korek. Niestety nadzieja rozwiewa sie po chwili gdy na wielkiej tablicy na autostradzie czytam co mnie czeka dalej. Polak potrafi, pomyslalem i wymyslilem. Nie jade dalej autostrada, po cholere ladowac sie w takie 15 kilometrowe g.., pojade bocznymi drogami, omine korek i wskocze na autostrade za 56 km w nastepnej miejscowosci.W Bolzano opuszczam szczesliwy autostrade. Jednak nie tylko ja bylem taki sprytny i laduje sie w nastepny korek, tyle ze 56 kilometrowy. Niestety nie mam zadnej mapy, zadnego atlasu, jestem w tych okolicach pierwszy raz w zyciu, zatem jade na czuja byle na poludnie. Slonce daje po garach rowniutko. 34 stopnie w cieniu, ile w sloncu, w samochodzie poruszajacym sie w porywach z predkoscia do 15 km na godzine nie mysle, bo i po co sie stresowac.Trace nastepne 4 godziny, Wreszcie, okolo siedemnastej z ugotowanymi na twardo (...), warczacy jak pies i po prawie 18 godzinach jazdy dojezdzam na miejsce. Moge wreszcie usciskac Athine. Kurwa na piechote bym predzej zaszedl!WiedzminTylko tyle? A kurwa, co było dalej to kij? Dobra, to teraz ja.Wiedzmin rozsiadl tyłek w kantynie i z angielską dostojnością oraz flegmą popijał kawkę, ja zaś pakowałam manele do auta.- Wiesz, pomógłbym ci, ale jestem tak zmęczony, że mi się nawet gadać nie chce.- Pij spokojnie, mam parę jak nikt, waga robi swoje. – Powiedziałam uginając się pod większym ode mnie kartonem.(Wiedzmin) Jaki wiekszy, byl taki jak ty, juz nie dodawaj!Ucieszyłam się nawet na decyzję Wiedżmina, że nie będzie spał i zaraz jedziemy dalej. „Po drodze też się można kimnąć.” Był grill zmontowany na prędce, czyli mój przyjaciel wybrał się na żarcie do Italii, a co!I ruszyliśmy, koła zabuksowały na podwórkowym żwirze dokładnie o 20.45.Po paru minutach byliśmy już w Montebelluna (zapamietaj, to ważne), i skręciliśmy...- Gdzie jedziesz? Po co skręcasz?- No, tędy przyjechałem...- I ta informacja zamknęła mi pysk.Jechaliśmy przed siebie paplając jeden przez drugą i nie zwracając uwagi na to,że faktycznie na celowniku powinno być Trento. Hmmm...Trento, podobne do Trieste.- Jesteś pewna, że na Trieste mamy walić? Bo mi się ta nazwa kojarzy z Morzem Śródziemnym, a nie, kurwa, z Alpami.- A tam, pierdolisz, jedż, zobaczysz.- Jednak zaczęłam się zastanawiać czy istotnie tam powinniśmy zmierzać.Na szczęście, na wielkie szczęście ciągle pierdoliły nam się drogi na rondach w Treviso i praktycznie wcale nie opuściliśmy tego okręgu. Pluliśmy już na napisy z cyklu: TREVISO WITA, TREVISO ŻEGNA, byliśmy niemal pewni, że jakiś zły duch nie chce nas z tych Włoch wypuścić! Zdesperowani totalnie obraliśmy inną drogę w nadziei,że wyrwiemy się z tego kieratu. Nie spotkaliśmy żadnego znaku mówiacego, że tędy prosimy państwa do Trieste, nie spotkaliśmy żadnego znaku w ogóle!- Jednego nie rozumiem, dlaczego ja nie widzę przed sobą Alp?! Powiedział Wiedzmin z miną cokolwiek drwiącą.- Noc mamy, co chcesz jeszcze Statułę Wolności zobaczyć?! – Moja intuicja darła się w niebogłosy, że jedziemy w złym kierunku, ale ja przecież wiem.Zamilkliśmy całkowicie i zdaliśmy się na drogę w nadziei, że zobaczymy jakiś znajomy drogowskaz. Snuliśmy się jak cienie, a jedynymi towarzyszami podróży były auta nadjeżdżające z naprzeciwka, czesto na długich, co Wiedżmina do szewskiej pasji doprowadzało, wiec walił im w oczy swoimi długimi ile fabryka dała.- No patrz, chuj przecież mnie widzi, a na długich jedzie, – psrtyknął z satysfakcją włącznikiem, - a masz, kutasie!Tu kutas oślepiony i zapewne nie mniej wkurwiony właczył swoje długie.- O kurwa, ma jeszcze dłuższe!Buahahahhahahahahhahahahahahhahahahahahhahah, rozległo się w aucie i tekst ten stał się mottem naszej dalszej podróży. Ba! I teraz chichramy się na jego wspomnienie.Z usmiechem na ustach przeczytaliśmy drogowskaz, jakże znajomy: MONTEBELLUNA. Była godzina druga w nocy!Tutaj stanowczo stwierdziłam, że przejmuje pałeczkę, olałam Trieste, bo to przecież gdzie indziej i skierowałam Wiedżmina na trasę, krórą king woził mnie do Niemiec. I jeszcze coś...Nareszcie zobaczyliśmy góry!Podróż? Nie pytajcie, była długa, 18 godzin, dlatego po drodze doszliśmy do wniosku, że robimy tygodniowy postój we Frankfurcie. Przede wszystkim ze względu na Miśkę, która wszakże była nadzwyczaj dzielna i spokojna, jednak obawialiśmy się, ze następne 600 km mogą to dziecko po prostu wyczerpać.Od wczoraj zatem jesteśmy gośćmi Wiedżmina i jego żony Klaudii. Głównie zwiedzamy miasto i ja okupuję komputer. Wiecie co? Jestem szczęśliwa!athina 2004-08-30 23:00:28skomentuj (15)
1 2


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz