piątek, 6 marca 2009

1 2 Akropolis...innym razemJuz, wychodzimy, wychodzimy, bo czas goni! Pieluchy mam, picie mam, kanapki mam, portfel jest, fajki tez. Ach, Akropol, wieczorem pod nim zaczyna sie dopiero zycie. Muzyka, tlumy, pajace na gumkach i balony. Raj dla oka dziecka. Ale to potem, najpierw seria zdjec na Akropolu! Misiu moja kochana, bede cie fotografowala miedzy ruinami. Bede targala wozek pod gore nie zwazajac na kilogramy, bede gnala, by ci to wszystko pokazac. - O ja pierdole, juz nie mam sil, - wydyszalam po wtarganiu wozka pod ktores tam schody.- Juz jestesmy pod brama!- Nareszcie.- Wiesz co? – Zagadnela awcholere opadajac na lawke. – Ty idz sama, ja tutaj poczekam.- Jak chcesz. To zostawiam ci wozek i biore Miske na rece. Kij wie czy jakis turysta zechce mi pomoc wniesc go pod te najgorsze schody tam, na gorze.- Powiedzialam pospiesznie odpinajac dziecko.Oddalilam sie szybko zmierzajac ku bramie i budce biletowej. “Misia bedzie na Akropoluuuuu”…Nie bedzie, przynajmniej nie dzis, to chyba tylko ja moge pocalowac klamke nawet tam!- Zamykamy prosze pani, tylko do siodmej. - Ale jest piec po, ja tylko chce dwa zdjecia zrobic, - powiedzialam blagalnym tonem.- Jutro, dzis zamykamy.- Jutro to wy mnie mozecie w dupe pocalowac!Miska pod brama.W drodze powrotnej. Tyle dzieci Akropolu widzialy.Ehhhhhh.athina 2005-07-30 22:15:39skomentuj (11)
1 2


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz